Osobiste przemyślenia

Byłam dziewczyną na wózku – poznaj moją historię

na wózku

Napisać, że w dzieciństwie troszkę chorowałam, to jak nie napisać niczego. Problemy zaczęły się w przedszkolu, to wtedy dopadła mnie pierwsza z poważniejszych chorób w moim życiu – choroba Perthesa. Między nami nie było sparingu, nie miałam nawet czasu na rozgrzewkę. Znokautowała mnie, a ja wylądowałam na wózku. Byłam dziewczyną z wyrokiem

„Kochanie, usiądź na wózku”

Leczenie trwało trzy lata, a przez pierwsze tygodnie, a nawet miesiące nie miałam choćby głupich kul ortopedycznych. Mogłam leżeć i siedzieć, ewentualnie chodzić o kulach właśnie, pod warunkiem, że nie dotykałam lewą nogą podłogi.  A tak i mogłam jeszcze chodzić na czworakach… byłabym zapomniała. Wtedy to uwielbiałam, bo byłam szybka, jak krab biegnący po plaży. Dziś nie zniosłabym tego widoku. Wreszcie mama wyciągnęła ze strychu to: stary, paskudny, granatowy wózek dziecięcy. Byłam sześcioletnią dziewczynką, a wylądowałam na wózku. Nienawidziłam go. Nienawidziłam swojej choroby. Ludzie zaczepiali moją mamę dokuczając jej, że jest głupia, że taką dużą dziewuchę w wózku wozi, jak dzidziusia. Potem zwracali się do mnie, że taka duża, a leniwa i nie chce chodzić. Miałam tylko sześć lat, ale czułam, że najchętniej rozszarpałabym tych ludzi. Mama tłumaczyła, że jestem bardzo chora i nie wolno mi chodzić. Robiła to ze spokojem, ale dziś wiem ile bólu i cierpienia musiało ją to wszystko kosztować. 

Znów na wózku

W przerwie między jedną chorobą a drugą wyszło na jaw, że już nigdy nie będę wyglądała jak inne dzieci. Czego warto nauczyć niskie dziecko? Przede wszystkim tego, żeby nigdy się nie poddawało. Atakowała kolejna choroba. Trzeba było mnie wzmocnić przed operacją. Byłam wysyłana na przemian do szpitala i do sanatorium. To w tym drugim znów zmuszono mnie do odnowienia „przyjaźni”. Kolejny raz wylądowałam na wózku. Nie miałam nic przeciwko, bo lekarka wytłumaczyła mi, że nie mogę przeciąż nogi. Dopiero reakcje dzieci sprawiły, że znienawidziłam go od nowa. Myślisz, że dzieci są tolerancyjne? To nieprawda! Oddział pełen był powykrzywianych, garbatych potworków (takich jak ja), ale to ze mnie się śmiano, że musiałam na spacery jeździć w wózku. Złośliwościom i docinkom nie było końca. Kiedy tylko mogłam wstawałam z niego uprzykrzając życie opiekunkom, które nie mogły sobie ze mną poradzić. Byłam już starsza, nie łatwo jest zapanować nad zbuntowaną dziewczynką. Po miesiącach rehabilitacji przyszedł czas na operację kręgosłupa. Po udanej rekonwalescencji lekarze wreszcie uznali, że jestem zdrowa. Mogłam chodzić, biegać, jeździć na rowerze.

Widmo powrotu na wózek

Wróciłam do nauki w szkole, a nie jak dotychczas, w domu. Choć relacji z klasą nigdy nie odbudowałam, jakoś to szło. Rok cieszyłam się zdrowiem. Dopadł mnie katar. Banalne prawda? Nie chciał przejść, był długi, męczący i uciążliwy. Trwał tygodniami. Jak się później okazało, to była błahostka, która mogła zabić. Zachorowałam na zapalenie skórno-mięśniowe, byłam coraz słabsza, nie miałam siły chodzić, nie miałam siły jeść, dusiłam się jedzeniem. Mięśnie mojej twarzy nie były nawet w stanie się uśmiechnąć. Zawisło nade mną widmo powrotu na wózek. Tego bałam się najbardziej, ale znów się nie poddałam. Długie leczenie sterydami i rehabilitacje ponownie postawiły mnie na nogi.

Drogi rodzicu, chcę byś pamiętał, że każda nieleczona choroba może być śmiertelnie niebezpieczna dla Ciebie i dla Twojego dziecka! Byłam dziewczyną na wózku. Poznałam smak tego życia, było słodko-kwaśne. 

 


Nie zapomnij odwiedzić mnie na moim fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku.

(Visited 2 123 times, 1 visits today)