Boli? Wcale tego po Tobie nie widać!

Posted on Posted in Osobiście

Po ludziach rzadko widać, że ich boli. Nie każdy rodzaj niepełnosprawności widać. Tym bardziej jej nie słychać. I też nie każdy ma ochotę o tym rozmawiać, zwłaszcza z nieznajomymi. Dlatego zanim nafukasz na kogoś, kto „blokuje chodnik”, zastanów się, czy tej osobie po prostu nie zrobiło się słabo. Może zwolniła kroku, bo nagle coś ją bardzo rozbolało?

Czasem boli bardziej niż bym śmiała podejrzewać, że będzie…

Zwyrodnienie mojego stawu biodrowego jest już na tyle silne, że w pewnym momencie coś mi „przeskakuje” i mimo dotychczas raźnego, dość szybkiego kroku, staję w miejscu z nogą w powietrzu. Nie umiem jej nawet odłożyć na ziemię, zginam się w pół, łapie czegoś i kombinuje „kurna co robić?! nie mogę ruszyć nogą!”. Czasami ból jest tak silny, że muszę zacisnąć zęby, by łzy nie zaczęły cieknąć mi po twarzy. Najgorsze jest to, że tego nie da się przewidzieć. Ani temu zapobiec. Dziś robiłam „nic”. Klik Zobacz fotkę sprzed szkolenia, tutaj jeszcze nic mnie nie bolało. Później zaliczyłam kilka godzin siedzenia, w czasie przerw dreptanie do toalety, kawka, ciasteczko, obiadek te sprawy. I wysiadłam totalnie. Nachodziłam się o wiele mniej niż w pracy, a mam ochotę gryźć blat biurka tak bardzo boli. Winowajcę znam – zbyt głębokie, za duże krzesła, w których wiszę. To nie jest niczyja wina, ja po prostu jestem do nich za mała, ale najwyraźniej, „dyndanie” nogami szkodzi mi teraz bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu, gdy w tej samej sali miałam dwa inne szkolenia. Wtedy co najwyżej ścierpł mi tyłek, a teraz zastanawiam się, jak przeżyję dwa kolejne dni. I tak uleciała poranna euforia związana z tym, że udało mi się odstrzelić jak szczur na otwarcie kanału. Chociaż raz na tle współpracowników nie wyglądałam jak biedny Kopciuszek. Fuck yeah. Tylko szkoda, że po każdej górce jest dołek i za karę, że rano miałam dobry humor, teraz musi mnie boleć noga :/ Ja się tak nie bawię!

Lepsze czucie czy znieczulica?

Jest tylko jedna rzecz, która drażni tak samo jak nieustanny ból. Że tego nie widać lub widać za mało, by doczekać się choćby grama empatii. Nie, ja nie chcę żeby ludzie się nade mną użalali. Chcę tylko świętego spokoju, by nie kazali mi robić rzeczy, których ze względu na ten ból nie jestem w stanie (dziś) zrobić. Chcę gnić w ciepłym łóżku i cierpieć w milczeniu. Nade mną nie trzeba skakać, donosić mi proszków i głaskać po główce. Jestem mało problematyczna – mnie trzeba tylko zostawić i nic tego dnia ode mnie nie wymagać. Tyle i aż tyle. Nie każdą niepełnosprawność widać. Ba, nawet większość zwykłych chorób nie widać. Nawet tych najgorszych.

My, chorzy, czy osoby z niepełnosprawnością, nie chcemy megafonu, przez który będziemy krzyczeć do świata, że jesteśmy chorzy, czy, że nie możemy funkcjonować jak inni. Nie chcemy malować sobie na czole „boli mnie”. Chcemy tylko odrobiny empatii i sprawiedliwego traktowania. Bo gdybyś ty cierpiał fizyczny ból nie do zniesienia, to chyba nie chciałbyś, żeby dodatkowo ktoś miał do ciebie problem, że nie wiem… przystanąłeś na chodniku. Albo, że przycupnąłeś tam gdzie siadać się raczej nie powinno. Jakby parapety w miejscach publicznych były świętym siedliskiem magicznego kurzu i żadna obolała dupa ścierać go nie powinna. Zanim wyskoczysz do kogoś z aferą zastanów się o co ci właściwie chodzi. Jak chcesz się na kimś wyżyć za swój zły dzień, nakrzycz w poduszkę lub idź potrzep dywany. Innym ludziom daj spokój. Zwłaszcza totalne nieznajomym.

