Styl życia

Zwiedzamy, tylko co? – wczasy w Kotlinie Kłodzkiej

Jeżeli nie wiesz w jaki sposób przekonać swojego mężczyznę do wyjazdu na wspólne wakacje i nie wiesz gdzie jechać, koniecznie przeczytaj ten wpis. Zdradzam w nim najmroczniejsze sekrety męskiej duszy. Po wprowadzeniu moich wskazówek w życie, z pewnością już nie będzie w stanie oprzeć się wizji wspólnego urlopu. Lecz przejdźmy krok dalej, dotarliśmy do ziemi kłodzkiej. Zwiedzamy, tylko co?

Przyjechaliśmy w góry i zwiedzamy wodę, co za łosie niepoprawne!

W stronę gór jechaliśmy dość wolno, wiecie jak to jest, nie znasz drogi, jesteś ostrożny, wszak jeszcze jakiś tyranozaur wybiegnie na jezdnię i kłopoty murowane. Przejeżdżając obok jeziora nyskiego i zalewu otmuchowskiego przejęła mnie groza, czy jakaś orka nie przeskoczy z jednego do drugiego, ale uznałam, że takie ssaki wodne mogą mieć mniejszy zasięg rażenia niż np. decybele, które potrafią rozsiewać najbardziej wkurzający pato-sąsiedzi. Mimo wszystko dla pewności jechaliśmy w trybie „wycieczkowym” i tak sobie zwiedzamy blisko-dalszą okolicę, aż zaczęłam chlipać w rękaw Gajowemu, przeszkadzając mu w trzymaniu kierowcy, bo zdałam sobie sprawę, że jednak geny mojej matki są we mnie silniejsze niż zdrowy rozsądek. Wiecie co robiłam? To straszne! Dzieliłam się z moim samcem takimi spostrzeżeniami jak „o widziałeś jakie śliczne firanki mieli w trzecim oknie od prawej, w tym pistacjowym domku?”, czy „Aaa! Tam pod krzaczkiem był kotek! Kotek był! Zawracaj chcę go pogłaskać!”. Rozwód wisiał w powietrzu równie uparcie co ponad 30 st. C, dlatego, gdy dojechaliśmy na miejsce w stanie na-chrupko-usmażonym zawołaliśmy do Ewy z Siedliska Czarny Kot „woooodyyyy!”. Odesłała nas na kąpielisko w Starej Morawie.

Zwiedzamy – Zalew w Starej Morawie

To był strzał w dziesiątkę! Nie ma nic lepszego niż orzeźwienie w przyjemnie chłodnej wodzie, gdy na dworze temperatura rozkręca się do 36 st. C (!!!). Na miejscu macie hotel, pokoje gościnne, pole namiotowe, dwa boiska do gier zespołowych, plac zabaw, wodny plac zabaw (!), mięciutki piasek, czystą wodę, kaczuszki, ławeczki i inne takie. Jest dość spory kawałek płycizny, gdzie nie trzeba trzymać dzieciaka na smyczy 🙂 Miejscówka jest płatna, ale nie kosztuje miliony monet dlatego opłacało się wejść na godzinkę, by troszkę się orzeźwić, przespacerować po molo i wdrapać się na wieżę widokową. 

Jest to jedno z najwyżej położonych tego typu miejsc w Polsce. Wyobraź sobie, że siedzisz nad wodą, słoneczko grzeje, a dookoła piękne górskie widoki. Dla mnie bomba!

Molo prowadzące do wieżyczki

Widok z góry na góry

I w drugą stronę

Plaży Wam nie pokazuję, bo jakoś mi głupio obcych ludzi i ich dzieciaki pokazywać. A na moje zdjęcie w bikini świat jeszcze nie jest gotowy. To było też jedyne miejsce gdzie udało mi się ubłagać Gajowego byśmy zrobili sobie wspólne zdjęcie. Daleka jestem od myśli samobójczych, także tej foty też tutaj nie wrzucę. 

