drogie ciuchy

Drogie ciuchy nie obrażają ludzi

Pewna szkoła w Anglii borykała się z problemem polegającym na tym, że pomiędzy uczniami występowały pewne różnice. Mówiąc wprost, część nastolatków miała zamożnych rodziców. I tu leży piesek w futrze od Gucciego pogrzebany, bo pozostali uczniowie nie mieli. Lepiej sytuowani wyśmiewali się z reszty, że nie stać ich na markowe ubrania od topowych projektantów. Zaczęły się tworzyć grupki. Różnice między młodzieżą pogłębiały się, a konflikt narastał. Rykoszetem oberwali też rodzice, którzy byli zamęczani przez swoje dzieci prośbami o kupno drogich ubrań. I co zrobiła dyrekcja? Wprowadziła zakaz na drogie ciuchy. A dokładnie – została opublikowana lista marek, które są w szkole zakazane.

Drogie ciuchy, tanie rozwiązania

Kto prosił o wprowadzenie zakazu? Rodzice uczniów, którzy padli ofiarą dyskryminacji ze względu na zasobność portfela. Dzieci z gorzej sytuowanych rodzin czuły się odrzucone oraz padały ofiarą szykan ze strony bogatych. Doskonale rozumiem tych rodziców. Ja również nie chciałabym, aby ktokolwiek dokuczał mojemu dziecku. Ale nie rozumiem jednego. Dlaczego za krzywdy wyrządzone dzieciom obwiniamy… przedmioty? 

Mam mało popularne w Polsce przemyślenia na ten temat, ale… uważam, że to nie drogie ciuchy są problemem. Nie bronię niegrzecznych dzieciaków. Czy komukolwiek przez myśl by przeszło robić szlaban na drogie ciuchy w szkole, gdyby dzieci z bogatszych domów po prostu je nosiły i nie dokuczały komuś, kogo na takie ubrania nie stać?! Chcę być dobrze zrozumiana. Wybaczcie, ale kto był wredny dla kolegów i koleżanek? Ubrania, marki, topowi projektanci, czy inni nastolatkowie? No właśnie! 

Prawdziwe źródło problemu

Mogłabym się teraz rozsiąść wygodnie w fotelu i machać paluchem – ach te cholerne dzieciaki z bogatych domów! Ale nie, chwila, chwila. Przecież ja jestem mamą! Jestem rodzicem! Gdyby moje dziecko coś narozrabiało, było nie w porządku wobec innych ludzi, dokuczałoby komuś z powodu jego sytuacji materialnej, to czyja byłaby to wina? Nadmiaru pieniędzy? Rodziców, których nie stać na luksusy? No nie sądzę! Za wychowanie naszych dzieci odpowiadamy my – rodzice. Dla niektórych prawda bolesna. Rzadkie rozmowy na różne tematy, albo całkowite zrzucenie odpowiedzialności za wychowanie swoich dzieci na szkołę – to może być winowajca.

Dyrekcja tej szkoły radzi sobie po swojemu. Nie oceniam. Nie krytykuję. Zwracam jedynie uwagę, że to my – rodzice, kształtujemy charakter naszych dzieci. Mamy decydujący wpływ na to, jak będą postrzegały innych. To od nas uczą się szacunku dla drugiego człowieka, współczucia i empatii. A czego nauczy ich ten zakaz?

Szlaban na drogie ciuchy kontra nastolatki

Moim zdaniem zakaz może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dlaczego? Bo dzieci z bogatych domów mogą mieć przez to wrogie nastawienie do innych dzieci. To właśnie w nich będą widzieć przyczynę „krzywdy”, jaka im została wyrządzona. Krzywdy pod postacią zakazu noszenia ulubionych ciuchów. Brzmi absurdalnie? A pamiętasz, jak rodzice dali ci karę za spuszczenie lania młodszemu rodzeństwu i byłeś święcie przekonany, że winny jest brat lub siostra, ale na pewno nie Ty?

Druga sprawa. Jeżeli za szlabanem na drogie ciuchy, nie pójdzie szereg pogadanek na temat szacunku wobec innych ludzi, to czy przyniesie on jakieś efekty? Czy jak zakaz zostanie zniesiony, a uczniowie z zamożnych rodzin znów zaczną chodzić w markowych ubraniach, nie będą już dokuczali innym? Część może samoistnie zmądrzeje. Reszcie trzeba będzie pomóc.

Kolejna rzecz. Dzieci w szpitalu zabierały mi wózek (tak, przez kilka lat byłam dziewczyną na wózku) i kule ortopedyczne i udawały, że też nie mogą chodzić. Czułam się upokorzona i było mi przykro. Nie było mi ani trochę lepiej z tego powodu, bo byłam świadoma, że to tylko taka przebieranka, że oni udają. Zresztą świadomość, że jestem otoczona dziećmi, które nie mogą chodzić pewnie też nie poprawiłaby mi humoru. A zatem, czy udawanie przed dziećmi ze zwykłych domów, że bogaci ludzie nie istnieją, jest ok? Pewne różnice zawsze będą widoczne, czy tego chcemy czy nie. Powinniśmy pomóc naszym dzieciom nauczyć się, jak radzić sobie z zazdrością, poczuciem niesprawiedliwości, czy niskiej samooceny. A przede wszystkim wytłumaczyć im, że to nie stan naszego konta decyduje o tym, czy jesteśmy wartościowymi ludźmi.  Dziecko pewne siebie i przekonane o swojej wartości, nie czuje potrzeby imponowania komuś metką na ubraniu. Pamiętajmy też, że zdrowa zazdrość przybiera też pozytywne, motywujące tony, o czym pisałam już tutaj

Nie jestem specem od wszystkiego

Nie jestem psychologiem, socjologiem, ani pedagogiem. Zakładam, że w tym tekście mogę się mylić, albo nie rozumiem pewnych głębszych problemów i procesów nimi rządzących. W skrócie – wiem, że nic nie wiem. Ale swoje zdanie mam. Takie proste. Intuicyjne. Bo sama jestem mamą. I gdyby moje dziecko kiedykolwiek wytknęłoby palcem kogoś biednego, to uznałabym to za swoją porażkę. Ponieważ to mi trafiła się ta grudka gliny, z której miałam ulepić wartościowego człowieka. Jeżeli nadal są rodzice, którzy tego nie rozumieją i czekają, aż ktoś ich wyręczy – szkoda.

Pozdrawiam,
Wasza Miniaturowa

PS: Dokuczano Ci kiedyś z powodu Twojej sytuacji materialnej? Skomentuj tutaj lub na fanpage Pani Miniaturowa.