Nie jestem chora na złość ludzkości

Nie każdy zataczający się to pijak. Nie każdy milczący to cham, który nie ma ochoty z tobą gadać. Może nie odpowiada na pytanie, bo walczy o spokojniejszy oddech? A może tak jak ja, czuje, że zaraz puszczą wszystkie tamy i najnormalniej w świecie się rozklei. Daj mi chwilę, uspokoję się i pogadamy. Tylko nie w ten sposób: Ludzi śmieszy odpowiedź „boli mnie noga”. Lekceważą to, no bo co to znaczy „boli noga?”. Każdego czasem coś boli. Naprawdę mnie to wkurza, bo ja wiem co to znaczy „nap***** jak jasny ****”, w końcu jestem po operacji kręgosłupa. Nie narzekałabym tak o, na zapas. Jak już się komuś przyznaję, że boli, to jest bardzo źle i poważnie! Czasem ludzie w odpowiedzi częstują mnie swoim „a mnie wczoraj bolała głowa”, „połamał mi się paznokieć” itd. Przykro mi, że ciebie też coś boli, ale to nie sprawia mi ulgi. Z chęcią wzięłabym od Ciebie ten połamany paznokieć, czy siniaka na ręce, bylebym nie miała ochoty odrąbać sobie nogi razem z połową pośladka. Nie chcę oceniać czyj ból jest większy czy ważniejszy, bo nie możemy w ten sposób dzielić ludzi. Zastanówmy się czasem co czuje druga osoba. I nie mam tu na myśli wyłącznie bólu fizycznego. Nie licytujmy się kto ma gorzej w życiu. Nie udowadniaj mi „a co tam pie***lisz, pewnie wcale cię nie boli, tylko tak gadasz”. Bądźmy dla siebie mili nawzajem. To wszystko 🙂

Pomarudziłam sobie troszkę. Ups. Na szczęście 6 listopada operacja i dwa warkoczyki. Trzymajcie kciuki!


Pani Miniaturowa <– to jest magiczne klikadełko, które przeniesie Cię na mój fanpage na Facebooku. Tam sobie klikasz „lubię to” i śmiejesz się z pozostałymi trzema tysiącami osób z moich postów i grafik.

(Visited 392 times, 2 visits today)
  • Nie każdą niepełnosprawność widać, podobnie jak nie każdą chorobę. Wiele osób o tym nie pamięta lub nie chce pamiętać. :/

  • Poruszyłaś ważny temat, ale niestety muszę Cię rozczarować. Większość ludzi ma w dupie drugiego człowieka, nie mówiąc już o jego zdrowiu, czy uczuciach. Empatia jest ludziom tak obca jak ochota na pożyczenie stówki przypadkowemu przechodniowi. Skoro ludzie nie są w stanie spojrzeć poza czubek własnego nosa, trudno żeby dojrzeli drugiego człowieka. Zdrowia!

  • „Nie każdy zataczający się to pijak. Nie każdy milczący to cham, który nie ma ochoty z tobą gadać. Może nie odpowiada na pytanie, bo walczy o spokojniejszy oddech?”

    Dobre spostrzeżenie.

    PS.

    Byłem dziś w szkole. Dzieci mają od groma przeróżnych zajęć dodatkowych. Powinno się wprowadzić jednak jeszcze jedne: z empatii.

  • Jan Brzeziński

    To taaaaakie prawdziwe. O tym niechętnie się mówi, bo brzmi to niezbyt sexy, ale myślę, że w naturę ludzką po prostu wpisany jest pewien egoizm. Nie widać czyjegoś bólu = nie muszę go oglądać = nie doświadczam przykrości wywołanej tym widokiem = nie ma problemu. Ale gdy np. leżysz w szpitalu albo nosisz gips (czyli taką „przypominajkę” o twoim stanie), to WTEDY wszyscy zaczynają wokół ciebie skakać, by uspokoić swoje sumienie. Nawet, jeśli pobyt w szpitalu nie wiąże się z dużym cierpieniem (tak było np. w moim przypadku, gdy po prostu wegetowałem sobie w oczekiwaniu na zabieg). Jeśli jednak cierpisz w życiu codziennym, w mało spektakularny sposób (bóle stawów, migreny, bóle miesiączkowe itp) i nie tryskasz naokoło krwią ani nie wijesz się w konwulsjach, to zapomnij o empatii. Tyle mnie życie nauczyło póki co, z doświadczeń moich i innych osób.

  • Izabela Sobańska

    Doskonale Cię rozumiem. Ja chodziłam z bólem brzucha kilka miesięcy zanim zdiagnozowali u mnie endometriozę i warczałam na wszystkich wkoło, niestety. A jak już było tak źle, że przez dwa tygodnie nie byłam w stanie wstać z łóżka słyszałam teksty w stylu „nie poddawaj się, jak się położysz to potem ciężko wstać”. I czuję się zażenowana kiedy pytają ile schudłam 9bo przy okazji nie mogłam jeść) i po usłyszeniu, że 10 kg mówią, że też tak by chcieli. Moja odpowiedź zawsze brzmi wtedy – gwarantuję, że byś tego nie chciała. Zapraszam do mnie na http://www.zycie-szytenamiare.pl 🙂