MacierzyństwoNiepełnosprawność okiem kobiety

Karmiłam piersią – jestem niepełnosprawna, nie skażona!

Pewnego dnia dotarło do mnie, że świat musi wiedzieć jak się miewają moje pierścienice. Wszak o seksie niepełnosprawnych już pisałam. Później dość mocno ugryzłam temat ciąży z perspektywy osoby niskorosłej. Dlatego naturalnym wydawałoby się wspomnieć, jak wygląda opieka nad maluszkiem, gdy jest się wzrostu przeciętnej 8 latki. Wiele osób bardzo interesowało i interesuje się, czy karmiłam piersią. A owszem, karmiłam piersią i to na dodatek swoją, a nie kurzą 🙂

 

Karmiłam piersią – jestem niepełnosprawna, a nie skażona!

– Karmisz?
– Nie, Omen jest zasilany na baterie słoneczno-księżycowe (dlaczego nazywam syna Omenem, przeczytasz tutaj)
– Oj weź. Piersią, czy karmisz?
– Tak.
– Myślałam, że tobie nie wolno?
– Czemu?
– A bo jesteś niepełnosprawna i tak sobie pomyślałam…
– 🙂 eh

Jestem niepełnosprawna, nie skażona. Karmiłam piersią, ponieważ miałam to niebywałe szczęście i po prostu mogłam. Nie sprawiało mi to dyskomfortu, mały od początku umiał ssać i według lekarek, przy moim niemałym zdziwieniu, najadał się. Pamiętam moje lęki młodziutkiej mamy, której wydawało się, że dziecko jest wiecznie głodne 🙂 Na szczęście przyrost wagi maluszka skutecznie leczył mnie z tych lęków. 

Gdzie karmiłam piersią?

Moim zdaniem należy karmić dziecko piersią zawsze, gdy ono tego zapragnie, przy jednoczesnym poszanowaniu innych ludzi! Aczkolwiek niektórzy ludzie troszkę przesadzają z reakcjami na widok karmiącej mamy, jak gdyby ta odrobina mleka z piersi wytwarzała im pianę z pyska. Nie wyobrażam sobie ostentacyjnie ściągać bluzeczkę i stanik, tak, żeby wszyscy dookoła mogli podziwiać szczegóły mojej mizernej anatomii. Skromne odwrócenie się, okrycie specjalnym szalem, pieluchą tetrową, czy inwestycja w super wygodne ciuchy do karmienia, umożliwiają robić to nie tylko wygodnie ale i dyskretnie.

Lecz mimo moich usilnych starań, żeby zarówno Omeniasty jak i ludzkość była zadowolona z mojego matkowania, zdarzyła mi się dwukrotnie bardzo nie fajna sytuacja! 

Budzę sensację, sorry

Nie oszukujmy się, widok niziutkiej osoby o dość młodej buzi wpędza ludzi w konsternację. Tak jesteśmy zaprogramowani, że z automatu oceniamy wiek takiej osoby na o wiele niższy! I tak oto karmiłam piersią w centrum, na ławeczce ukrytej w krzakach, a jakiś pan postanowił stanąć naprzeciwko i gapić się jak karmię. Byłam okryta (jak zawsze), ale i tak zachowanie typa doprowadzało mnie do szału! Wow widowisko, małpki w cyrku, bo jakaś smarkula siedzi na ławce i karmi. Mógł się tego bardziej domyślić niż zobaczyć, no ale wiadomo, stać i się gapić można, bo co mu zrobię jak jestem unieruchomiona? Mogłam co najwyżej oczami pokazywać mu co o nim sądzę… Gdy wreszcie zaczęłam do niego burczeć, czy nie ma ciekawszych rzeczy do roboty niż stać i się gapić, to się otrzepał jak mokry pies i przystąpił do kontrataku – „no tak! karmienie w miejscu publicznym, co za świństwo, okropne!”. Jego oburzenie i zniesmaczenie nie było dość szczerze, bo wydawało mi się, że przez ostatnie 5 minut wyraźnie go to rajcowało, a tu hyc! Taka przemiana, jak mu się uwagę zwróciło. Grrr…

Popełniłam świętokradztwo!

OK przyznaję się…karmiłam piersią w katedrze. Co mi odbiło, żeby właśnie tam? A bo pod katedrą trwał właśnie festyn i byliśmy na nim całą rodziną. Nagle młody się obudził i chce jeść. Co robić? Gdzie się ukryć? Miejsc siedzących nigdzie nie ma, wszystko oblegane, tłumy ludzi… no to padło na katedrę, która o tej godzinie jest pusta. Podkreślam PUSTA. Za to na zewnątrz tysiące luda. No to wybrałam „mniejsze zło” i schowałam się w katedrze. Wybrałam tylne ławki, jak najbardziej na uboczu, tak, że w sumie dopóki ktoś by nie podszedł to by nawet nie wiedział, że trzymam dziecko w ramionach.

I znów jakiś facet…

Ba dum tsss…

Usiadł ławkę przede mną. Myślę sobie, OK przyszedł się pomodlić, udaję, że ja też 🙂 Ale złudne nadzieje! Chłop się odwrócił plecami do ołtarza i gapi mi się w chustę… No błagam! Animal Planet, przepraszam moja wina, bo odważyłam się wyjść z domu, a niedobre dziecko zechciało jeść. Shame on me! Wstaję…i drobnymi kroczkami posuwam się na drugą stronę katedry, wciąż z dzieckiem w ramionach. Co zrobił mój nowy „kumpel” obserwator? POSZEDŁ ZA MNĄ, USIADŁ ŁAWKĘ PRZEDE MNĄ I PONOWNIE ODWRÓCIŁ SIĘ TYŁKIEM DO OŁTARZA…no ej! Chłopie, czy Ty się przypadkiem nie przyszedłeś pomodlić? A jednak nie, pan sobie przyszedł popatrzeć na młode, świętokradcze cycki, które spełniają swoją powinność. Moja wina, moja bardzo wielka wina… Tfu!

Jak długo karmiłam piersią?

Nic mi nie przeszkadzało w karmieniu, nawet to, że jestem taka miniaturowa. Nie bolały mnie plecy, ani ramiona, tak jakoś udało mi się wszystko wyczuć, że karmienie było mega wygodne i nie powodowało żadnego dyskomfortu. Czemu przerwałam? Dzielnie przetrwałam wszystkie ugryzienia nowiutkimi ząbkami maluszka, ale w pewnym momencie, gdy zechciałam prowadzać nowe pokarmy, pierwsze obiadki… mały nie chciał jeść. A ja głupia poszłam do lekarki. A pani doktor na to – to proszę odstawić dziecko, już nie trzeba więcej. Tyle mu wystarczy. Karmiłam 10 miesięcy. O ja głupia, naiwna, MŁODZIUTKA posłuchałam się, bo to nie były czasy, gdy szukało się jakiegokolwiek wsparcia w internecie w tej kwestii. Teraz postąpiłabym inaczej, bo jestem już bardziej doświadczona. Na pewno nie przerywałabym karmienia z tak błahego powodu. Szukałabym pomocy, porad, pogadałabym z doświadczonymi kobietkami. Ale cóż… jakieś błędy młodości trzeba było zaliczyć prawda? 

A jaka była Twoja przygoda z karmieniem? A może wcale nie karmiłaś, bo nie mogłaś/nie chciałaś? Kiedyś byłam lakto-terrorystką, ale pewna moja bardzo mądra koleżanka wyleczyła mnie z tego 🙂

 

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa. Mama taka sama jak Ty – tylko miniaturowa.

(Visited 447 times, 1 visits today)