Poród z sosem słodko-kwaśnym. Moja historia.

Nie pokaże Wam zawartości majtek, nie wrzucę foty pępowiny triumfalnie zawieszonej na szyi i moich rąk uniesionych w geście zwycięstwa. Nawet nie pokażę Wam sex-video z chwili poczęcia. Nope. Opowiem Wam, jak wyglądał Miniaturowy poród.

Ciąża DeLuxe

Gdy jesteś tak niziutką kobietą, jak ja, możesz liczyć na extra traktowanie. Żaden lekarz nie chce prowadzić twojej ciąży, chyba, że prywatnie, o czym wspomną niby to przypadkiem raz, dwa, ewentualnie siedem. Wszyscy wróżą ci krwawienie i poronienie, ewentualnie męczarnie przez cały okres ciąży. Wszelki personel medyczny zwraca się do ciebie, jak do upośledzonej umysłowo. A Twoje prawa pacjenta są łamane, bo np. studenci położnictwa w trakcie badania ginekologicznego zaglądają ci w pipkę, mimo, że nikt cię o zgodę wcześniej nie zapytał. Jestem zdania, że studenci, którzy serio chcą się czegoś nauczyć to rzadkość godna dziobaka w lakierkach. Widziałeś dziobaka w lakierkach?  Ja też nie, dlatego pewnie bym się zgodziła dla świętego spokoju. Ale do jasnej anielki, czemu nie zapytali?! Chyba, że na czas ciąży wszystkie kobiety w Polsce są ubezwłasnowolnione to sorry, nie wiedziałam. My bad! Wiesz jakie to uczucie, gdy leżysz rozkraczona w fotelu tortur i modlisz się, żeby wśród studenciaków nie było jakiegoś twojego kolegi? Z nutką dramatyzmu odpowiem: ujowe. Nie odważyłam się podnieść głowy i sprawdzić. Zachowajmy jakieś jurwa granice przyzwoitości. Mało znam kobiet, które w tym momencie przechyliłyby zalotnie głowę, zatrzepotały rzęsami, spojrzały najprzystojniejszemu studentowi głęboko w oczy i spytały „chcesz zerknąć? tylko nie łaskocz mnie brodą”. Och tak, to była prawdziwa Ciąża DeLuxe.

Miniaturowa, weź na marudź!

Czemu ja narzekam, co nie? Przecież, jak dziecko ostatecznie urodziło się zdrowe to powinnam zapomnieć, jak ginekolog potwierdził, że jestem w ciąży i powiedział, że mu przykro z tego powodu. Wszak, jak bardzo niska kobieta to inna. Jak inna to może być problematyczna. Jak problematyczna to trzeba umywać od takiej ręce. Bo jak ciąża może być zagrożona (a wcale nie była) i coś się będzie działo, to kto ma być za to odpowiedzialny? Nikt nie chce. Bo w Opolu ciąża niepełnosprawnej to jak kara za grzechy dla ginekologów. Nie wierzysz? Zajrzyj do tego wpisu, opowiem Ci dowcip o niepełnosprawnejMożemy też skwitować całą moją historię lakonicznym „no cóż, po prostu miałaś pecha”. Tak, miałam pecha. Że nikt nie chciał traktować mnie jak należy. Moja wina, sorry. Mogłam się bardziej postarać i np. wyglądać, jak przeciętna kobieta. Wtedy też mogłabym liczyć na minimum przeciętne traktowanie.

Poród, miałaś opisywać poród!

A tak, faktycznie. Wybacz, mam sklerozę. Poród jaki jest, każdy widzi. Chociaż w sumie ja swój przespałam, to nie widziałam. Ale świetnie pamiętam początek. Był nawet zabawny… z perspektywy czasu. Wyobraź sobie, że wypiłeś pięć piw i jeszcze nie byłeś w toalecie. I tak cię ciągle ciśnie, ale nic nie możesz z tym zrobić. Chodzisz, funkcjonujesz, a nawet śpisz w takim stanie. Spałam sobie w najlepsze, gdy nagle obudziło mnie cudowne uczucie ulgi. Mój pęcherz wreszcie był wolny, ale…zaraz zaraz? Boże, zsikałam się… – pomyślałam. Wygramoliłam się ze szpitalnego łóżka, a tu pływa na różowo. Ocho! Moja kontemplacja nad kolorem siuśków przebudziła koleżanki z sali, któraś zapaliła światło i stwierdziłam, że ten dziwny luz w brzuchu to znak, że odeszły mi wody. Z dwojga złego lepiej w szpitalnym łóżku niż dajmy na to, na środku tesco. Nie żebym miała coś do sklepów wielkopowierzchniowych, po prostu z góry sobie założyłam, że poród w szpitalu będzie wygodniejszy. O ja naiwna. W tesco to może by mnie chociaż kocem przykryli…

Na porodówkę na sygnale!

