Osobiste przemyślenia

Nikt mnie nie rozumie, stwierdziła dziesięcioletnia artystka.

Moi stali czytelnicy wiedzą, że będąc dzieckiem nie należałam do najzdrowszych okazów. Chorowałam na różne paskudne choroby, które odmieniły moje życie i mój wygląd na zawsze. Zawsze byłam niskim dzieckiem, ale wtedy zupełnie się tym nie przejmowałam, bo do szczęścia potrzebne mi były tylko kartki i kredki. Uwielbiałam rysować. W chwili, gdy stwierdziłam, że „nikt mnie nie rozumie”, również pochłonięta byłam rysowaniem.

Będąc kolejny raz w szpitalu widok z okna znasz już na pamieć. Książka przeczytana, koleżanki zajęte same sobą, może sobie porysuje? Tego dnia była „ta nudna” pani opiekunka, która trzymała nas całe popołudnie w świetlicy. Nie zabierała nas na spacery, nie pozwalała wychodzić do ogrodu szpitalnegob. Nie umiała też organizować zabaw dla dzieci. Z nią się tylko siedziało i nudziło. Dlatego też marnowałam kolejne kartki papieru rysując swoje ulubione domki, kwiatki i kotki, jak to dziewczynka.

Nudy były tak wielkie, że aż ziewałam. Chciałam porobić coś nowego, ciekawego, lecz do wyboru miałam tylko rysowanie. Postanowiłam, więc stworzyć coś czego jeszcze nigdy nie próbowałam. W „Przygodzie ze sztuką” wyczytałam takie pojęcie jak abstrakcjonizm i stwierdziłam, że oto nadeszła pora, by dziesięcioletnia „artystka” zadziwiła cały świat. I narysowałam motyla. Ale jaki to był motyl! 

Wzięłam kartkę A4, narysowałam na niej ołówkiem kreski w pionie, poziomie i po przekątnej, potem dodałam ołówkowe esy-floresy, zawijasy i przystąpiłam do kolorowania. Kolorowałam kształty i wzorki, tak by pokolorowane elementy miały kształt motyla. Reszta pozostawała biała mozaiką. Och, w jaki zachwyt wprawił mnie mój pomysł, bo efekt był inny niż to, co zawsze rysowałam. Niesamowicie dumna z tego co stworzyłam siedziałam i wodziłam palcem po zawijasach, podziwiając mojego „abstrakcyjnego” motyla. Wtem usłyszałam za plecami:

– Tak się nie rysuje motyli! – wykrzyknęła oburzona sześciolatka wskazując palcem na arcydzieło mych dziesięcioletnich rączek.
– Wiem, ale to jest inny motyl. – wyjaśniłam spokojnie młodszej koleżance.
– Tak się! Nie rysuje! Motyli! Źle go narysowałaś! – zacietrzewiła się dziewczynka.
– Dlaczego źle? Motyl to motyl. Tylko troszkę inny. – objaśniłam drugi raz.
– Tak się nie rysuje motyli!!! – niemalże krzyczała dziewczynka oburzona tym, co zobaczyła na kartce.
– Dobrze. Wiem. Ale ja go narysowałam po swojemu. Bo chciałam, żeby to był inny motyl. Taki ciekawy.
– Tak nie wolno robić! – histeryzowała dalej mała.
– Eeech. Słuchaj, to mój rysunek. Wolno tak robić, to jest taki nurt w sztuce, to się nazywa abstrakcjonizm… – brnęłam dalej w wyjaśnianie. Jak się okazało zupełnie bezskutecznie, bo dziewczynka nie rozumie, co do niej mówię.
– Ten rysunek jest zły! Tak się nie rysuje motyli! – piszczała coraz głośniej sześciolatka.

Całej sytuacji przysłuchiwała się opiekunka, która przyszła zaniepokojona sprawdzić, co to za awantura przy stoliku. Zrezygnowana oparłam się wygodniej w krzesełku i spojrzałam na górującą nad nami postać.

