Fuj, jesteś obleśna! – Później usłyszałam już tylko trzask

Będąc małą dziewczynką przeszłam operację kręgosłupa. Jeżeli jesteś moim stałym czytelnikiem, to żadna nowość. Po operacji przyszedł czas na rekonwalescencję i rehabilitacje, lecz i te wkrótce miały się zakończyć. Zostałam wyleczona. Byłam zdrowa na tyle, na ile zdrowy może być człowiek z wszczepionymi implantami. Ale byłam też młodziutka. A dzieci zbyt długo nie roztrząsają swojej choroby, szybko o niej zapominają, a na ich twarzach zawsze gości promienny uśmiech. Tak też było i ze mną. Dopóki nie usłyszałam pierwszego „fuj!” na mój widok. To było straszne.

Pomyśl zanim powiesz

Powoli wychodziłam spod klosza, w którym trzymali mnie rodzice. Wyściubiałam nieśmiało swój długi nosek z domu i rozglądałam się za towarzystwem. Zaczęły się pierwsze prawdziwe przyjaźnie, pierwsze przygody, pierwsze wyjazdy. Byłam typem „Hermionki” (tak nazywała mnie koleżanka). Niby „naumiana” do szkoły, ale jak trzeba było nagiąć regulamin to naginałam i słówkiem nie pisnęłam dorosłym. Takich to zawsze lubiano. Z dobrym zachowaniem i stopniami przyszło pierwsze kieszonkowe. Wraz z nim pierwsze samodzielne zakupy, które sprawiają tyle radości młodziutkim dziewczynom. Kupiłam sobie śliczna bluzeczkę, z bardzo modnym wówczas, chińskim motywem. Była wiązana na karku, odsłaniała górną połowę pleców i mój wyjątkowy tatuaż. Koleżanka miała podobną, dumnie paradowałyśmy całe wakacje w naszych bluzeczkach. Każde „wielkie wyjście” było pewniakiem, że ubierzemy nasze ulubione ciuszki. Och, jaka ja zadowolona byłam ze swojej bluzeczki. Do czasu…

Fuj! Schowaj tę obleśną bliznę, bo się porzygam!

 

Zastygłam. Moja koleżanka wykazała się szybszą reakcją. Usłyszałam głośne trzaśnięcie. Zawsze była porywcza, ale tego dnia uznałam to za jej wielką zaletę. Wymierzyła siarczysty policzek dziewczynie, która kazała mi zakryć plecy. Powinnam się przerazić. Może zacząć dukać przeprosiny? Lecz czułam tylko wdzięczność do koleżanki, która tak stanowczo stanęła w mojej obronie. Gdy w brutalny sposób zdarto z mojej twarzy uśmiech.

Nie niszcz tego, co niepełnosprawny buduje wiele lat

Dlatego proszę cię. Kimkolwiek jesteś. Za kogokolwiek się uważasz. Pomyśl, zanim powiesz.
Marnujesz ciężką pracę niepełnosprawnego, jego przyjaciół i bliskich. Rujnujesz jego pewność siebie. Pojawiają się kompleksy tam gdzie ich nigdy nie było, lub zostały dawno wyleczone.
– Czy moje plecy są brzydkie?
– Nie, no coś ty. 
– Ale ona…no wiesz.
– Wiem. Zrobiłabym to drugi raz, gdybym musiała. Nie przejmuj się głupimi ludźmi.

Ale ja już zawsze się przejmowałam. Nawet dziś. Po tylu latach te słowa wciąż ranią. Gdy wyjmuję z szafy wycięte bluzeczki lub sukienki, które tak lubię, zawsze gdzieś z tyłu głowy słyszę „fuj, schowaj tę obleśną bliznę”. 

Wypowiedzenie chamskiego zdania zajmuje dwie sekundy. W te dwie sekundy zdążysz zniszczyć to, nad czym niepełnosprawny pracował kilkanaście lat. Bo ja moją pewność siebie musiałam sobie wypracować.
Pomyśl, zanim powiesz.

 

Nie zapomnij odwiedzić mnie na fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku.