Osobiste przemyślenia

Kim ty kurna jesteś, żeby mówić mi, że nie dam rady?!

Muszę, bo się uduszę. Przelała się czara goryczy, wzięłam o jeden łyk ludzkiego głupiego gadania za dużo i po prostu już mi się ulało! Kolejna wspaniała kobieta pisze do mnie, że cieszy się, że mi się udało, bo jej nie było nawet dane spróbować. Albo jak już próbowała, to usłyszała, że to nie dla niej, że jest beznadziejna, że nie powinna tego robić, że sobie nie poradzi itd. Jest Was dużo. Za dużo fajnych kobiet dookoła mnie, które usłyszały, że nie dadzą rady! Dziewczyny, takim ludkom proszę głośno i wyraźnie mówić „Że niby ja nie dam rady? No to patrz!”.

 

Najlepsza przyjaciółka nie znaczy nieomylna!

Mam dość! Powyżej dziurek w nosie mam tych wszystkich kretynów, którzy wmawiają Wam, że nie dacie sobie rady! I w dupie to mam, że „ej nie pisz tak”, bo to przecież Wasza mama, babcia, siostra, chłopak, mąż, czy najlepsza przyjaciółka. Do jasnej cholery, kto daje im prawo mówić takie rzeczy do swoich bliskich? Kto? Nawet jeśli osiągnęli jakiś niebywały sukces, srają pieniędzmi, wiodą całkiem udany żywot, czemu nie dają Wam przyzwolenia na spróbowanie swoich sił w… przeżywaniu własnego życia! Twoje życie, Twoje plany, Twoje marzenia, Twoje próby ich spełnienia! Nie pozwalaj sobie wmawiać, że jest inaczej. Nie słuchaj fałszywych doradców podpowiadających „aaa…lepiej daj sobie spokój”. Zapytaj „Bo co? Bo ja nie dam rady?!”

 

Niby dlaczego ja nie dam rady?

Jestem osobą z niepełnosprawnością nabytą. Wiele lat temu po prostu nagle przestałam rosnąć, wiec jestem dzieckiem z wyrokiem. Przez kilka lat byłam dziewczyną na wózku. Wpojono mi, że będę miała jakieś szanse w życiu jeśli zdobędę wykształcenie, bo nie wolno mi pracować fizycznie. Pójście na studia po liceum było dla mnie czymś naturalnym. Taka była kolej rzeczy. W związku z tym dziewięć lat temu pisałam maturę w ciążowej bluzeczce. Nie wyobrażałam sobie poddać się w tym momencie. Miałam zostać mamą, ale wiedziałam, że nie mogę odłożyć swoich planów na później. Dziecko nigdy nie było moją wymówkąWalczyłam, starałam się, ale zanim to nastąpiło przeżyłam to:

– Kochanie, zapisałam się na studia.
– Poj**ało cię? Teraz zostawisz mnie i małego i będziesz sobie studiowała?!
– Co?!?! O czym ty mówisz, jakie „zostawisz”?! Przecież będę studiować w naszym mieście.
– Nie szkodzi! Porzucasz dziecko, żeby się bawić w studentkę!
– Przecież wiesz, że jestem niepełnosprawna, jak chcę kiedyś iść do pracy, muszę mieć wyższe wykształcenie. Muszę mieć lekką pracę. Najlepiej biurową, nie mogę pracować fizycznie!
– I tak się do niczego nie nadajesz.
– Co ty za bzdury gadasz, spokojnie sobie dam radę na studiach.
– I c**j z tym i tak żaden pracodawca nigdy cię nie zatrudni. Jesteś beznadziejna!
– Coś Ty powiedział?!? Żebyś się kiedyś nie zdziwił…

Dziś byłabym mądrzejsza. Mniej potulna. Tamtego dialogu by nie było. Pierwszą obrazę skwitowałabym krótkim „a kim ty jesteś, żeby mówić mi, że nie dam rady?”. A potem pogoniłabym z domu. Bo choć owszem, wreszcie to zrobiłam, czuję, że o kilka lat za późno. Nie ma się co męczyć z nieodpowiednim człowiekiem. Lepiej być samą niż z kimś złym.

Poszłam na wymarzone studia i tam dowiedziałam się, że to nie jest spa dla młodych matek i nie mam co liczyć na taryfę ulgową. Przyjęłam to na klatę. W końcu etap bycia głupią pipą już dawno mi minął. Nie byłam roszczeniowa. Ze studiami radziłam sobie świetnie. Z wychowywaniem synka również. Choć życie toczyło się w różne strony, zawsze jakoś sobie poradziłam. Bez względu na to co mówili mi inni.

 

Ja nie dam rady?

Mój własny organizm miał mnie udusić. Miałam też umrzeć w trakcie operacji kręgosłupa. W czasie ciąży miałam stracić władzę w nogach, a wreszcie się wykrwawić. Ludzie wciąż powtarzali mi, że nie dam rady. Że jestem zbyt taka, za bardzo taka, czy mało owaka. Ale ja zawsze miałam ich gadanie w dupie. Pokazałam im środkowy palec i zostałam panią magister ekonomii, choć kosztowało mnie to trochę łez i zmęczenia. Dwa tygodnie po obronie dostałam pracę. Dziś jestem specjalistą ds logistyki, mam pracę biurową, której mi było trzeba. A mówili mi, że nie dam rady. Nie słuchaj ludzi spod znaku nie nadajesz się, jesteś beznadziejna, nie poradzisz sobie, jesteś za głupia, zostaw to, to nie dla ciebie. Wow, dzięki za wsparcie! Za motywację! A teraz się gońcie…

Otrzyj łzy dziewczyno. Wstań, otrzep kolana z kurzu i pokaż im jak bardzo się mylą. Pokaż im, że Ty też dasz radę. Bo jesteśmy wspaniałe, tylko musimy uwierzyć w siebie. Ja w Ciebie wierzę. A Ty?

Jednak się nie udało? Zobacz jak sobie z tym poradzić – Dałam dupy, i co teraz?


Pyskuję również na Facebooku. Uciekaj polubić mnie na fanpage Pani Miniaturowa.

(Visited 617 times, 1 visits today)