Dzieci umierają za darmo

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie mam do nikogo pretensji. O nic. Jest mi po ludzku szkoda, że ludzie z takim zapałem marnują szanse, które dają im inni. Szanse na zwiększenie swojej wiedzy, która w przyszłości mogłaby pomóc ich bliskim. Mowa oczywiście o kursach pierwszej pomocy oraz o darmowych spotkaniach mających na celu krzewienie wiedzy o ratowaniu życia. Na żadne z nich nikomu nie chce się przychodzić. Jak gdyby każdy myślał, że on i jego rodzina wygrał nieśmiertelność, a chorują i umierają tylko inni ludzie.

Wszyscy umrą

Nie chcę Cię straszyć, bo nie na tym to wszystko polega, ale… Ludzie umierają, taka jest normalna kolej rzeczy. Lecz niektórzy odchodzą z tego świata przedwcześnie. Z różnych powodów, lecz jednym z najboleśniejszych powodów jest brak wiedzy bliskich, którzy mogli pomóc! Nie chciałabym w obliczu zagrożenia życia i zdrowia moich bliskich stać bezczynnie i płakać, że nie umiem im pomóc. Chcę wiedzieć jak! Chcę działać! Chcę uratować! I nie tylko moich bliskich, bo chce umieć pomóc każdemu kto w mojej obecności poczuje się na tyle źle, że będzie zagrożone jego życie. Chcę umieć rozpocząć to, co później dokończą ratownicy medyczni, którzy wezwani na miejsce zjawią się dopiero pięć, dziesięć, a nawet piętnaście minut później od chwili zgłoszenia. A co TY zrobisz przez te kilkanaście minut sama, w obliczu zagrożenia? Przecież nie chcesz biernie stać i patrzeć, jak Twoje dziecko sinieje, bo zadławiło się jedzeniem! 

Był sobie raz kurs…

Próbowałyśmy z moją prywatną osobistą Siostrą zorganizować w Opolu kurs pierwszej pomocy dla niemowląt i małych dzieci. Chciałyśmy siebie i inne chętne mamy podszkolić w temacie, bo uznałyśmy, że choć zwykłe kursy pierwszej pomocy zaliczyłyśmy, to o ratowaniu takich maleństw, jakim obecnie jest mój kochany siostrzeniec, nie wiemy nic lub bardzo mało. Samo oglądanie filmików instruktażowych w internecie to nie to samo, co kilkanaście godzin spędzonych na kursie, w trakcie, którego będziemy mogły przećwiczyć nowo nabyte umiejętności w praktyce. A co ważniejsze, na bieżąco pytać o wszelkie niejasności Marcina, z bloga Hopar, który jest doświadczonym ratownikiem medycznym. 

Na ile wyceniasz życie swoich bliskich?

Niestety… nasz pomysł nie spotkał się z gromkim hurra, tylko narzekaniem na cenę kursu, i że w ogóle co to za nieżyciowy pomysł, żeby trzeba było płacić za naukę. Ano, trzeba. Bo nie organizuje tego państwo, nie organizuje tego żaden sławny filantrop typu Bill Gates, tylko próbowałyśmy ogarnąć to my – dwie zwykłe kobiety z Opola, które nigdy nic w tym stylu nie ogarniały. Sorry. Byłyśmy święcie przekonane, że w erze powszechnego chwalenia się zakupami w najlepszych sieciówkach, robieniem nowych paznokci co miesiąc, chodzenia na fitness, do fryzjera, kosmetyczki – a wreszcie – w erze 500+ uda się znaleźć chociaż 10 chętnych pań, dla których wzięcie udziału w takim kursie będzie kwestią nadrzędną. Myliłyśmy się i jesteśmy szczerze zaskoczone i zawiedzione. Pragnę podkreślić, że my na całej akcji nie zarobiłybyśmy nic. Chciałyśmy po prostu przejść kurs pierwszej pomocy dla niemowląt i małych dzieci. I tak – my także musiałybyśmy za niego zapłacić. Potrzebne nam były tylko chętne osoby do kompletu. Tymczasem zgłosiły się…chyba dwie panie. Które tak jak my, teraz muszą czekać, aż zbierze się reszta grupy. Tak umierają wielkie plany. Ale obiecujemy walczyć, by je wskrzesić!

Wiem jak bardzo potrafi ciążyć pusty portfel

Tu pragnę ponownie zaznaczyć, że nie mam absolutnie żadnych pretensji do nikogo. Każdy ma prawo wydawać pieniądze na co chce. Doskonale rozumiem, że nie każdego stać na taki wydatek i sama wiem, jak to jest, gdy nie starcza od pierwszego do pierwszego. Ale chciałabym zauważyć, że nie wszyscy na stałe żyją w trybie „od pensji do pensji”. Tutaj ważną rolę odgrywają też priorytety, jakimi się kierujemy. Skoro stać Cię na spełnianie swoich zachcianek, to czemu by miało Cię nie stać na samorozwój? To jest wiedza, która zostaje z nami na całe życie. I też może je uratować! Komentarze „za drogo” jednocześnie wzbudzają moje zrozumienie, jak i irytację z chęcią odpowiedzi „dzieci umierają za darmo”. Wiem, w czym rzecz…ale hej, tu chodzi o nasze dzieci!

A co jeśli wiedza będzie za darmo?

O tym przekonał się Marcin, który w każdy czwartek siedzi i czeka, aż przyjdzie do niego ktoś, kto wiedzę na temat pierwszej pomocy pragnie posiąść za darmo. Marcin jest pomysłodawcą Czwartków Z Pierwszą PomocąW każdy czwartek On i jego małomówna przyjaciółka Ania przychodzą do kawiarni Galeria Veroni Cafe, by wraz z firmą Trans-Medyk Ratownictwo szerzyć wiedzę o ratowaniu życia i zdrowia. Jeżeli chcesz o coś zapytać doświadczonego ratownika medycznego, nauczyć się czegoś ważnego lub porozmawiać z kimś sympatycznym przy kawie, Marcin i Ania czekają tam na Ciebie w każdy czwartek o godzinie 18. umierają ania

Czy wspominałam już, że to wszystko za darmo, a każdy uczestnik czwartku z pierwszą pomocą może liczyć na kawę za pół ceny? Tyle zalet, tyle możliwości, a wiecie ile osób przychodzi na spotkania? Mało, a nawet bardzo mało! Czasem są to trzy, cztery osoby. Czasem sześć. Zdarzyło się też, że Marcin na spotkaniu siedział sam, o czym dowiedziałam się z filmu poniżej. Towarzyszyła mu jedynie małomówna fantomka Ania oraz pracownicy kawiarni. Czy takie jest podejście Polaków do umiejętności ratowania życia i zdrowia swoich bliskich? Mam nadzieję, że nie.

 

Bo choć rozumiem, że nie każdy może sobie pozwolić na zapłacenie stu złotych z hakiem za kilkunastogodzinny kurs pierwszej pomocy dla niemowląt i małych dzieci, połączony z ćwiczeniami praktycznymi, to już zupełnie nie rozumiem, jak można nie chcieć skorzystać z tej możliwości za darmo?! Owszem, to nie to samo, co profesjonalny kurs, ale jednak dzięki takim spotkaniom nasza wiedza może się poszerzyć!

Ludzie umierają, taki już nas los, nie pozwól, by w Twojej obecności ktoś odszedł zbyt wcześnie. Bo każdy z nas może potrafić pomóc. Tylko musi chcieć się tego nauczyć.

Pozdrawiamy, Pani Miniaturowa i Hopar