Pewność siebie – jak ją w sobie wypracowałam

Pewność siebie, dla jednych naturalny dar z niebios, dla innych cecha, którą musieli doszlifować. Dla mnie to umiejętność, którą musiałam sobie wypracować. Szczyt, który zdobyłam o własnych siłach.

 

Geneza wpisu

Zostałam wysłana na szkolenie firmowe. Po każdym dniu spędzonym na ćwiczeniach Pani Trener prosiła nas o podsumowanie. Mieliśmy opowiedzieć czego się nauczyliśmy i które elementy wiedzy wyniesionej danego dnia były dla nas szczególnie ważne. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Niezwykle ważne było dla mnie to, że przy wzajemnym ocenianiu profili osobowości, mnóstwo osób dało mi żółte karteczki. Powiedziałam głośno to, czego chyba nikt w firmie się nie spodziewał. Gdy skończyłam na sali zapanowała cisza. Trwała może sekundę, dwie, ale wtedy zrozumiałam, że przypadkiem powiedziałam coś bardzo ważnego. Dla siebie, ale też dla kilku osób na sali. Zdradziłam skąd wzięła się moja pewność siebie. Wyjawiłam tajemnicę, jak wielką wartość miały dla mnie te małe, prostokątne skrawki papieru z wpisanym imieniem – Agata.

 

Brzydkie kaczątko nie wie co to pewność siebie

Byłam jednym wielkim (miniaturowym, ale wciąż wielkim) chodzącym kompleksem. Wszystko we mnie mi się nie podobało. Włosy za krótkie i nijakie, wzrost, to wiadomo… bez komentarza. Cera tragiczna, jak to u nastolatki. Okulary nie takie, nos za długi i zbyt spiczasty, brzuch za mało płaski, głos piszczący, a śmiech jak u szalonej czarownicy. Wszystko było źle, nie tak jak trzeba, a ładniejsze koleżanki z klasy wzbudzały moją zazdrość. Bo one to tak wszystko… tak jakoś pyk! I miały! Im się udawało, one miały, ogarniały, załatwiały, a przy tym były piękne i zawsze otoczone wianuszkiem adoratorów. O ile potrafiłam sobie przetłumaczyć, że wygląd nie jest najważniejszy to mój… styl bycia, charakter, czy jak kto woli – osobowość – również nie powalały. 

Jak było, zanim wypracowałam w sobie pewność siebie?

Byłam koszmarnie nieśmiała. Gdy miałam 14 lat, zanim podeszłam do okienka w banku, dobre 20 min gapiłam się na panią, która miała mnie obsłużyć. Przestępowałam z nogi na nogę, pocąc się od stóp do głów, zbyt przerażona, by podejść. Chcesz mi napisać komentarz „ja to zawsze miałam odwagę podejść i zagadać”? Daruj sobie, nie pomagasz. To wcale nie było zabawne. Byłam sparaliżowana. Strachem, niemocą, nieśmiałością. Pewność siebie to klucz. A gdy brak nam tego klucza mnóstwo drzwi jest przed nami zamkniętych. Natomiast ludzie dostrzegają w tobie ofiarę, która nigdy głośno nie zaprotestuje. Ofiara, która nie mówi, nie powie nie. Nie poskarży się. Nie będzie się bronić. Przerwy w szkole spędzałam siedząc sama na korytarzu. Bałam się „iść na widok”, bo wiedziałam, że znajdzie się ktoś kto zacznie mnie zaczepiać i dokuczać. Chowałam się po kątach, udawałam, że nie istnieję, byleby mieć spokój. Nie patrzyłam na ludzi, unikałam ich wzroku. Bo inaczej atakowali. Nie umiałam sama robić zakupów, nie do pomyślenia było dla mnie jechać na samotny shopping, który teraz tak lubię. Tłumy mnie przerażały, a wstyd i nieśmiałość pożerały umysł i porażały ciało. Gdybym wtedy miała tak opowiedzieć coś o sobie, jak zrobiłam to parę dni temu na szkoleniu, rozbolałby mnie brzuch ze stresu. Nie wykrztusiłabym z siebie słowa, siedząc czerwona i wpatrując się w czubki swoich butów. Moja pewność siebie nie istniała. 

 

Pewność siebie – jak ją w sobie wypracowałam?