– Ona mnie nie rozumie – uśmiechnęłam się porozumiewawczo do pani opiekunki, będąc przekonaną, że odwzajemni uśmiech i przyzna mi racje.

– a dlaczego nie narysowałaś normalnego motyla? – spytała z pretensją w głosie.

Bo to zły motyl był…

Ja chyba śnię.
Dziękuję. Do widzenia.

Kreatywność dziecka jest delikatna jak motyl. Nie urywajmy jej skrzydełek.

Czy ten wpis przypadł Ci do gustu? Udostępnij go proszę dalej. Będzie mi miło, jeżeli odwiedzisz też fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku i klikniesz przy poście „lubię to”. Choć oczywiście wcale nie musisz 🙂 Po prostu sprawisz mi tym radość.

(Visited 306 times, 1 visits today)
  • Pingback: Dwa warkoczyki i sala operacyjna - Pani Miniaturowa()

  • Kompletny brak tolerancji…

  • Agata Kowalska

    Niestety jako dziecko tez spotykałam się czasem z niezrozumieniem 🙂 Zamiast rozwijać kreatywność maluchów, dorośli często dusza ją w zarodku. Ganią za inność

    • Bo obecnie bardziej ceni się, czy ktoś potrafi należycie ‚wtopić się w tło’ nazywając to współpracą grupową. Współczuję indywidualistom z podstawówki, o gimnazjum już nie wspominając. Ja sama strasznie cieszę się, że mam te etapy za sobą, ale mimo wszystko broniłabym atakowanego dzieciaka z całą zapalczywością na jaką mnie stać :).

  • Ja narysowałam kiedyś kolorowego bałwana (nie pamiętam jakiego koloru) i mama pytała, czemu nie jest biały. Odpowiedziałam jej, że nie zna się na sztuce ;). Ale na tym skończyła się moja artystyczna kariera, bo jakoś nigdy nie lubiłam rysować, malować i wszystkiego, co związane z plastyką :D. Przeraża mnie niezmiennie od wielu lat narysowanie dziecku kota ;).

  • AalillaA

    Tak, ja też lubiłam eksperymentować ze sztuką i też nieraz robiłam to źle i nie tak jak należy, ahhh

  • Źle to opisałaś, tak się nie pisze o historiach z młodości 😉

  • Ale to samo robi szkoła 🙂 Wcale nie pobudza dziecięcej kreatywności, należy robić zgodnie z kluczem, wielokrotnie inaczej obliczałam matematyczne rozwiązania, albo po prostu w pamięci. Było to złe, bo niezgodnie z tym jak się powinno robić. Kreatywność to nieograniczona skarbnica i nie powinna mieć żadnych zasad, bo tam nie ma złych rozwiązań 🙂

  • Każda twórczość dziecka jest wyjątkowa! Trzeba pielęgnować i wspierać. 🙂

  • ACupOfCoffeeSolvesEverything

    Jak w ogóle motyl może być zły? 🙁 zła to może być opiekunka!

  • „Przygoda ze sztuką” – czasopismo mojego dzieciństwa 🙂 Pamiętam jaka byłam dumna, że wiedziałam co to perspektywa 🙂

  • Bo ludzi zafiksowanych na jedynej i słusznej normalności mamy w tym kraju stanowczo za dużo. Dla nich wszystko jest złe: od bluzki nie w takim kolorze, kolczyka nie tam gdzie trzeba, włosów uczesanych nie tak jak wszyscy… Kreatywność zabija się bardzo wcześnie. Nie wiem, może to jakaś pozostałość po komunie.

    • ,,Nasza dżuma, mentalna komuna” można sobie zanucić słuchając Wilków…

  • To trochę tak jak Pilot z ,,Małego Księcia” rysujący węża boa, który połknął słonia. Nikt nie potrafił zauważyć piękna jego rysunku.