Zwiedzamy – Kopalnia Uranu w Kletnie

Jeżeli nie bierzesz w góry stroju kąpielowego to jesteś nieuświadomionym głuptasem. Ale jeżeli potem w mokrych ciuchach jedziesz zwiedzać kopalnię to jesteś skończoną fujarą. Na szczęście był upał, a wejście do kopalni jest co 30 min, więc zdążyłam wyschnąć i wrócić do auta na parking po bluzę, skarpety i długie spodnie. Nie byłoby to zbyt rozsądne wchodzić pod ziemię, gdzie panuje ok. 3-7 stopni C, w mokrych gaciach. W środku faktycznie piz… było zimno jak jasny szlag, dlatego me wrażliwe serduszko kwiliło na widok kilkuletnich maluszków w sandałkach z gołymi nogami i bez długiego rękawa. Jest to bardzo łatwa i dość krótka trasa, ale mimo wszystko (wg mnie) bardzo nierozsądnym jest chodzenie po górach, stromych ścieżkach, czy podziemnych przejściach w szpilkach, klapkach i eleganckich sandałkach. Nie moje nogi i nie mój gips, ale dzieciaczków trzęsących się z zimna i tak było mi szkoda. Pamiętajcie kochani! Góry, kopalnie, podziemne trasy, czy wilgotne miejsca zwiedzamy obowiązkowo w co najmniej pełnych butach sportowych. Zdjęcia robił Gajowy, a że zgrywa jego zawartość raz na dziesięć lat to sorry 🙂 Musicie uwierzyć mi na słowo, że tam byliśmy. 

A to nagroda pocieszenia – zmęczone nogi w apartamencie 🙂

Przewodnik odrobił zadanie domowe. Opowiadał bardzo ciekawie, przekazał nam mnóstwo wiedzy historycznej na temat kopalni i zaprosił odważnych (i pełnoletnich!) na zwiedzanie ekstremalne. Jest ono oczywiście o wiele droższe, dłuższe, trudniejsze, a także niebezpieczne, ponieważ w ścianach dolnych chodników wciąż znajduje się promieniotwórczy uran. Nie obiecuję Wam czy to prawda, bo się na tym nie znam. Do zwiedzania ekstremalnego się nie nadaję. To atrakcja wyłącznie dla wysportowanych śmiałków, a ja nie spełniam żadnego z tych kryteriów 🙂 

Zwiedzamy – Arboretum w Lądku Zdroju

Mimo fatalnego oznaczenia udał nam się (cudem chyba) dotrzeć do Arboretum w Lądku Zdroju. Jest to taka zielona piegowata pyza na mapie ziemi kłodzkiej, która ma swój urok. Jeżeli lubisz człapać po leśnych, górzystych ścieżkach i podziwiać niezwykłe roślinki, słuchać szumu strumyczka i plusku wodospadu, to miejsce jest dla Ciebie. Spodobał nam się ten rodzaj atrakcji, dlatego postanowiliśmy z Gajowym odwiedzić również inne ogrody dendrologiczne w Polsce. Polecacie jakieś? Dajcie proszę znać w komentarzu.

Tak, tak, jestem geniuszem. Jestem w arboretum i nie robię fot roślinności 🙂

Za to wdałam się w przelotny romans

Fotografa ze mnie nie zrobicie

Na szczęście widoczkom to nie zaszkodziło.

Zwiedzamy – Twierdza Kłodzko

Ziemie kłodzkie i Kotlina Kłodzka musiały skądś wziąć swoją nazwę – miasto Kłodzko. Przywitało nas remontem kilku ważnych dróg jednocześnie, wprowadzając chaos i rozpierduchę wśród turystów. Miasteczko było koszmarnie zakorkowane, a napływ przyjezdnych z pewnością nie ułatwiał nikomu sprawy. Tak czy siak do twierdzy jakoś dotarliśmy. Jakoś, bo gdy chorujesz na zwyrodnienie biodra, podejście po kamiennych, ukruszonych schodach stanowi nie lada wyzwanie. Była piękna słoneczna pogoda, dlatego byłam mokra jak szczur zanim w ogóle dotarliśmy do kasy. Ale ja się nie skarżę! 🙂 Oczywiście jako księżniczka z miasta nie dałam tego po sobie poznać. 

Jak widzicie – POT JEST DLA SŁABYCH – UŚMIECHY RÓWNIEŻ. Za to selfie z rąsi Kobiety Cyborga – no pierwsza klasa!

