MacierzyństwoNiepełnosprawność okiem kobiety

Ja też chciałam być nosicielką – niepełnosprawne macierzyństwo

być nosicielką

Z nutą zazdrości zerkam na posty koleżanek dotyczących chustonoszenia, czy choćby zwykłych nosidełek. Ja też chciałam być nosicielką! I nawet się do tego przygotowałam! Dostałam nosideło „w myszkę miki” marki no name i zrozumiałam, że od tej pory moje mamusiowe życie będzie lepsze!

A tu dupa zbita…

Napompowana macierzyńskimi horrormonami bardziej niż supermarketowy kurczak na sterydach, byłam święcie przekonana, że do szczęścia brakuje mi tylko kleszcza na dupie, albo raczej niemowlaka na brzuchu… Chciałam być nosicielką! Chciałam dźwigać ten słodki ciężar macierzyństwa! Tą hubę kochaną, która będzie mi się ślinić w cycki, wierzgać nóżkami i wesoło gulgotać, zawsze blisko przy mamie. A tu dupa zbita. Miniaturowa to parodia kobiety. Nie nadaje się nawet do noszenia własnego dziecka 🙁 Buuuu… Całe życie byłam tą dziewczyną spod znaku „Co? Ja nie dam rady?! Potrzymaj mi colę!”. A tu nagle – nie da się! Choćbyś bardzo udawał, że Ciebie to nie dotyczy, Twoja niepełnosprawność zawsze się o Ciebie upomni. Zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Mogę sobie pisać, że niepełnosprawność mnie nie definiuje. Mogę zgrywać największego kozaka. Ale orzeczenie to alfons i już zawsze będę jego suką na posyłki, czy tego chcę, czy nie…

To bardzo boli

Moim zdaniem każda kobieta jest zaprogramowana do bycia matką. Jak któraś z nas nie chce mieć dzieci, to po prostu jest dobra w tłumieniu instynktu. I nie ma tu żadnego mojego hejtu, ani krytykowania. Jeżeli kobieta czuje, że nie chce mieć dziecka, to mieć go nie powinna, a już zwłaszcza nie po to, by uszczęśliwiać ludzi dookoła siebie. Szacun dla tych, które nie dają się zmusić do tego przez różne społeczne konwenanse.

Kiedyś wydawało mi się, że nie chce dziecka. Zrozumiałam, że to ściema, w której chciałam spędzić resztę życia. Mam niewiarygodnie silny instynkt. Gdy słyszę płacz dziecka, gdziekolwiek to jest: w sklepie, na mieście, pod przedszkolem – chcę biec i ratować. Nie liczy się dla mnie, czy to moje, czy cudze. Dziecko to dziecko – wszystkie dzieci nasze są. W życiu bym siebie nie podejrzewała o takie podejście. Na szczęście ludzie dojrzewają i mądrzeją.

Ale to boli. Chciałam być nosicielką. Od kiedy zobaczyłam, że są specjalne nosidełka i chusty do tego, by trzymać maleństwo zawsze blisko siebie, też tak chciałam! Wyobrażam sobie, jak będę ogarniała różne domowe sprawy, trzymając malucha na brzuchu. Bo tak mu będzie najlepiej i ja będę go miała zawsze pod okiem. 

Miało być tak pięknie, a wyszło…

Miałam być nosicielką… A już pierwsza próba połamała mnie na cacy. Delikatnie zainstalowałam młodego w nosidełku, które dostałam od rodziny. Zapięłam, poprawiłam, wyregulowałam. I trzy, dwa, jeden…ożesz… Choć z moim słodkim ciężarem prostowałam się powoli i delikatnie, cały czas podtrzymując dziecko, mój kręgosłup szybko wytłumaczył mi co sądzi na temat takich brewerii. Ałaaaa!!! Zdecydowanie, gdy jesteś niepełnosprawną, niskorosłą mamą, nie każda gadżeciarska kiełbasa jest dla Ciebie. Oj bolało! Ledwo byłam w stanie zajmować się maluchem. Oczywiście nikomu się nie skarżyłam, bo wciąż w mojej krwi było 200% stężenia matki w matce i odgryzałam głowę każdego, kto próbował dotknąć mojego maluszka 🙂 To było silniejsze ode mnie! Tydzień trwało zanim doszłam do siebie. Chodziłam powyginana jak Quasimodo. Po schodach domu wręcz spełzałam. Ale dawałam radę, kto jak nie ja? 

Komentarze nie pomagały

Komentarze dalszej rodziny nie pomagały w trudnej sytuacji. „Co z Ciebie za matka, czemu w ogóle nie bierzesz na ręce małego?”, „on chce na rączki, weźże go ponoś troszkę!”. Tłumaczenie wszystkim po kolei, że zdrowie mi nie pozwala nosić na rękach własnego dziecka jest niesamowicie dobijające. Mogłam przytulać, trzymać na kolanach, leżeć obok i przytulać, ale nigdy nie wolno mi było nosić, bo za każdym razem kończyło się poważnymi problemami ortopedycznymi. Od tych chwil minęło już dziewięć lat, a to nadal boli. Czy kiedyś się z tym uporam? Nie wiem, nadal czuję ukłucia zazdrości na widok zdjęć koleżanek noszących w chustach swoje maluszki. Cieszę się ich szczęściem, chcę dla nich jak najlepiej… lecz zamiast nich na zdjęciach czasem widzę siebie i mojego malucha, którego nigdy nosić nie mogłam.

Niepełnosprawne macierzyństwo jest równie piękne, co sprawne… lecz niestety czasami trochę bolesne. 


Pani Miniaturowa <— poznaj dużą historię małej kobiety – niepełnosprawnej, niskorosłej mamy o ciętym języczku i olbrzymim poczuciu humoru! 

(Visited 774 times, 1 visits today)