To nie jest wina dziecka, że nie ogarniasz!

Posted on Posted in Lifestyle

Nie chcę być wredna, ale chyba przez przypadek będę. Jeżeli wszystkie swoje niepowiedzenia w życiu zwalasz na dziecko, to miej pretensję do producenta dziecka, a nie do swojej pociechy, ok? To nie ONO jest źródłem wszystkich Twoich życiowych nieszczęść i niepowodzeń! To nie jest wina dziecka ! 

 

„nie mogłam tego zrobić tego, bo dziecko”

„nie zdążyłam, bo dziecko”

„nie dałam rady, bo dziecko”

” nie studiowałam, bo dziecko”

„nie (wstaw dowolne), bo dziecko”

 

Zastanów się, co Ty za bzdury pleciesz?

 

Dżizas, dziewczyny, czy Wy to dziecko pod choinką znalazłyście? Czy może jednak z KIMŚ zmajstrowałyście? Gdzie był PRODUCENT dziecka, gdy Ty nie ogarniałaś, nie dawałaś rady, nie nadążałaś? I nie gadaj, że mam się nie wypowiadać, bo miałam lepiej. Poznałam życie w biedzie, poznałam widok, gdy sajgon ci się rozwija w zlewie, masz młyn na studiach, bo studia to nie spa i w firmie Dobra Mama, Ale Trochę Pada Na Pysk Company. Ja poznałam to uczucie, gdy wyjesz razem z dzieckiem, bo nie wiesz, co robić, bo nie ma kto pomóc, notatki do nauki czekają, za dwa dni masz egzamin z przedmiotu, z którego profesorka cię nienawidzi, a Was właśnie odwozi pogotowie do szpitala, bo dziecko ma ponad 40 st. gorączki. Młody leżał pod kroplówkami całą dobę, a ja zakuwałam na egzamin. Też nie dawałam rady! Też płakałam. Też opadały mi ręce z bezsilności. Ale nigdy – powtórzę się-  nigdy nie zwalałam winy na dziecko! Po dziurki w nosie mam tego skamlenia na fejsie „nie ogarniam, bo dziecko”, bo Twoje dziecko nie jest ograniczeniem! Twoje dziecko nie jest wymówką! Twoje dziecko nie jest kłodą u nogi! Twoje dziecko nie jest problemem, tylko jesteś nim albo TY, Albo TWOJE podejście, albo TWÓJ facet! Albo BRAK wokół was ludzi, którzy mogliby pomóc. NIE dziecko! To nigdy NIE JEST Twoje dziecko, kumasz mnie dziewczyno? A teraz skończ się mazać, bo miliony kobiet przed Tobą i miliony kobiet za Tobą, będzie mieć dzieci i jestem pewna, że 80% z nich nie będzie mi smarać w bluzkę, że „przez dziecko” nie dało rady. Bo do jasnej cholery, jeżeli z czymś nie wyrabiasz dzwonisz do matki, koleżanki, przyjaciółki, do swojego chłopaka, narzeczonego, męża i mówisz „przyjedź, bo kurwa oszaleje zaraz”. Nie masz do kogo zadzwonić? To dobra chwila na refleksję, by zastanowić się kto i dlaczego dopuścił do tej sytuacji. 

To nie jest wina dziecka!

Tak, ja wiem, jaka Ty nieszczęśliwa i biedna jesteś „bo mój chłop na delegacji siedzi”. Omg opowiadaj mi dalej te smuteczki. Ojciec Dekady DWA cholerne lata siedział non stop na delegacjach i zjeżdżał raz na ruski rok, by pobawić się w weekendowego tatę i nikt się nade mną nie użalał, tylko kopali mnie w tyłek „miniaturowa, ogarniaj, bo tutaj masz niedociągnięcia”. I wiesz co Ci powiem dziewczyno? Jestem im wdzięczna, bo miałam przesrane, miałam dość, wyłam razem z dzieciakiem, a w naszej kuchni można było umrzeć na widok brudu, ale dałam radę i nigdy nie ośmieliłam się miauczeć farmazonów na Facebooku, że z czymś nie ogarnęłam, „bo przez dziecko nie mogłam…” Gunwo prawda, wypluj te słowa dziewczyno. Nie przez dziecko, tylko przez życie. To nie ono jest Twoją kulą u nogi. Tylko przez to, że przez chwilę jesteś sama, bez pomocy, bez wsparcia. Przez to, że nikt nie ma czasu wpaść i Ci pomóc. ALE! Otrzyj smarka z brody dziewczyno! Będzie lepiej, przeczekaj to, OK? Dasz radę! Ogarniesz! Ale nigdy więcej nie odważ mi się więcej powiedzieć, że nie dajesz rady „bo dziecko”. Bo to NIGDY nie jest wina dziecka, bo ono się na świat nie pchało, tylko sama je zawołałaś! Ty i Pan PRODUCENT. 