To może być śmieszne, ale przede wszystkim… zaczęłam dbać o siebie. Niektórzy ludzie zarzucają mi, że przywiązuje nieco za dużo uwagi do swojego wyglądu. Oni po prostu nie rozumieją, że jest, albo raczej, była to jedna z głównych składowych mojej pewności siebie. Teraz, gdy dojrzałam, jestem w stanie go zastąpić niemalże w 90% swoim charakterem. Ale to nie jest tak, że po prostu sobie postanowiłam „od jutra się zmieniam i będę mega odważna i wygadana!”. Pfff… to tak nie działa! Zmuszałam się do kontaktów z ludźmi. Przekonywałam samą siebie „wstań i idź do ludzi”, „podejdź i zagaj rozmowę”. To trwało kilkanaście lat. Jeszcze pod koniec liceum samodzielne wyjście na zakupy było dla mnie dużym stresem. Koleżanki nie rozumiały, czemu tak zawzięcie dopraszam się ich towarzystwa z byle powodu, a ja po prostu potrzebowałam tarczy na wypadek, gdybym spotkała tych złych. Pytanie brzmi, tylko kogo tak właściwie? Jakich złych? Czy byłam tak przyzwyczajona do ataków, złośliwości i docinków, że spodziewałam się ich już na każdym roku, w każdym możliwym miejscu, które odwiedzę? Myślę, że tak. Prześladowanie psychiczne zostaje w głowie równie długo i jest równie bolesne co przemoc fizyczna. Tego nie jest tak łatwo się pozbyć, zwłaszcza jeżeli nie bazuje się na opiece psychologa, terapeuty. Wszystko zawdzięczam sobie, swojej pracy i wsparciu bliskich mi osób. Niestety nie każdemu się to udaje. Dlatego nie polecam kładzenia się (klik) na kozetce u blogera, lecz odwiedzenia specjalistów, wykształconych do tego, by fachowo pomagać.

 

Co mogę doradzić od siebie?*
Po pierwsze

Postaraj się wyeliminować kolejno wszystkie kwestie Twojego wyglądu, a także charakteru, które wpędzają Cię w kompleksy. Zmień wszystko to, co chciałabyś zmienić. Tak, faceta też możesz. Mi pomogło. Po cholerę mi toksyczny partner, skoro ja potrzebuję kogoś, kto otoczy mnie wsparciem i troską? Przemyśl to. 

Po drugie

Kompleksy lub niedociągnięcia, z którymi na ten moment nie jesteś w stanie sobie poradzić, po prostu olej! Zapomnij o nich. Taka drobnostka, a niesamowicie pomaga! Testowałam na sobie, jestem twoim chomikiem doświadczalnym. Zapomniałam już, że z moim nosem stanowiłabym poważną konkurencję dla Miss Ostronosych Łasic.

Po trzecie

Zacznij dostrzegać wszystkie swoje zalety oraz mocne strony i skup się na nich! Przestań gadać głupoty, że takowych nie posiadasz! Każdy jakieś ma, po prostu musisz skończyć jojać i kwękać i zacząć ich szukać. Jeżeli nadaj uparcie twierdzisz, że żadnych nie masz… spytaj kogoś bliskiego, mamy, siostry, przyjaciółki. W kryzysowych sytuacjach te zalety… po prostu je sobie wymyśl i się ich trzymaj! Wiesz co to jest samospełniająca się przepowiednia? To do dzieła!

Po czwarte

Ćwicz, trenuj, szlifuj, dopracuj! Nie umiałam rozmawiać z ludźmi. Nie umiałam prosić ich o pomoc. Bałam się odezwać w małej grupie. Po latach ćwiczeń, „zmuszania się”, trenowania osiągnęłam poziom, gdzie włącza mi się słowotok, gdzie ja opowiadam, a ludzie zastygają w bezruchu spijając każde słowo z moich ust. Dobra, teraz to sobie mocno posłodziłam, ale uwierz, że to się da wypracować! Można się nauczyć rozmawiać z ludźmi i jestem tego żywym dowodem. 

Po piąte

Bądź ze sobą szczery. Miej świadomość tego, że nikt nie może być w 100% cudowny, idealny i wspaniały. Każdy z nas ma wady i  słabości. Wiedząc, gdzie leżą, wiesz gdzie zgrabnie zarzucić koc swoich zalet, by zasłonić pewne swoje niedociągnięcia. Bo – powtórzę się – nikt nie jest perfekcyjny! Musisz to zrozumieć, to bardzo pomaga polubić samego siebie. A pewność siebie to w pewnym sensie pokochanie samego siebie. Takim, jakim się jest. 

* Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdą z tych rad możesz odnieść do siebie. Może to są sprawy, które po prostu chciałabym przekazać sama sobie, gdybym mogła cofnąć się w czasie o 15 lat i zostawić sobie wiadomość. 

 

Podsumowując

Pewność siebie, a raczej jej zdobywanie, jest niesamowicie złożonym procesem. To od nas zależy, co blokuje w nas jej pokłady. Musimy bardzo dobrze poznać siebie, osiągnąć nowe etapy samoświadomości, by być w stanie wycisnąć z siebie, to co najlepsze. Nie twierdzę, że to łatwe. Nie jesteśmy w stanie wypracować sobie tego w tydzień. W tym wpisie opisałam swoje doświadczenia, mam nadzieję, że okażą się dla Ciebie pomocne.

Już wiesz co odpowiedziałam podsumowując dzień szkoleniowy? Co było dla mnie ważne? Te małe, żółte karteczki, określające mnie jako osobę otwartą i towarzyską. Prostokąciki z moim imieniem, będące dowodem tego, że wiele lat mojej ciężkiej pracy nad sobą opłaciły się, a dziś ujrzałam jej efekty. 

(Visited 577 times, 1 visits today)
  • Pingback: Studniówka - ile kosztuje i czy muszą to być miliony? - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Strój karnawałowy dla dziecka - czy to musi być znów księżniczka? - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: My - (nie)doskonali inaczej - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Nierówne traktowanie rodzeństwa - Niepełnosprawne dziecko na smyczy - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Kolczyki - (nie)grzeczne szaleństwa Miniaturowej - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Fotograf szuka modelki - wspomnienia z #BCPoznan - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Jak budować relacje - Poradnik na podstawie wizyty na #BCPoznan - Pani Miniaturowa()

  • Macierzynstwo-raz!

    Pewność siebie i poczucie własnej wartości to podstawa. A potem resztę ma się w…. nosie 🙂

  • Dwa pytania:

    1) „Powiedziałam głośno to, czego chyba nikt w firmie się nie spodziewał. Gdy skończyłam na sali zapanowała cisza. Trwała może sekundę, dwie, ale wtedy zrozumiałam, że przypadkiem powiedziałam coś bardzo ważnego.”

    Co konkretnie powiedziałaś?

    2) Co oznaczały te karteczki z imionami?

    • 1. Miej więcej coś w tym stylu –> Że fakt, iż dali mi te karteczki jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ to mi pokazało, że ciężka praca nad moją pewnością siebie opłaciła się. Że dziś był dzień, gdy dowiedziałam się, że wreszcie jestem postrzegana inaczej. Wygrałam starcie sama z sobą.

      2. Kolorom karteczek odpowiadały typy osobowości.
      żółty – towarzyski sangwinik
      czerwony – choleryk
      melancholik i flegmatyk to kolory niebieski i zielony 🙂

      • Ha! Teraz wszystko rozumiem. Gratuluję! 🙂
        [i zazdroszczę]

  • … a potem się dziwię, że tracę czas w Internecie. Jak się trafi na taki wpis, to się traci, ale traci się z pożytkiem. Normalnie jakbym czytała o sobie, tylko że mnie właściwie dotyczy tylko początek wpisu, ten przed zmianą 🙁 ale. pracuję nad punktem pierwszym, trzecim też, no i czwartym (choć tu zależy do jakiego towarzystwa trafię w danym momencie), drugi punkt i piąty – potrafię obie przetłumaczyć. Znaczy długa jeszcze droga przede mną …

  • Podsumowując: zamień wady na zalety! To nie jest proste, ale nie jest też niemożliwe. Co prawda, mówi to osoba, która nigdy nie miała takiego problemu, ale predzej czy później każdy z nas się w jakiś sposób otwiera 🙂

  • Sylwia Szutko

    Bardzo dobry wpis! Wysokie, zdrowe poczucie własnej wartości jest niezmiernie istotne w życiu, dlatego cudownie, że poruszyłaś ten temat, oby jak największe grono osób do niego trafiło 🙂
    Dziękuję za ten artykuł i pozdrawiam 🙂

  • Szymon Gajewski

    Ja pewność siebie rozumiem jako odwagę, by otwierać się do ludzi. W tym, np. Ukazując swoje słabości i bycie nieidealnym. I uważam, że nabywanie pewności siebie to długi proces. Można się jej jednak nauczyć, jsk niemal wszystkiego 🙂

