MacierzyństwoNiepełnosprawność okiem kobiety

Znów staję na nogi – historia zatoczyła koło

staje na nogi

Rozpoczynając organizowanie Pierwszej Komunii Świętej mojego syna, nie przypuszczałam, jaki zbieg okoliczności przypadł mi w udziale. Dopiero niedawno skojarzyłam, że znów staję na nogi tuż przed samą Komunią, choć tym razem, po dwudziestu latach, jest to uroczystość mojego dziecka. Dwie dekady i historia zatoczyła koło.

Historia małej dziewczynki

23 lata temu byłam małą dziewczynką, która zachorowała na chorobę Perthesa. Jest to, w dużym skrócie, martwica głowy kości udowej. Po prostu krew przestaje dochodzić do tego miejsca i kość „umiera”. Tak mi to zawsze tłumaczono. Na szczęście jest to choroba uleczalna. Gdy byłam w trzeciej klasie podstawówki, tuż przed moją Pierwszą Komunią Świętą wyleczono mnie na tyle, by lekarze mogli wydać zgodę na to, bym tego dnia wystąpiła w Kościele bez mych najwierniejszych towarzyszek – kul ortopedycznych. Cieszyłam się z tego, choć nigdy szczególnie mi nie przeszkadzały, Miałam już za sobą etap, gdy poruszałam się na wózku inwalidzkim, dlatego kule to było moje małe zbawienie. Drobna namiastka powrotu do normalności. A teraz wreszcie pozwolono mi je odłożyć. Rodzice mogli zobaczyć jak wracam do zdrowia i staję na nogi.

Historia małej mamy

Półtora roku temu zwyrodnienie lewego biodra, które przed laty było dotknięte chorobą Perthesa, zaczęło coraz mocniej mi doskwierać. Żyłam w bólu każdego dnia, aż doszło do momentu, gdy zaczął mnie budzić każdej nocy, a za dnia zmieniał moją codzienność w koszmar, zły humor i wyżywanie się krzykiem na innych, w tym na rodzinie. Ból zmienia ludzi w potwory. Zmienia priorytety, zmienia nasze plany i cele, rujnuje nasze marzenia, by wreszcie zniszczyć nam charakter i osobowość. Pewnego dnia zrozumiałam, że nie potrzebne mi kolejne dobra materialne, piękne mieszkanie, kot do głaskania, czy nowy samochód. Potrzebuję zdrowia, by mój syn miał uśmiechniętą, radosną mamę. Mamę, która nie powtarza każdego dnia, że nie mogą czegoś razem zrobić, bo jak staję na nogi, to tak bardzo mnie boli. Mamę, która nie wyciera ukradkiem łez bólu, gdy myśli, że syn nie patrzy. Mamę, która ma siłę, by działać każdego dnia. 

Nie czekaj z decyzją o ratowaniu swojego zdrowia, tak długo jak ja. Czas ucieka, choroba nie.
 

Historia zatoczyła koło – znów staję na nogi

Ponad pół roku temu powiedziałam ortopedzie, który już nawet nie pamiętał, że leczył kiedyś sześcioletnią Agatkę, że proszę, by naprawił mi nogę. Bo w maju Komunia mojego jedynego syna i chcę na niej być i dać radę ustać. Chcę sprostać temu zadaniu i ogarnąć wszystko na 100%. O własnych siłach. Na obu nogach. Ortopeda przyjął wyzwanie, termin operacji w KORT Klinika otrzymałam dosłownie dwa tygodnie po wizycie. Miesiąc później byłam już po operacji. Ludzie pytali mnie, jak się czujesz? Gratulowali postępów w gramoleniu się z łóżka, w nauce chodzenia, w ponownej nauce wsiadania do samochodu i kierowania nim. Ale ja miałam przed oczami jedną wizję. Widziałam samą siebie, jak znów staję na nogi przed Komunią. Jak czuwam w ciszy nad przebiegiem uroczystości, której głównym bohaterem jest mój syn. I żaden ból, żadna choroba nie zniszczy tej pięknej chwili.

Z pomocą lekarzy i przy wsparciu bliskich mi osób wyzdrowiałam. Znów staję na nogi, a historia zatoczyła koło. Trzymajcie kciuki za młodego!

Mój wyścig z czasem się zakończył. A o co Ty walczysz?


Pani Miniaturowa <– to jest magiczne klikadełko, które przeniesie Cię na mój profil na Facebooku. Polub go, a już zawsze będziesz zakładnikiem w mojej karuzeli śmiechu.

Jeżeli lubisz śledzić ludzi to niezły z Ciebie świrek. Możesz mnie stalkować na:
Google+ Pani Miniaturowa
Instagram Miniaturowa.pl
Twitter Pani Miniaturowa

Klikaj w pogrubione! One to lubią! 

(Visited 240 times, 1 visits today)
  • Komunia to wielkie wydarzenie:) Ja pięknie wspominam ten czas. Super, że będziesz mogła wspierać swojeg synka w tym wielkim dniu stojąc na własnych nogach! Jesteś wielka Miniaturowa!

  • Bardzo Ci kibicuję. Świetny tekst.