 

Jak już przykumasz te kocie ruchy, przejdźmy dalej. Mieliśmy za przewodnika pana, który bierze udział w corocznych inscenizacjach, zna się na rzeczy i bardzo, bardzo ciekawie opowiadał. Co lepsze – gościu miał prześwietne poczucie humoru! Gdy zadawał jakieś pytanie, obiecywał nagrodę. Jeden z turystów odpowiedział dwa razy z rzędu poprawnie, dlatego przewodnik dał mu dwie nagrody. Pierwsza to był brak kary 🙂 A druga to „pochwała wzrokowa”. Uśmialiśmy się, bo wszyscy spodziewali się… w sumie sami nie wiedzieliśmy czego, ale na pewno nie takiej komedii jaką odprawiał pan przewodnik. Polecam starszego dojrzałego pana z wąsem, 10/10. 

Został moim idolem głównie ze względu na liczbę postojów, które urządzał. Z całą pewnością pod wpływem mojego błagalnego spojrzenia. 

 

Sala Tortur? Jak może być złe coś, co ma w nazwie słowo „tort”?

Niestety raz pan przewodnik zdradził moje zaufanie, ponieważ zaprowadził nas do Sali Tortur. Rychło się okazało dlaczego tak właściwie sala tortur! Bo obok sprzętów „właściwych” był sklep z pamiątkami. Nie taki sklepik groźny jak go malują ale… potem przez resztę zwiedzania musieliśmy słuchać płaczu dzieciaczka, który próbował wyprosić u rodziców żeby wrócić do tego przybytku rozpusty i kupić mu jakiś prezent-pamiątkę. Podziwiałam cierpliwość i opanowanie rodziców, a jednocześnie było mi ich strasznie szkoda, bo to jednak stres jest, jak Ci dziecko urządza godzinną histerię w dodatku przy grupie obcych ludzi. Uff!

Twierdzę (jej górną część) zwiedzaliśmy około 1,5 godziny, lecz nie nudziliśmy się ani chwili. Tego dnia miałam flow na selfie, dlatego wrzucam kolejną uśmiechniętą miniaturową. Najwyraźniej uznałam, że taka smoczyca jak ja świetnie komponuje się z mrocznymi korytarzami.

Ale co by nie było samych zdjęć z miniaturowymi pustakami, udało mi się cyknąć panoramę! To była moja trzecia panorama w życiu, także proszę ją oklaskać.

W między czasie zwiedzaliśmy kwatery żołnierzy i spytałam, czy mają wolny wakat na tego leżącego cały dzień ludka, ale chyba nie skumali mojego wysublimowanego żarciku 🙂

Nie wiem jak wybrnąć z tego, żeby nie pokazać Wam zbyt dużo, ale jednocześnie żeby nie wyszło, że nudy. Jestem beznadziejna we wpisy podróżnicze! Ale na szczęście wiem, że wszyscy mi uwierzycie, gdy powiem, że było fajnie i warto tam jechać 🙂

Nie jest to pewnie największa tego typu budowla na świecie, ale chyba jedyna jaką widziałam na żywo i muszę Wam powiedzieć, że zrobiła na mnie wrażenie swoim monumentalizmem.
Ustalmy jedno – warto jechać! Nawet bardzo! Na terenie twierdzy czeka też trasa podziemnymi korytarzami, a także… dość NIETYPOWA atrakcja 🙂 Taka troszkę oderwana od epoki, ale i tak fajna. Nie zdradzę Wam jaka, żebyście mogli się uśmiać po pachy, jak ja i Gajowy.

Zwiedzamy też samo Kłodzko

Jako, że wciąż jestem w fazie przed-operacyjnej, zwiedzanie w moim towarzystwie to pełznięcie w żółwim tempie. Przycupywanie na ławeczkach i częste przerwy na karmienie 😉 Jako, że zbierało się na deszcz, zrobiliśmy sobie z Gajowym rundkę honorową wokół ratusza. Muszę przyznać, że jest piękny! 

Jeśli się nie mylę tutaj mamy widok na ratusz z góry, a dokładnie z tarasu widokowego w twierdzy.

A tutaj już „na dole”

Widok na sam ratusz urząd miasta (uwielbiam zdobione balkony!)

Po chwili niebo tak mocno się zachmurzyło, że poczłapaliśmy szybciutko w kierunku samochodu, żeby ewakuować się z miejsca zdarzenia.

