Osoba z niepełnosprawnością vs stacja benzynowa

Kilka dni temu portale motoryzacyjne (i nie tylko) zaczęły rozpisywać się na temat Łukasza Wali i jego próby skorzystania z pomocy pracowników stacji benzynowej. Niektórzy z Was pewnie wiedzą, że jadąc zatankować samochód możecie zatrąbić trzy razy i ktoś z obsługi wyjdzie i pomoże Wam zatankować itp. Haczyk tkwi w tym, że musisz być osobą z niepełnosprawnością. Ot, taki ukłon dla osób, którym jest szczególnie trudno wydostać się ze swojego pojazdu i bezpiecznie go zatankować, np. tym poruszającym się na wózkach lub z mózgowym porażeniem dziecięcym. Jak sami się domyślacie, ekipa ze stacji, na której próbował…nie do końca się spisała. Być może winą jest zbyt ciche trąbienie, być może nie wiedzieli, że oferują taką usługę. Albo za dużo klientów. No mniejsza z tym. W komentarzach wylało się szambo – dzień jak co dzień. Osoba z niepełnosprawnością vs stacja benzynowa, to nie zawsze wygląda jakbyśmy sobie tego życzyli.

Osoba z niepełnosprawnością vs stacja benzynowa

Rozbawiły mnie komentarze w tym bagnie. „Wystarczyło poprosić ludzi z dystrybutora obok”. Wow, serio? Z proszeniem ludzi o pomoc jest taki myk, że mają pełne prawo Ci odmówić. W końcu pytasz ich, czy to zrobią, więc dajesz im możliwość powiedzieć „tak” lub „nie”. Gdy obsługa stacji benzynowej jest zobowiązana do udzielenia Ci pomocy, gdy zatrąbisz trzy razy, to życie jednak staje się łatwiejsze. Jak to wygląda w praktyce?

Czekałam na miłego pana z obsługi stacji, który kiwnął mi głową z daleka, że mnie rozpoznaje i wie, że ma przyjść pomóc mi zatankować. Panu się przedłużało, bo robił coś czego nie mógł przerwać. Mężczyzna stojący w zaparkowanym za mną samochodzie wyrazie się niecierpliwił. Miał otwarte okno, więc z łagodnym uśmiechem powiedziałam, że jakby był tak uprzejmy i wyszedłby mi zatankować, to nie będę blokowała dystrybutora i szybciej sobie pojadę. Odpowiedzią było Milczenie Owiec 2. Pan zerknął na mnie i bez słowa odwrócił głowę. No cóż… przynajmniej próbowałam rozwiązać nasz wspólny problem. Może myślał, że próbuję go poderwać na dystrybutor 😉

No to durna zatrąb trzy razy i przyjdzie obsługa

Uwaga spojler: nie przyjdzie.

Przed operacją wszczepienia endoprotezy bolało jak ******. Unikałam wszelkich nadprogramowych ruchów. Próbowałam skorzystać na różnych stacjach z opcji trąbienia. Stoisz i ciśniesz klakson, wszyscy się patrzą, robi się widowisko, Ty czujesz jak rumieniec oblewa Ci policzki. Mega krępujące doświadczenie – nie polecam. Efekt? Czy obsługa przyleciała cała w skowronkach i z uśmiechem na twarzy, by zapytać, w czym mi pomóc? Nie przyszedł nikt. Nigdy. W żadnym miejscu. Teoria super, praktyka do niczego.

Ludzie chętni do pomocy to mit(?)

Nie twierdzę, że zawsze jest źle, a wszyscy ludzie to buraki. O nie. Ale jeżeli myślisz, że jak Ty jesteś miły i uczynny, to inni też są mili i uczynni, to przykro mi, niestety nie. Osoba z niepełnosprawnością vs stacja benzynowa, to pojedynek, który czasem muszę stoczyć. Kiedyś człapałam o kulach (już po operacji) do kasy, ludzie mnie popychali, potrącali, byleby mnie wyprzedzić. Chrzanić niepełnosprawnych i pierwszeństwo do kas. Z tego i tak nie korzystam, ale niech mnie nie popychają. Taka smutna rzeczywistość. Lecz są też fajne dni, gdy wszyscy zachowują się, jak należy i oby tych dni było jak najwięcej, czego i Wam życzę.

PS: Teraz na stację najczęściej jeżdżę z Gajowym, na którego nie trzeba trąbić  🙂

 



Pani Miniaturowa – odwiedź mój fanpage na Facebooku
Miniaturowa.pl – odwiedź mój profil na Instagramie

Skip to content