Sama tego chciałaś – Samotna mama w kolejce

Po rozwodzie wielu rodziców bierze również rozwód z obowiązkami związanymi z opieką i wychowaniem dziecka. Natomiast rodzic, który z dzieckiem zostaje, zawiera nowy, toksyczny związek z nadmiarem obowiązków i zmartwień, których nie ma już z kim dzielić. I musi być twardy. Zawsze i ponad wszystko. Nie uskarżać się, bo „przecież sama tego chciałaś”. A tak, chciałam. Lecz nie sądziłam, że nasze rozstanie to również rozstanie ojca z wszystkimi problemami, również tymi poważnymi, dotyczącymi dziecka. Bo małe problemy to ja zjadam na śniadanie. Ale niektóre troszkę mnie dobijają.

Naiwniaro – sama tego chciałaś

Głupiutka byłam. Zapomniałam przeczytać instrukcję dla dorosłych. Przecież tam jest wyraźnie napisane, że bycie weekendowym rodzicem to mało obowiązków, a dużo przyjemności. Zabieranie dziecka kiedy wygodnie, raz na miesiąc, czasem dwa. Bycie tym fajniejszym, lepszym rodzicem, z którym jest tylko zabawa i atrakcje. A ty samotna mamo? „Sama tego chciałaś”. Co-parenting? Słyszałam kiedyś legendy o współdzieleniu rodzicielstwa. Doświadczam sporadycznie, albo wcale. I dla świata już nigdy więcej nie mam prawa narzekać. Rozstanie to luksus zarezerwowany dla ludzi z twardymi tyłkami. Ludzie jak mantrę powtarzają „sama tego chciałaś”. „Chciałaś to masz, czego się spodziewałaś”. Nie wiem, może cudu?

Każdy ma jakiś limit wytrzymałości…

Jestem tą mamą, która „samotność” wybrała. Dla dobra dziecka i siebie. Zaciskałam zęby, gdy pytał „kiedy przyjedzie tata?”. Chciałam tego i decyzji nigdy nie żałowałam. Zwykle daję sobie radę bez mrugnięcia okiem. Biorę problemy na klatę i ogarniam wszystko jak najlepiej potrafię. Samodzielnie. We własnym zakresie. Ale najgorsza jest dla mnie samotność pod gabinetami lekarskimi u specjalistów… gdy nagle jacyś obcy ludzie mówią ci, że Twoje dotychczas zdrowe dziecko jednak nie jest takie zdrowe. Że coś się dzieje, ale oni w sumie sami nie wiedzą co. I zostawiają cię samą z Twoimi myślami i Twoim strachem. To najgorsze uczucie, gdy musisz być twarda i nie uronić ani jednej łzy, trzymając tą małą, ufającą ci rączkę, podczas gdy pozostałe rodzinki w poczekalni patrzą na ciebie z politowaniem „o, smarkula z dzieckiem”. „Znowu przyszła sama”.

Kiedyś jeszcze prosiłam:
– Będzie ważne zebranie, proszą oboje rodziców, dasz radę przyjechać?
– Mamy wizytę w poradni, pojedziesz z nami?
– Mały ma badania, jak spanikuje boję się, że nie dam rady sama. Możesz jechać z nami?
– Idziemy do neurologa, myślę, że też powinieneś iść. Będziesz?
Później przestałam, bo odpowiedź znałam na pamięć. „Nie, ja pracuję”. Fajnie, a ja nie? Ja nie muszę być w pracy? Nie czekają na mnie? „Sama tego chciałaś”. No tak…

Zapomniałam. Nie poddam się. Dam radę, bo kto jak nie ja? I Ty moja droga też dasz radę, wierzę w Ciebie!


Poznaj Panią Miniaturową – najmniejszą autorkę polskiej blogosfery