Studia to nie spa, nie licz na taryfę ulgową młoda mamo!

Jeżeli jesteś mamą i właśnie pierwszy raz w życiu wybierasz się na studia, musisz wiedzieć jedno. Choćbyś była rozczulająco słodka, a twoje historyjki o dziecku łzawe, niczym najsmutniejszy film romantyczny, nie licz na extra traktowanie. Nie każdy musi mieć wyższe wykształcenie. Albo ogarniesz jak reszta, albo odsieją cię zaraz po pierwszym semestrze. Studia to nie spa! Musisz być na to gotowa.

Na uczelni jesteś studentką – nie matką

Na uczelni szybko wyprowadzono mnie z błędu, że fakt posiadania dziecka rozczuli kogokolwiek. A wręcz przeciwnie, będą mnie cisnęli podwójnie, bym udowodniła, że dam sobie radę z każdym kaprysem wykładowcy, że jestem elastyczna i odpowiedzialna. Że ogarnę nieogarnialne i nie załamię się. Pokazałam im, że mam jaja. Studia to nie spa. Urodzenie dziecka nic tam nie znaczyło, tam byłam studentką, nie matką polką. Chcę być z Tobą szczera, kiedyś (klik) byłam głupią pipą. Zdarzyło mi się parę razy zrobić smutną minkę i coś zakwilić pod nosem, „bo dziecko…”.

Studia to nie spa

Mój syn miał 11 miesięcy, gdy zostawiłam go pod opieką zaufanej osoby i ruszyłam na podbój Politechniki. Zarówno ja, jak i moi rodzice nie wyobrażaliśmy sobie innego biegu wydarzeń. Studia wspominam dobrze, choć bywały dni, gdy wykładowcy zachowywali się, jakby uciekli z psychiatryka, a studenci byli (klik) równi i równiejsi. Zaliczyłam pełen pakiet studenta na uczelni w małym mieście, gdzie cywilizacja i technika jeszcze nie dotarły. Dziękuję Politechniko za szkołę życia i prawdziwy survival! 

– Prawie uduszono mnie w napierającym tłumie, gdy walczyliśmy o zapisanie się na wybrane lektoraty z języka obcego. Wyszarpał mnie stamtąd kolega. Wszyscy moi znajomi mieli zapisy przez internet. 

– Staliśmy 6 godzin czekając na wpis do indeksu. W korytarzyku, który miał max 30 m kwadratowych zebrały się trzy kierunki po 80-150 osób, a przynajmniej próbowali.

– Pisałam tę samą pracę trzy razy, bo ciągle dostawałam 4.5, a pan doktor chciał żebym dostała 5.0. Gdy tłumaczyłam, że nie dam rady lepiej napisać, bo syn od tygodnia ma wysoką gorączkę i bierze antybiotyki i proszę, by wreszcie wpisał mi ocenę do indeksu, parsknął śmiechem i kazał pisać jeszcze raz.

– Pani profesor w połowie egzaminu kazała nam oddać kartkę osobie siedzącej obok i dokończyć pisać za siebie nawzajem egzamin i ocena była średnią z dwóch ocen. Nie zgadniecie kto siedział koło dziewczyny, która się nie nauczyła…

– Nasz wykład kończył się dajmy na to, o 12:00. Następne ćwiczenia były o 12:15…w budynku oddalonym o ponad 6 kilometrów, gdzie trzeba było dojeżdżać autobusem przez Centrum miasta. Nawet osoby zmotoryzowane spóźniały się na te zajęcia dobre 10-20 minut.

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, bo jeszcze 7 lat temu bycie studentem w moim mieście nie było takie kolorowe. Studia wspominam bardzo dobrze, chociaż czasem serio (klik) na studiach można było oszaleć. Nie wiem, jak wygląda to teraz. Nie zdziwiłabym się, gdyby było niewiele lepiej. Przecież studia to nie spa. Ale grunt, że dałam radę. I wiem, że Ty też dasz radę, młoda mamo.

Fajnie, że jesteś mamą, ale co z tego?

Totalny brak reakcji i niewzruszone twarze szybko wyleczyły mnie z fałszywego przeświadczenia, że ktokolwiek się nade mną ulituje, bo mogłam nie dać rady pod natłokiem obowiązków. Bo dziecko chore. Bo jego ojciec robił mi awantury o to, że poszłam na studia. Bo nie spałam całą noc. Bo do egzaminu uczyłam się przy szpitalnym stoliku obserwując, jak siódma z rzędu kroplówka jest wtłaczana w małe ciałko mojego syn. Nikogo to nie obchodzi. Sławetny pan doktor inż. powiedział mi, że 39 stopni u dwulatka to jeszcze nie taka duża gorączka. Ugryzłam się w język, by go nie zbluzgać. Studia to nie spa kochana, nikogo poza najbliższymi koleżankami nie interesują Twoje problemy w życiu prywatnym. Czasem może jedna z dzieciatych wykładowczyń zerknie na Ciebie wzrokiem pełnym zrozumienia, ale najczęściej na tym cała ta historia się kończy. Wiesz co jest najlepsze? Uważam, że Ci ludzie zrobili mi przysługę, że nie traktowali mnie lepiej od reszty! Odebrałam ważną lekcję, a także zmieniłam swoje nastawienie.

Zanotuj to sobie kochana!

Chcę byś miała żelazny tyłek, stalowe nerwy, a przede wszystkim kogoś kto będzie Cię wspierał i motywował w trudnych chwilach. Moja motywacja klękła na drugim roku studiów, byliśmy biedni, chciałam rzucić studia i iść do pracy. Wtedy do akcji wkroczył mój kumpel. Ochrzanił mnie, podniósł z ziemi, otrzepał z kurzu i dał solidnego kopa, bym się ogarnęła. I tak też zrobiłam. Pozbyłam się problemów z mojego życia, skończyłam studia, znalazłam pracę. Po paru latach stworzyłam jeden z ważniejszych tekstów, jakie powinien przeczytać każdy student w Polsce, o dość przewrotnym tytule (klik) To nie twoje studia są do dupy – to ty! Gorąco zachęcam do przeczytania go w skupieniu, byś zrozumiała, jaką szansę dał Ci los.

Napisałam ten artykuł, bo chcę byś była gotowa na każdą ewentualność. Najwyżej miło się zaskoczysz.


Udostępnij ten wpis dalej, by pomóc mi dotrzeć do innych studiujących mam. A Ty jak wspominasz swoje studia? Odpowiedzieć możesz poniżej w komentarzach lub na fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku. Nie zapomnij polubić mojej strony, by zawsze być na bieżąco 🙂 Dziękuję!

Skip to content