Ogarniemy!

A teraz już nie marudź. Damy radę. Ja nie chciałam być wredną sucz, a Ty nie jesteś złą mamą. Zadzwoń do Twojego faceta, do mamy, albo do przyjaciółki i wyżal się za cały dzień. Bo to życie takie jest, że czasem mamy dość. Że nie dajemy rady i mamy wszystko po dziurki w uszach. Ale przetrwasz to dziewczyno. Dasz radę, jak i ja dałam z tym całym brudem, chorobami, egzaminami, pracą i całym złem świata jednocześnie. Wypłacz się. A potem wstań, popraw koronę i powiedz:

A TERAZ JA WAM POKAŻĘ!

Tylko proszę Cię… zapamiętaj, że to nie jest wina dziecka. Nie jesteś sama na tym świecie. Naprawdę jest ktoś kto może Ci pomóc. Jest bliżej niż myślisz. A jeśli go nie ma, wiedz, że i tak dasz sobie radę! Tak jak ja dałam radę kilka lat temu. Całkiem sama. 

 

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa

 

(Visited 288 times, 1 visits today)
  • Pingback: Kim ty kurna jesteś, żeby mówić mi, że nie dam rady?! - Pani Miniaturowa()

  • Hekamiah Nieznane

    Dziękuję za ten tekst.

  • A ja zainspirowałam się cytatem z pewnego bloga: ” To nie tak, że nie lubię porządku…Lubię! Ale mój dekorator wnętrz ma 3 latka”….

  • Brawo, ten tekst powinni wydrukować i rozdawać na porodówkach. Jestem facetem, więc z natury rzeczy nie jestem w stanie przeżyć tego wszystkiego, co przeżywała Pani Matka, bo choćbym się zesrał na rzadko, to nie zajdę w ciążę czy nie nakarmię piersią. Ale za to całą resztę mogę robić i nawet powinienem. A może nawet MUSZĘ – to również moje dziecko (tak mówią 😉 i moje obowiązki, a nie tylko radości, że wezmę na rączki i pokażę babci, jaki śliczny. Zostałem tatusiem na trzecim roku studiów (MałaŻonka była wtedy na czwartym), 1,5 roku później poszedłem do pracy, Pani Matka 0,5 roku po mnie i udało się wspólnie wszystko pogodzić – i studia skończyć, i popracować i nikt nie chodził głodny ani obdarty. A do babć mamy 600km, więc nikt po pupci nie poklepał, tylko trzeba było zagryźć zęby i robić, co trzeba zrobić bez zastanawiania się, czy dam radę czy nie dam.

  • Najlepsza wymówka matek jaką znam, bo ona/on chce by go tylko nosić. Ręce opadają, ja sama wychowuje syna i czasem naprawdę brak czasu, to zrozumiałe. Ale wystarczy rozplanować sobie dzień i można świat podbijać.

  • Dziecko jest po prostu doskonałą wymówką. Czasem ktoś rzuci pytanie… „keszujesz jeszcze przy dziecku”? Ej, ale co ma urodzenie dziecka do rezygnacji z ulubionego hobby? Że niby dlaczego miałabym przestać? O, takie myślenie.

  • Ale ogień!! Ha!!

  • Często moje dziecko jest dla mnie wymówka i faktycznie dlatego, że nie można go na sekundę zostawić bo zaraz zanosi się płaczem. Pewnie można wznieść się na wyżyny ale myślę, że mając w domu hnb jest trochę prawdy w „zwalaniu winy”

    • Pluję sobie w brodę, że nie wkomponowałam zgrabnie w tekst wzmianki o hajnidach, bo to to już jest totalnie inny poziom macierzyństwa. Bardzo trudnego macierzyństwa!

    • Moda na hajnidy to jest dopiero masakra. Teraz nagle dziecko, które nie śpi w dzień i domaga się uwagi jest hnb. Albo nie wiem, nie przesypia całej nocy czy ma typowe dla swojego wieku lęki separacyjne. Wiesz co to lęk separacyjny? Cierpią na to tylko dzieci w „pierwszym świecie”. Bo całymi dniami siedzą z matką w czterech ścianach i boją się każdego prócz niej. Dzieci z „wiosek” nie mają żadnych lęków, bo siedzą codziennie na rękach 20 kobiet w wiosce. To czego mają się bać. Sami sobie stwarzamy problemy.

  • To najprostsza i „najskuteczniejsza” wymówka, po co się bardziej starać, skoro wszystko jest jasne i klarowne.