W przypływie adrenaliny poczłapałam do dyżurki pielęgniarek. O ja głupia. O 3 rano pielęgniarek szukałam w dyżurce 🙂 Mówiły, żeby w nocy dzwonić na specjalny numer telefonu, z aparatu, który stoi przy każdym szpitalnym łóżku. Wiecie, że nie pamiętałam numeru, a mimo wszystko wykręciłam za pierwszym razem poprawny? Magia. Myślę, że na podobnej zasadzie zdawałam niektóre egzaminy na studiach, ale ciii… to się wytnie.
– Halo, co się dzieje?
– Wody mi odeszły.
– Gdzie?
– No w łóżku…
– JA SIĘ PYTAM, Z KTÓREJ SALI PANI DZWONI!
– Ojej.
To żem błysnęła intelektem, jak umysłowa ameba, ale hej, ja tu rodzę! Mam prawo! Koleżanki gratulują, klepią mnie po ramieniu, powaga, gdyby miały szampana to właśnie by go otwierały, by pomóc mi uzupełnić płyny. Na salę wpada pielęgniarka, z zachwytem obserwowałam, jak spakowała mnie w 30 sekund. Położyła otwartą walizkę przed szafką i zrobiła ramieniem samolocik, jedno wielkie szsszszszszuuuu! I wszystko było spakowane. Pielęgniarka Perfekcyjna Podróżniczka! Lata praktyk! Posadziła mnie na wózku inwalidzkim i powiedziała, że jak jeszcze raz wstanę to… mam siedzieć i już! 
I wywiozła mnie w siną dal, na drugi koniec korytarza na porodówkę. Mknęła niczym Kubica! Przysięgam, cudem się powstrzymałam od robienia „ijo! ijo!”, jak ambulans na sygnale 🙂

Goła i wesoła!

Bez obaw, to nie był poród publiczny! To był poród kameralny. Gdy przywieźli mnie na porodówkę, jednocześnie rodziło tylko jedenaście kobiet. Ach ta kobieca solidarność! Aż mi się łza wzruszenia w oku zakręciła! Położyli mnie na twardej kozetce, przykryli cieniutkim prześcieradłem i kazali czekać na zmiłowanie. Chyba patrzyłam mało błagalnym spojrzeniem, bo leżałam tak ponad trzy godziny trzęsąc się z zimna (końcówka listopada) i słuchając wrzasków rodzących obok. Nie miałam skurczy, nie miałam rozwarcia, cholernie nudna byłam, to po co mieli się mną interesować. W końcu przyszła pani i zrobiła mi brazylijskie bikini, wcześniej grożąc mi żyletką, że jak nie przestanę tak mocno dygotać to w końcu mnie potnie. No. To jest jakiś argument! Momentalnie przestało mi być zimno i posłusznie przestałam się trząść. Mówiłam Wam, że jestem bardzo zdyscyplinowana? 

Zdefraudowana jak publiczne pieniądze!

A potem przyszedł pan. Ale to nie był byle jaki pan! Toż to sam anestezjolog. Otaczała go aura świętości. Był przekonany, że robiłam sobie jaja ogarniając papiery, że muszę mieć obowiązkowo cesarskie cięcie, na dodatek przy znieczuleniu ogólnym. Kryzys jest, trzeba oszczędzać! Po operacji wszczepienia implantów w kręgosłup, nie w sposób bezpiecznie wbić igłę między kręgi. Nie da się kobiety znieczulić tak, by mogła przeżyć niesamowitą przyjemność „trzeźwej” cesarki. Musiałam mieć narkozę ogólną, choć ten pan bardzo chciał udowodnić, że ja i mój ortopeda trochę ściemniamy. Gdy tylko pomógł mi usiąść i zerknął na mój kręgosłup, wykrzyczał: kto pani tak zdefraudował kręgosłup?! Ups. Nie pilnowałam, sorry. Wie pan, ludzie to tera tak kradno!

Jak trudny poród to tylko Dream Team!

Dobrze, znów odzywa się we mnie panikara. Wcale nie wiedziałam, czy poród będzie trudny. Ale z całą pewnością widziałam, że dla ekipy z sali operacyjnej to była trudna noc. Jedna osoba bladozielona mówi, że źle się czuje i chyba będzie chora. Druga mówi, że jest zmęczona, bo miała dwunastogodzinny dyżur. Trzecia mówi, że cholernie boli ją głowa. Czwarta, że „ale wczoraj impreza była, chyba nadal mam kaca!”. A ja leżałam i czułam, jak mi ciarki po plecach chodzą. Istny Dream Team! Nie ma to jak trafić w ręce profesjonalistów 🙂 Na szczęście babcia Omena tam była i przypilnowała, żeby to właśnie jego wyciągnęli, a nie moją śledzionę. Gdy przecięli pępowinę, młody podobno uczcił przyjście na świat obsikując pana doktora. Szkoda, że spałam i nie widziałam tej komedii! Ale później było już tylko lepiej.

Obudziłam się czyjąś mamą. Było wspaniale!

 


Udostępnij dalej ten wpis, byśmy razem mogły odczarować poród 🙂 To cudowne wydarzenie, dla niektórych wręcz mistyczne, lecz jednocześnie nie oznacza to, że nie możemy troszkę z niego pożartować. W życiu trzeba mieć dystans do wszystkiego.

Jak wspominasz swój poród? Skomentuj tutaj lub na fanpage Pani Miniaturowa.

(Wizyt 2 175 times, 1 wizyt dzisiaj)