Zwiedzamy – Średniowieczny Park Techniki w Złotym Stoku

Zdecydowanie jedno z najfajniejszych miejsc zaraz po restauracji, gdzie dawali takie olbrzymie kotleciory (joke). Niestety nie dostaliśmy się do Kopalni w Złotym Stoku, ale za to wpadliśmy do Średniowiecznego Parku Techniki. Troszkę się dziwiłam jak taki mały obiekt można zwiedzać ponad godzinę (wg informacji na tabliczce), ale na miejscu okazało się, że faktycznie! Nie dość, że z żywym zainteresowaniem słuchaliśmy co opowiada przewodnik, był miły, uśmiechnięty, dowcipny i całkiem, całkiem przystojny 😉 Bardzo mi się podobało, że wszystko można było dotykać (poza przewodnikiem) i próbować jak działają urządzenia i maszyny, które pomagały ludziom pracować kilkadziesiąt, ale i kilkaset lat temu. To była fajna lekcja historii, polecam każdemu! Dzieciaki też były zachwycone.

Takie coś

Inne takie coś 🙂

I takie coś

Jeszcze coś

Po obejrzeniu „cośków” odważni mogli przejść labirynt strachu (słyszeć chichot Gajowego za plecami – bezcenne!). Na końcu czekały schody prowadzące do domku kata. Podobno szukał żony, ale oświadczyn nie przyjął oszust jeden.

A zwiedzanie kończymy tu…

Ale nie martwcie się, ze spotkania z katem wszyscy wrócili cali i zdrowi…chyba.

Najpiękniejsze (i najpyszniejsze) pożegnanie

Ostatniego wieczoru, gdy myślałam, że nie zrobię już ani jednego kroku więcej Ewa, właścicielka naszego apartamentu zaproponowała, że zabierze nas w pewne miejsce. Jak się później okazało, było to miejsce smaczne, a powyżej nawet troszkę magiczne 🙂 Odwiedziliśmy Czarną Górę, Sienna, Stronie Śląskie, czy jakkolwiek się to miejsce nazywa, bo ja chyba czegoś z tego wrażenia nie ogarnęłam, a nawet poprawnie wyguglać nie potrafię, taki ze mnie mondzioł. Najpierw było troszkę rekreacji „O MÓJ BOŻE TUTAJ JEST ZJEŻDŻALNIA GRAWITACYJNA, ALE FAJNIE!!!”. Mój wrzask wypłoszył wszystkie sarny i wiewiórki z lasu w promieniu 10 kilometrów. Po frajdzie na zjeżdżalni przyszedł czas odzyskać stracone kalorie w Restauracji Puchaczówka, którą dotychczas znałam tylko z relacji „praca-klient” ewentualnie z artykułów innych blogerów. Już wiem czemu wszyscy tak lubią to miejsce!

O tak, wrzuciłam zdjęcie piwa, możecie mnie osądzać. Było pyszne!

Goryczkę piwa warto wyrównać czymś słodkim 🙂 I REGRET NOTHING!

Ale najlepsze zostawiliśmy sobie na koniec

 

Dla takich atrakcji i takich widoków warto jechać w góry. Polecamy gorąco ziemie kłodzką!

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa – najmniejsza mama polskiej blogosfery 

(Visited 111 times, 1 visits today)
  • Widoki bajka! Urlop udany jak sądzę 🙂

  • Jestem pewna, że byłam w tej twierdzy, chociaż ze zdjęć nie kojarzę. Może i lepiej, będę mogła jechać po raz drugi 😀 Zwłaszcza że jestem fanem zwiedzania podziemnych korytarzy, zwłaszcza takich, w których przewodnik gasi światło i znika.

  • Małgorzata

    Super 🙂 zapraszam też do mnie 🙂
    malgorzata86-fotografie.blogspot.com

  • Ufam Ci, że warto tam jechać 😉 Chociaż niektóre zdjęcia też trochę zachęcają 😉

  • 654gosia

    jak tam ładnie! nigdy nie byłam w okolicach Kotliny :/

    antii by eCosmetics

  • Pyśka xD

    Tam mnie jeszcze nie było 😀

  • Kłodzko i twierdza Kłodzko są świetne, byłam tam. A zwiedzałaś podziemia miasta Kłodzko?