  • Przydał by sie jeszcze post „wcale nie należy Ci sie wszystko tylko dlatego, że masz dziecko „.

  • Agnieszka Rudnicka

    TO NASZA DECYZJA BYCIE MAMĄ ale czasami nie jest tak kolorowo jak piszesz …chwała jeśli masz rodzinę,jeśli masz męża i przyjaciół. ŻYCIE JEST PRZEWROTNE -dziś masz ,jutro nie.I nie trzeba tanich dramatów wystarczy się rozejrzeć,i nie generalizować.A tylko czasem z bezsilności i braku argumentów ,,nie mogłam bo dziecko”.Postaw się w sytuacji matki niepełnosprawnego dziecka,nie życzyła sobie takiego,w roli matki która została bez rodziny,w roli matki która nagle poważnie zachorowała etc…

    • Powtórzę się: jeżeli kobieta jest w sytuacji bez wyjścia to dobry moment, by zastanowiła się, które jej życiowe decyzje zaprowadziły ją pod ścianę. I nie – to nadal nie jest wina dziecka, ani niepełnosprawnego dziecka, ani tej kobiety najczęściej. Tu zabrakło ludzi. Najróżniejszych, opiekunów, bliskich, przyjaciół, czy choćby znajomych z dobrym sercem. Ale to wciąż nie jest wina dziecka.

    • Zuzanna Chylińska

      Witam!
      Ja jestem przypadkiem dziecka niepełnosprawnego (dziś już dorosła jestem), którym zajmowała się Matka. Ojciec narażał życie jako strażak. Żyliśmy z jednej pensji. Ale rodzice przyjęli mnie taką jaką jestem.

  • nie do końca się zgadzam. tzn. oczywiście to nie jest wina dziecka. dziecko niczemu nie jest winne. tak samo, jak dziecko samo na świat się nie sprowadziło. najczęściej to decyzja dwóch osób. faktem jest natomiast, że posiadanie dziecka jest bezpośrednią przyczyną pewnych hmmm niedogodności. i to nie jest wina dziecka. tak samo, jak również absolutnie to nie jest wina faceta, że to kobieta chodzi w ciąży, rodzi i karmi piersią. i już tylko tym ma prawo być wykończona.
    to nie jest wina dziecka, aczkolwiek to fakt, że jak nie miałam dziecka miałam więcej czasu na bieganie i więcej pieniędzy. bo mając dziecko logiczne jest, że część tego czasu i pieniędzy wkładam w dziecko, więc na inne rzeczy jest mniej. zawsze jest coś za coś, jest pewna ograniczona ilość środków i miejsca i możemy upchnąć tylko tyle, ile możemy. nigdy więcej. wskakuje dziecko, coś innego wyskakuje. i to nie jest żadna wina, tylko normalna logiczna konsekwencja. i trzeba się z tym pogodzić. tak już jest. można zrezygnować z czegoś innego np. studia, aby zyskać więcej czasu. w zamian za ten zyskany czas oddajemy możliwość zdobycia wykształcenia. to jest decyzja każdej osoby. w życiu trzeba decydować, rezygnować, sytuacja się zmienia. tak już jest i to nie jest niczyja wina.

    • Jestem tego samego zdania. Ludzie po prostu muszą zrozumieć, że tak to już jest. „sam wszedłeś na taką ścieżkę życia, więc nie marudź na kamienie na drodze, bo przecież zawsze się jakieś zdarzają”.

  • Ewa Kujawa-Szura

    Ja tylko dzięki moim dzieciom przetrwałam najgorsze chwile w moim życiu…. Ciężkie choroby bliskich, śmierć męża i utratę wszystkiego co moje. Było strasznie ale dla nich musialam wstać i żyć. Codziennie. Chociaż nie chciałam. Musialam pracowac, prowadzić im w miarę normalny dom. Czasem chciałam zniknąć. Ale nie mogłam bo mam dzieci. I dziękuje im że razem dalismy radę.

  • Nie lubię takich narzekaczy 🙂 Unikam ich jak ognia 🙂

  • Nie ogarniam porządków, bo dziecko 😉 No ale to tak jest jak się je ma.

  • Ogólnie taka jest mentalność, że jak masz dziecko, to już nic nie możesz, tylko w domu siedzieć i nic nie robić. Wakacje, studia i spełnianie marzeń to nie dla Ciebie, no bo przecież masz już dziecko. Trza to zmienić! Ciepło mi się na serduchu robi jak widzę te wszystkie blogi o podróżach na drugi koniec świata z dwójką dzieci. I tera jeszcze ty mówisz trzem tysiącom ludzi, że baba z dzieckiem może. Good job!