  • Guesswhatpl

    Lepszego wpisu o pewności siebie chyba nie czytaliśmy. Aż chce się powiedzieć „Brawo Ty!”. Zawsze warto nad sobą pracować, odpuszczenie sobie nie wychodzi nikomu na dobre 😉

  • Ech, tak bardzo to znam – zarówno genezę, jak i cała resztę (no, może poza zmianami rzeczy niepasujących, których mi się nie chce zmieniać, ale za to już mi się u dało je zaakceptować).
    Nie wiem dlaczego, ale samoocena u mnie to jakaś sinusoida – raz top, raz dno. A może z drugiej strony, jakby to byłą prosta, to by było nudno?

  • Kiedyś też byłam nieśmiała i mało pewna siebie, a to utrudnia życie jak cholera! I to prawda, że taka zmiana to nie jest jedna chwila czy moment, to ciężka praca każdego dnia 🙂

  • Jolanta Grzebinoga

    Doskonale Cię rozumiem. Ja też swoją pewność siebie musiałam wypracować. Był to proces kilkuletni. W sumie to nadal nad tym pracuję. Tak jak ciężko było ją zdobyć, tak łatwo można ją stracić.

  • Dominika Ławicka

    Ja cały czas uczę się pewności siebie, choć czasami niepewność i brak wiary w siebie dosłownie zwala mnie z nóg. Wszystko można w pewnym stopniu wypracować… Pozdrawiam 🙂

  • Bardzo ciekawy i pomocny wpis 🙂

  • Bardzo Ci gratuluję! To niesamowite, jak bardzo musiałaś się zmienić, bo dziś nigdy nie powiedziałabym, że brak Ci pewności siebie 🙂 Świetne porady, z których na pewno mnóstwo ludzi skorzysta!

  • Niesamowite, że tak ciężko na to pracowałaś. Niesamowite jest to, że do takich zmian trzeba mieć naprawdę silną wolę i chęć zmian. Wezmę sobie kilka Twoich rad do serca i popracuję nad moimi niedoskonałościami 😉

  • Praca nad sobą daje ogromne rezultaty, często nawet sobie nie wyobrażamy, jaka siły w nas tkwią ukryte pod pozornymi słabościami. 🙂
    Bookendorfina

  • Wiem co to jest brak pewności siebie, też się z tym kiedyś borykałam… Jak dobrze teraz powiedzieć, że sobie odeszła 🙂

  • Danuta N.

    To bardzo ciekawy post. Myślę, że wiele osób z niego skorzysta i pomoże sobie 🙂 Gratuluję Ci każdego zwycięstwa! 🙂

  • Claudia Pudernik

    W życiu bym nie pomyślała, że Twoja pewność siebie nie jest wrodzona 😀 Sądząc po sposobie jakim piszesz 🙂
    Bardzo się cieszę, że jednak ją wypracowałaś 🙂

  • W gimnazjum wolałam się nie wychylać – po prostu tak było łatwiej. Nie miałam kompleksów, ale nie chciałam tez być w centrum uwagi. W średniej już tak się nie dało, w sumie to przez to, że byłam kujonem. Później studia … nie miałam problemu z pewnością siebie. Zawsze byłam tą najodważniejszą, pyskatą i w dodatku ze wszystkimi notatkami … Później zostałam mamą. Pewność siebie gdzieś się zagubiła. Z czasem zaczęłam na nowo walczyć o siebie, poszłam do pracy i już się na nowo rozkręcałam i … zostałam po raz drugi mamą. Siedzenie w domu sprawiało, że stawałam się aspołeczna.
    Wzięłam się za siebie. To co mi przeszkadza – zmieniam. Efekt tego taki, że wymieniłam książki do czytania i czasopisma na takie, które coś zostawią w mojej głowie. Wymieniam też garderobę na mniejsze rozmiary i wymieniam „przyjaciółki”. Muszę jeszcze tylko zmienić nastawienie do publicznych wystąpień, żeby nie było obciachu we wrześniu na spotkaniu „Blog Matters” 😀 na które oczywiście razem z Moniką (konfabula) zapraszam 🙂

    • O, to Cię wkopię i będziesz prowadzić panele, a ja się będę czym innym zajmować na Blog Matters! 😀
      A tak serio – ja się okropnie czerwienię jak się stresuję. Ale wiem o tym i olewam na tyle na ile się da.

