To nie ten – zerwij chwasta dziewczyno

Posted on Posted in Związki

Cześć dziewczyno, to ja, twoja nieznajoma. Chcę ci coś powiedzieć. Gdy byłam młodziutką dziewczyną myślałam, że jak już raz powie się, że to ten jedyny, to to się już nigdy nie zmieni. I uparcie przy tym trwałam, nawet, gdy było już bardzo źle. Wreszcie zmądrzałam i powiedziałam głośno: cholera, to nie ten! To nie może być on!

Mój jedyny, najmilejszy…

Mój jedyny, najmilejszy, zawsze znalazł dla mnie dobre słowo. (klik) Byłam wyzywana, wyśmiewana, drwił z mojego wyglądu i mówił, że nigdy nic w życiu nie osiągnę. „Nigdy nie znajdziesz pracy!” – krzyczał, gdy z płaczem tłumaczyłam dlaczego poszłam na studia. Byłam młodziutkim, głupiutkim, naiwnym, chodzącym wyrzutem sumienia. Wszak mój jedyny powiedział, że „takie studia to prawie jak porzucić dziecko, rodzinę”. To nic, że uczelnia w tym samym mieście. Znikałam z domu tylko na kilkanaście godzin tygodniowo. To było za dużo. Obrażał, by następnego dnia stwierdzić, że tylko przy nim będzie mi dobrze, a z każdym innym źle. Koleżanki mówiły: to nie ten! Obruszałam się, jak nie ten, skoro mówi, że kocha?

A jednak, to nie ten

Po jakimś czasie zmądrzałam, dojrzałam, spojrzałam na wszystko z boku. A to, co ujrzałam, bardzo mi się nie podobało. To nie był już mój jedyny. To nie ten. To jakiś zakompleksiony łachudra, roszczący sobie prawa do całego mojego życia. Chwast duszący mój rozwój. Wiesz dziewczyno, co zrobiłam? Zakończyłam to. Bez żalu, lecz z wyrzutami wobec siebie, że zrobiłam to tak późno. I jeszcze coś ci powiem dziewczyno. Nigdy nie żałowałam. Dlatego chcę, żebyś więcej nie dusiła się z nim w klatce, jeśli czasem myślisz: to nie ten. Uwolnij się, rozwiń skrzydła, znajdź drogę do wolności i szczęścia.

Lepiej jest być samą, niż z kimś kto cię krzywdzi

Słowa „przepraszam” i „kocham cię”, nie leczą wszystkich ran. To tylko słowa. Jeżeli nie niosą ze sobą miłości, troski i szacunku, są opatrunkami, którymi nie w sposób zakryć dużych zranień. Nie żyj z nim na siłę „dla dobra dzieci”. Dzieci wolą uśmiechniętą mamę, która nie jest zestresowana i wystraszona, niż ofiarę toksycznego partnera. Dziewczyno, napraw co chcesz naprawić, rozmawiaj o tym, co trzeba omówić. Jeżeli sytuacja pozostanie bez zmian, miej odwagę i powiedz sobie głośno – to nie ten! Jeszcze jakiś czas po rozstaniu będziesz (klik) żyć jak w transie, lecz to szybko przemija. Obiecuję. A teraz idź, zerwij łańcuchy.

 


Polub mój fanpage na Facebooku, aby być zawsze na bieżąco z najnowszymi postami – Pani Miniaturowa

(Visited 591 times, 1 visits today)
  • Pingback: Kim ty kurna jesteś, żeby mówić mi, że nie dam rady?! - Pani Miniaturowa()

  • Gratuluję dobrej decyzji. Lepiej „przed 25 rokiem życia” niż po 16 latach jak moja mama. Pozdrawiam Cie serdecznie!

  • myslobook.pl

    Brawo za odwagę 🙂

  • Ciężko się wyrwać spod władzy psychicznego uzależnienia. Ale zdecydowanie warto.

  • Nudny ten artykuł, bo nie mam się z czym nie zgodzić, chociaż… Gdyby był napisany w wersji męskiej, to bym się pod nim podpisał dwa razy, a tak mogę tylko raz 😀

  • Joanna

    Ostatnio czytałam, że jak się jest w takim związku to organizm pokazuje to różnymi schorzeniami itp… to też jest dla nas znak, że coś jest nie tak

  • Partner – emocjonalny terrorysta i pasożyt (działa to w obie strony) jest w stanie wyniszczyć bardzo szybko drugą osobę. Tylko z perspektywy osoby trzeciej wdaje się prostym rozwiązaniem takiego kogoś odstawić. Niestety tak jak narkotyk uzależniają od siebie i potrzeba naprawdę silnego postanowienia przerwać taką relację.

    • Mi potrzeba było mądrego artykułu w internecie, żeby sobie zdać sprawę z rosnącego współuzależnienia. To otworzyło mi oczy, tak na żywca, skalpelem posypanym solą.

  • Oj, zdecydowanie masz rację… Nie można tkwić w iluzji miłości, bo do niczego to nie prowadzi.

  • Słyszałam kiedyś: „I jak tkwić w takim związku? Ja bym od razu dała takiemu kopa żeby sobie poszedł!”.
    Ludzie nie znają mechanizmów, nie wgłębiają się w system zależności psychicznej. Ciężko jest zrozumieć, że nie jest tak łatwo… Miło czytać, że się udało 🙂

  • Mam za sobą taki związek i jest tak jak mówisz, jedyne czego żałuję to tego, że zakończyłam go tak późno 🙁

  • Jasne, że nie warto się męczyć całe życie w związku, z którego nic dobrego już nie wynika, tylko czasem tak potwornie trudno jest sobie zdać sprawę z beznadziejności sytuacji i ruszyć zadek, żeby coś zmienić.

  • Czarna Skrzynka

    Kiedyś jeden bardzo mądry człowiek powiedział mi, że nie ważne jaka jest prawda… ale ważne jest jak Ty się z tym czujesz. Dużo czasu zajęło mi, żeby zrozumieć, o co mu dokładnie chodziło. Każdy ma prawo do bycia szczęśliwym i do życia trzeba podchodzić ze zdrowym egoizmem. To absolutnie nie wyklucza pomagania innym ludziom, empatii czy dawania którejś tam szansy. Ale absolutnie nie można pozwolić sobie, aby żyć według scenariusza pisanego przez kogoś innego! To zawsze jest uczuciowa pułapka!

  • I słynne: albo żyjesz, albo się boisz. 🙂

    Prawda jest taka że nierzadko los nam wyświadcza przysługę odsuwając od nas tych złych ludzi w ostatniej możliwej chwili, kiedy jeszcze jesteśmy wstanie się wziąć w garść i zrozumieć, ze możemy lekceważyć ogólne opinie, to, co myslą inni i konwenanse ale nigdy to, co my czujemy. Jeśli czuję, że ktoś mnie nie docenia, to nie ma się nad czym zastanawiać.

    I nie mają lepiej ci, którzy przekonują się o tym sami na własnym błędzie parę lat później, kiedy wzięcie się w garść to już prawdziwa batalia…

  • Też tak miałam. Wreszcie krzywdy zaczęły górować, przy wsparciu bliskich udało się wyrwać z potrzasku.