Bałam się podwójnie – krótko o miniaturowym macierzyństwie

Tak już życie jest skonstruowane, że zawsze mamy sporo zmartwień, ale też mnóstwo radości. Ile kobiet tyle historii macierzyństwa. Bycie rodzicem ma swoje blaski i cienie, o których staram się zapominać. Niestety nigdy nie zapomnę, jak na samym początku moja niskorosłość sprawiała, że bałam się podwójnie.

Od zawsze czegoś się bałam

Gdy z niewyjaśnionych przez lekarzy przyczyn cierpisz na niskorosłość i Twoja przygoda ze wzrostem kończy się na szalonych 133 centymetrach, dociera do Ciebie, że to już na zawsze. Jesteś dziewczynką z wyrokiem: Niska. Że już nikt nigdy nie sprawi, że urośniesz. Wtedy się tego bałam, miałam zaledwie dwanaście lat, gdy zauważyłam znaczącą różnicę między mną i koleżankami. Zastanawiałam się, jak ja sobie poradzę? Jakie jest życie miniaturowych ludzi? Czy będę mogła mieć dzieci? Na szczęście mogłam. Obserwując rosnący ciążowy brzuch zastanawiałam się, czy ten mały facet, który we mnie rośnie, też będzie niziutki? Czego powinnam nauczyć bardzo niskie dziecko? Do połowy ciąży to było jedno z wielu moich ówczesnych zmartwień. Nasłuchałam się wielu chamskich komentarzy, że jestem lekkomyślną c*pą, która sprowadza na świat dziecko, które może być chore jak ja. Ludzie są bezmyślni, nie wiedzą co mówią. Niepełnosprawność nabyta to zupełnie inna bajka. Każda kobieta może urodzić chore dziecko. Tego też się bałam. Później zastanawiałam się, czy będę mogła normalnie urodzić? Nie, nie mogłam. Mój poród był słodko-kwaśny. Tak, to dobre określenie. Bałam się, lecz na szczęście spotkałam tam anioła

Bałam się, jak to będzie

Byłam świadoma tego, że gdy moje dziecko zacznie chodzić do przedszkola, a później do szkoły, mogą zacząć się kłopoty. Nie martwiłam się, jak tam będzie u niego z zachowaniem. O naukę również się nie martwiłam, bo już roczny synek dawał mi dowody na to, że jest bardzo inteligentny. W podstawówce specjaliści to potwierdzili. Niestety natura lubi równowagę, moje wspaniałe dziecko ma, według niektórych, wybrakowaną mamę. Stało się to, czego się obawiałam. Dzieci mu dokuczały, gdy tylko zjawiałam się w przedszkolu, a teraz w szkole, wytykają nas palcami. Staram się tam już nie pokazywać, żeby nie sprawiać mu kłopotów. Gdy miał kilka latek, zapytał, czy nie zechciałabym jeszcze troszkę urosnąć. Obce dzieci sprawiły, że chciał zmienić swoją mamę, żeby wyglądała tak jak inne mamy. Właśnie wtedy pierwszy raz zadał mi pytanie, Mama, dlaczego jesteś taka mała? Nigdy wcześniej nie zadawał mi tego pytania. Bałam się dnia, gdy to usłyszę, ale wiedziałam, że muszę się dobrze przygotować i dać mu właściwą odpowiedź. Mam nadzieję, że mi się udało. Nauczyłam syna, że nigdy nie wolno mu przyłączać się do szkolnych prześladowców. Ma bronić dzieci, którym inni dokuczają, przerywać złośliwe zaczepki. Trzeba reagować, bo stworzymy potwory.

Przyzwyczajam się powoli

Powoli przyzwyczajam się, że już zawsze ludzie będą śmiali się ze mnie, bo jestem niepełnosprawna. Lecz nigdy nie pogodzę się z myślą, że będą również śmiali się z mojego dziecka, że jego mama jest „taka śmieszna mała”. Bo tego zawsze bałam się najbardziej. Że będę źródłem jego zmartwień. A tego swoim dzieciom nie życzy chyba żaden rodzic na świecie. 

Czytelniku, mam do Ciebie jedną prośbę. Zadbaj o to, by Twoje dziecko akceptowało cudzą inność. Porozmawiaj z nim, że wyśmiewanie się z innych jest złe. Każdy z nas może stać się niepełnosprawnym – nie kaleką! Wszyscy chorujemy, mamy wypadki lub po prostu rodzimy się tacy jacy jesteśmy. Niech Twoja pociecha wie, że bez względu na wszystko, na szacunek i tolerancję zasługuje każdy. Naucz go być dobrym człowiekiem. Żebym już nigdy nie musiała się bać.


Pani Miniaturowa, najmniejsza autorka polskiej blogosfery – Poczytaj. Poznaj. Polub mój fanpage na Facebooku.

(Wizyt 434 times, 1 wizyt dzisiaj)