  • Brawo Ty! Super, że odnalazłaś tyle sposobów na poprawę pewności siebie i się nimi dzielisz. Szczerze powiedziawszy, oglądając Twoje filmiki na instagramie, w życiu bym nie pomyślała, ze kiedykolwiek miałaś z tym problem 😉

  • Podpisuję się pod każdym słowem, które napisałaś! No i, oczywiście, pewne rady muszę, pomimo depresji wprowadzić na nowo, bo one też pomagają zachować równowagę – w gruncie rzeczy, od kompleksów się zaczyna i łatwo przekroczyć pewne granice zdrowia psychicznego. Cieszę się, że o tym piszesz tak prosto, od serca, po prostu. Bo to też jest nawyk, myślenie o sobie w innych kategoriach, to też nawyk – zdolność nabyta, którą możemy oszlifować jak diament i przekuć w sukces, niekoniecznie zawodowy 🙂

    Kochana, jesteś niesamowita a od Twojego bloga płynie ciepło, które przyciąga <3

  • Buba Bajdocja

    Przepraszam, nie zrozumiałam początku. Co to są żółte karteczki na szkoleniu?

    • Wszystko jest w tekście 🙂 Choćby w podsumowaniu.
      Ocenialiśmy profile osobowości osób na sali i każdy typ miał swój kolor.

      • Buba Bajdocja

        Aha, OK, dzięki 🙂

        • Teraz mam czas dokładniej opisać.
          Żółty to był towarzyski sangwinik 🙂 czerwony wybuchowy choleryk, czy coś w ten deseń, natomiast kolory niebieski i zielony to flegmatyk i melancholik 🙂

          • Buba Bajdocja

            Teraz wszystko jasne! Nie tylko co oznacza żółty, ale jak się ma do innych kolorów 🙂
            No to brawa dla żółtej Miniaturowej! 🙂

  • Kulinarna Strona Mocy

    Jak to powiedział Lao Tsy „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. A potem trzeba iść. I iść. Mimo, że wiatr, że deszcz, że nie ma siły, motywacji. Jesteś wielka:)

  • Twoje rady są bardzo celne, jasne i konkretne. Praca nad pewnością siebie to zdecydowanie nie jest prosta sprawa. Ja nazwałabym to walką, taką codzienną i żmudną. Czasem mam dość zmuszania się do działań, które wywołują u mnie (często bardzo irracjonalny przecież) lęk, ale determinacja w tym przypadku się opłaca i powoli daje upragnione efekty. Dlatego ćwiczę, trenuję, szlifuję i już nawet komentuję u Miniaturowej 😉

  • Eh, część brzmi jakbym czytała o sobie. Niestety tylko część, ponieważ moja pewność siebie jest jedną wielką sinusoidą. Ot taki feler.

  • Dokładnie, grunt to coś robić, a nie tylko narzekać! 🙂

  • Magdalena None

    Podoba mi się twój tekst, ponieważ zakłada jednak pracę nad sobą, a nie tylko wmówienie sobie, że jest się innym, niż się myśli. Pewnych rzeczy się nie zmieni, ok. Ale trudno być pewnym siebie, jak się faktycznie niewiele sobą reprezentuje. Moja pewność siebie przyszła wraz z ogarnięciem życia.

  • <3 Mogłabym się podpisać pod tym tekstem!

  • Anielkowe

    Ja z kolei mam tak , że godzinę jestem pewna siebie . Powtarzam – uda mi sie ,zrobię to. A po godzinie już nie jestem taka pewna. Niby olewam zdanie innych, ale są momenty, w których strasznie się przejmuję. Myślę co ludzie powiedzą itp.
    Jeśli chodzi o załatwianie różnych sprqw- też często mam obawy. Mam 22 lata, 160 cm wzrostu i wyglądam na 16 lat. Moja córka ma prawie pół roku. Mój facet jest przed 30. Obydwoje zarabiamy na siebie i żyjemy razem. A ja i tak mam wrażenie, że ludzie gdy widzą mnie z córką , myślą, że jestem taka młoda, nieodpowiedzialną pewnie itp. Ale pewnie sama się właśnie nakręcam. Przede wszystkimi trzeba wyleczyć swój umysł z kompleksów i braku pewności siebie. To bardzo trudne zadanie. Ja codziennie z tym walczę. I wezmę sobie Twoje słowa do serca. Masz wiele racji w tym co piszesz 😉