Nie boisz się, że dziecko urodzi się chore jak ty?
Nie boisz się, że twoje dziecko będzie chore jak Ty? To pytanie spędza sen z powiek wszystkim rodzicom, a podwójnie przyprawia o gęsią skórkę, oraz dreszcze przerażenia chodzące po całym ciele, gdy jedno z rodziców jest niepełnosprawne.
Chore, niedoskonałe, niepełne
Bo niepełnosprawne to skażone. Obciążone. Z wadą. Defektem. Ułomnością. Kaleka. (Nienawidzę tego słowa!) Obleśny chory, którego powinno się zamknąć z dala od normalnych ludzi. Nie dopuścić człowieka gorszego sortu do rozpłodu. Bo jak rodzic jest niepełnosprawny to znak, że dziecko na bank też będzie chore. Otóż nie! Nawet jak oboje rodziców cierpi na jakąś niepełnosprawność, to choć jakiś tam procent ryzyka jest, to dziecko może się urodzić całkowicie zdrowe. I drugie też. A nawet trzecie. Bo nie każda niepełnosprawność to złośliwa wada ukryta w naszych genach.
Czasem jest to zrządzenie losu. Cholerstwo, które nabyło się w pewnym wieku. Coś co się dostało od życia, a nie od rodziców. Miałeś kiedyś wypadek? Jego skutki mogą przynieść niepełnosprawność. Lubiłeś skakać na główkę do wody? Głupota też lubi nieść za sobą niepełnosprawność, a nawet śmierć. Przez całe swoje życie kilkanaście razy otarłeś się o śmierć, o poważny uszczerbek zdrowia, o niepełnosprawność. A do mnie przyszła bez powodu. Ale przyszła, gdy byłam małą dziewczynką z wyrokiem, a nie gdy rozwijałam się w brzuchu mojej mamy. To znaczy, że mogła przytrafić się każdemu, lecz przypadła w udziale mnie, bo wiedziała, że twarde ze mnie babsko i poradzę sobie z takim bagażem i jeszcze bezczelnie odważę się pisać bloga, a na nim to właśnie co czytasz.
Bo ja lubię konkrety, lubię walić z mostu i po prostu jasny wuj mnie trafia, gdy czytam jak ktoś oskarża mnie, że jestem, cytuję: „lekkomyślną cipą”, bo zdecydowałam się na dziecko, wiedząc, że jestem niepełnosprawna. „A nie boisz się, że urodzisz chore dziecko?”. Nie, ja bardziej się boję, że moje dziecko kiedyś trafi na takiego chorego trolla jak Ty.
Oczywiście, że się bałam, jak każda matka, nawet ta zdrowa
Oczywiście, że się bałam. Jak każda matka drżałam z niepokoju oczekując na wyniki, najprostszego nawet, badania w trakcie ciąży. Ginekolodzy odmawiali prowadzenia mojej ciąży, bo się mnie bali. Każde USG, każda pobrana próbka krwi, każde macanie mnie po brzuchu, to był niewyobrażalny stres i czekanie na wyrok, którego na szczęście nigdy nie usłyszałam. Nawet po ponad miesiącu czekania na wyniki badań genetycznych, gdy sławny genetyk dla świętego spokoju sprawdził, czy jakimś cudem nie mam achondroplazji, którą mógłby odziedziczyć mój syn. I nikt się nie przejmował, że nie mam praktycznie ani jednego z widocznych objawów tej choroby, albo raczej schorzenia, czy jak to będzie chciał nazwać ktoś ultra-poprawny-politycznie. Nic. Zero. Null.
Urodziłam się zdrowa, moje dziecko urodziło się zdrowe, ale nie jestem opóźniona intelektualnie!!! Zawsze bałam się o to „co będzie?”, „jak będzie?”, „czy będzie?”, każda matka, każdy ojciec się tego boi. I wiesz co ci powiem? Dalej się boję, lecz mój strach nie odbiega już swoim nasileniem od strachu, które czują inne mamy.
Będzie lepiej
Jedno wiem na pewno. Mój syn raczej nigdy nie będzie taki malutki jak ja, bo już sięga mi do połowy głowy. Mój 6 letni syn. I choć jestem w jego szkole pośmiewiskiem, a moje dziecko musi wysłuchiwać niewybrednych, chamskich komentarzy, że jego mama jest „jakaś dziwna-taka mała„, a zdrowi, pełnosprawni rodzice mają w dupie to, co mówią przy nich ich dzieci i udają, że nie widzą jak ich dzieci wytykają mnie palcami, każdego dnia, to ja się i tak cieszę. Cieszę się i skrycie krzyczę w środku siebie, ze szczęścia, gdy widzę jak ten blond diabełek, którego jestem mamą, biega po domu w przykrótkiej piżamce, spod której wystają już kostki. Bo wiecie co to znaczy? Jest zdrowy! Rośnie! Moje dziecko nie jest chore! Będzie miał lepsze życie niż ja. A to jest największe marzenie każdej mamy. By jej dziecko miało lepiej od niej.
Nie zapomnij polubić fanpage Pani Miniaturowa, aby pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami na stronie!





