Niepełnosprawnych nie przyjmujemy – inne dzieci witamy

Zgrzytam zębami na gorące zapewnienia, osób nie związanych z tematem, twierdzące, że w Polsce nie ma problemu z dostępem dzieci niepełnosprawnych do szkół. Sama wiele lat temu zaliczyłam akcję z zawoalowanym „niepełnosprawnych nie przyjmujemy”.

niepełnosprawnych nie przyjmujemy mur

Da się, wszystko się da! 

Są szkoły, w których da się budować windy, czy remontować łazienki, aby były dostosowane dla osób z niepełnosprawnością.  Są placówki gdzie dba się o potrzeby dzieci niedowidzących, niedosłyszących, posiadających różnego rodzaju zaburzenia, czy schorzenia. Jak się chcę to się da. A jak się ma pieniądze i chęci, to już w ogóle wszystko się da. Ale nadal istnieją szkoły, w których rodzice napotykają na mur. „Niepełnosprawnych nie przyjmujemy” – to ściana zbudowana z tysiąca cegieł. Bierności. Ignorancji. Niewiedzy. Braku dobrej woli. Arogancji. Bezmyślności. Klapek na oczach. Braku zrozumienia. Niechęci. Ponieważ nie zawsze wszystko kręci się wokół niedofinansowania danej placówki. Moja historia jest tego świetnym dowodem. 

 

Niepełnosprawnych nie przyjmujemy

Dawno, dawno temu, bardzo nie chciałam iść do szkoły, do której byłam przypisana według rejonu. Miała paskudną opinię i po prostu bałam się, że szkolni prześladowcy mnie tam zgnębią. W pobliżu pracy mojego ojca była inna szkoła, o lepszej opinii, a na dodatek w całkiem ładnej okolicy. Wymogi dla dzieci spoza rejonu? Symboliczne. Wysoka liczba punktów na egzaminie i podanie napisane przez rodzica. Punkty to był pikuś, podanie też. Należało też napisać coś o dziecku, więc zgodnie z prawdą Mama w podaniu wspomniała, że jestem niepełnosprawna. 

To był błąd

Szkoła długo milczała, aż wreszcie po ponagleniu przez moją Mamę, dali znać, że nasze podanie zostało odrzucone. Po przeprowadzeniu mini śledztwa Mama dowiedziała się, że byłam w czołówce jeżeli chodzi o punkty, wśród dzieci, które również składały papiery, by dostać się do tej szkoły spoza rejonu. Zadręczała się o co mogło chodzić, więc zadzwoniła do szkoły podpytać, z jakiego powodu odrzucają ucznia piątkowego o wzorowym zachowaniu. I tak między słowami. Między wierszami. Niczym chwast w trawie… wyrosło „no bo pani dziecko jest niepełnosprawne, my niepełnosprawnych nie przyjmujemy”.

niepełnosprawnych nie przyjmujemy stop

I się zaczęło

Bez wdawania się w szczegóły (a było grubo, oj było!). Rodzicielka wzięła mnie w obronę niczym lwica. Nawciskała im, że nie poświęcili nawet 30 sekund, żeby zapytać, na czym polega moja niepełnosprawność. Nie zrobili nic, dosłownie nic. Nie podjęli żadnego wysiłku, a myśl ich nie omiotła żadna refleksja. Bezmyślnie odrzucili podanie, bo „niepełnosprawnych nie przyjmujemy”. Sugerując, że takich uczniów tam nie potrzebują.

Tak wygląda dyskryminacja niepełnosprawnych dzieci w szkołach. Gdy nikogo nie interesuje kim jesteś i co sobą reprezentujesz. Z góry skazują Cię na przegraną, mimo, że możesz być najlepszy w tym co robisz. Ale oni nie zamierzają marnować czasu, by dowiedzieć się jaka jest Twoja wartość. Bo dla nich jesteś tylko niepotrzebnym ciężarem.

 

Jestem Pani Miniaturowa, niepełnosprawna i niskorosła – poszłam do tej szkoły, bo bardzo mi na tym zależało. Przeprosili mnie i moją Mamę. Przez trzy lata byłam chodzącym wyrzutem sumienia, że nie chcieli mnie przyjąć tylko dlatego, że kiedyś byłam bardzo chora