Poprawni na maxa – czy zwracać uwagę cudzym dzieciom?

I jak tam małemu idzie w szkole? – zapytała spotkana w szkole znajoma, zezując to na mnie i Omena, to na grupkę dzieci stojących kilka metrów dalej. Chichotały i pokazywały sobie nas palcami. Ściślej rzecz ujmując, pokazywały sobie mnie. Bo taka śmieszna mała mama.
– A wiesz, jakoś idzie – odpowiedziałam siląc się na spokój, żałując, że niepotrzebnie zjawiłam się w szkole. Znów naraziłam syna na nową dawkę szyderstw ze strony dzieciaków. Mogłam sobie darować to pokazywanie się tutaj. Koleżanka powędrowała wzrokiem za moim spojrzeniem.
– Nie przejmuj się nimi, to tylko dzieci. Olej to – spróbowała mnie pocieszyć.
Wydaje mi się, że właśnie brakiem reakcji poprawni dorośli wyrządzają dzieciom największą krzywdę. Ktoś powinien im zwrócić uwagę, choć może w tej sytuacji niekoniecznie powinnam być to ja, bo nie jestem dla nich żadnym autorytetem – Odparłam spoglądając fachowym, matczynym okiem na umorusaną gromadkę.
Hmm… no muszę ci powiedzieć, że coś w tym jest – Przytaknęła.

Powyższy dialog to przykład teoretycznie niegroźnego zachowania, które często mnie spotyka. Ale w jaki sposób może się to rozwinąć w przyszłości? Dręczenie koleżanki z klasy? Wyśmiewanie bezdomnego? Znęcanie się nad kulawym psem znalezionym na ulicy? Ja wcale nie chcę być tą wredną babą, która wszystkich się czepia. Chcę więcej fajnych rodziców, którzy pragną wychować swoje pociechy na spoko ludzi.

 

A którzy to są ci poprawni dorośli?
Olewający, czy zwracający uwagę?

 

Uważam, że z dzieci, na których nie fajne zachowania nikt nigdy nie reagował, wyrastają mogą wyrosnąć dorośli, którzy robią co chcą. Ale robienie tego, co się chce, to nie zawsze pójście na filozofię zamiast na architekturę, ani nawet picie kawy z miodem i nieskrępowane spełnianie swoich marzeń. Swoboda lubi czasem skręcać w złą stronę. Jeżeli ktoś przez całe życie robił co chciał i był olewany przez opiekunów nawet gdy robił rzeczy powszechnie uważana za złe, to czemu niby ma się przejmować zakazami czy normami społecznymi, gdy dorośnie? Przecież to nigdy nie było dla niego problemem. Zawsze żył bez granic. Miał wolną rękę w działaniu, cokolwiek by nie zrobił. Nie twierdzę, że każdy dzieciak, którego poprawni rodzice mieli w nosie, wyrośnie na potencjalnego bandziora. Twierdzę natomiast, że zawsze trzeba reagować na niewłaściwie, niepożądane zachowania. Naszym pociechom należy wyznaczać granice, objaśniać powszechnie panujące na świecie normy. Jeżeli nie chcesz, nie musisz hodować sobie w domu świętoszkowatego pedancika, w spodniach w kancik, który zostanie sam w szkole, gdy cała jego klasa ucieknie na wagary. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Po prostu nauczmy nasze dzieci odróżniać dobro od zła. Podpowiadajmy im, że są rzeczy, których robić nie wolno lub nie wypada, ponieważ ranią w ten sposób cudze uczucia. Lub naruszają czyjąś wolność. Pamiętając, że złoty środek to podstawa. Poprawni autorzy blogów dodają w swych tekstach takie oczywistości. 

Nie powtarzajcie mi w kółko olej to, nie zwracaj uwagi. Bo jak nie ja, jak nie ty, jak nie rodzice, jak nie nauczyciele, to kto za nas wychowa nasze dzieci? 

Zwracasz czasem uwagę dzieciom? A może dorosłym też?


Klikając w pogrubione linki przenosisz się do odpowiednich artykułów. Najczęściej są one uzupełnieniem lub wyjaśnieniem danego tematu.
Polub mnie na Facebooku, aby już zawsze być na bieżąco. Dziękuję! Wasza Pani Miniaturowa 

Skip to content