blogi niepełnosprawnych

Blogi niepełnosprawnych – lans na kalekę, czy szlachetna misja?

W głowach się przewraca, nie dość, że to to ma czelność wychodzić na ulicę i udawać, że może żyć, jak normalny człowiek, to na dodatek odbiera pracę/czytelników/miejsce w internecie/ (niepotrzebne skreślić) innym blogerom. Wstyd i hańba. A tak serio mam nadzieję, że czasy, gdy to „Nosacze Życia” decydowali, co jest jedyną prawdą na temat osób z niepełnosprawnością, powoli zaczynają mijać. Jeśli nie olbrzymim przejawem naszej złośliwości, że śmiemy być tacy jak inni, to czym tak właściwie są blogi niepełnosprawnych?

 Niepełnosprawność to nie jest jakiś większy plan.. ona po prostu jest

Pamiętasz mój tekst -> Chcesz być modny? Zostań niepełnosprawnym! – jeżeli nie, koniecznie nadrób zaległości! I tak po nitce do kłębka. Jakiś mondzioł ubzdurał sobie, że blogi niepełnosprawnych istnieją tylko po to, żeby się lansić, bo teraz „bycie kaleką” (nienawidzę tego słowa!) jest modne. Tak samo jest z ofiarami przemocy, które w różny sposób dają upust swoim emocjom lub dają świadectwo tego, co je spotkało, by dać siłę i wsparcie ludziom z podobnymi problemami. O nich też kretyni mówili, że to lans na ofiarę. Gdzie się człowiek nie obróci to mu zaraz ktoś powie, że obraca się tylko dla lansu…

Blogi niepełnosprawnych – a na co to komu?

Wielu ludzi zupełnie niepotrzebnie rozkminia, dlaczego blogi niepełnosprawnych istnieją. Jak gdybyśmy byli internautami innej kategorii, którzy zjawiają się w necie tylko po to, żeby się nad sobą poużalać. A jednak… w sieci jesteśmy w miarę podobni do siebie, bez różnicy, czy sprawni/nie-sprawni. Co więcej – wszyscy mamy prawo tu być i robić co nam się podoba. W granicach prawa rzecz jasna. 

Który blog jest lepszy, ważniejszy? Ten, który ma więcej czytelników i jest popularniejszy, czy ten, który w realny sposób pomaga innym ludziom, a także jego autorowi? Odpowiedź powinna brzmieć żaden.

Pomaganie przez narzekanie

Każdy bloger pisze w jakimś celu, które niekoniecznie muszą się pokrywać z celami innych ludzi. Gdy kilka lat temu zaczynałam pisać na poważnie, wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale prowadziłam typową blogową autoterapię. Wyrzucałam z siebie złe emocje, opisywałam wszystkie przykre doświadczenia, często zahaczając o kontrowersje. Bo ludzie nie lubią czytać o rzeczach złych, smutnych i przerażających. Tłumaczyłam im, że niestety, ale życie niektórych ludzi tak właśnie wygląda i będę pisała na ten temat tak długo, jak zechcę. Na szczęście udało mi się oczyścić, przeżyłam blogowe katharsis, dzięki czemu ‚Parzydełko – życie parzy’, mogło swobodnie przeistoczyć się w Panią Miniaturową.  Gdyby nie poprzedni blog, na którym mogłam obmyć duszę z całego tego świństwa, które się we mnie zbierało przez wiele lat, myślę, że nie byłabym w tym miejscu, co teraz.

Pisząc tamtego bloga pomagałam sama sobie, dlatego staram się zrozumieć osoby, które piszą teksty pełne bólu, zgorzknienia, czy na pozór zwykłego marudzenia. Prawie zawsze drugim dnem takiego zachowania jest nieprzyjemna przeszłość. To są ludzie, którzy stoją dopiero na początku swojej drogi do oczyszczenia. Chyba, że całkowicie zatracą się w swoim narzekaniu, wtedy nie ma już dla nich ratunku i zawsze będą nieprzyjemnymi marudami, których wszyscy będą mieli dość.

Czy to już jest misja?

Na konferencji podeszła do mnie kobieta, mocno przytuliła i powiedziała, że mój blog daje jej siły, ponieważ sama ma niepełnosprawne dzieci, wymiękłam. Odpadłam z zawodów momentalnie i spociły mi się oczy. W życiu nie usłyszałam czegoś podobnego. Ktoś, przed kim ja powinnam paść na kolana – kilkoro dzieci, w tym niepełnosprawne dzieciaczki, aktywna mama odnajdująca czas i siły na pracę i swoje pasje – wow, szacun! I ktoś komu chcesz bić brawo i gratulować…mówi Ci, że właśnie u Ciebie otrzymuje ciche wsparcie. Niesamowite uczucie. A przecież ja nic takiego nie zrobiłam. Po prostu piszę bloga.

Prawdopodobnie to o czym piszę, jak i do kogo, decyduje o tym, jak jestem odbierana. Bardzo często, gdy siedzę nad nowym tekstem, wyobrażam sobie, że rozmawiam ze sobą sprzed kilkunastu lat. Gdy byłam smutną, zakompleksioną dziewczynką, która wszystkich się wstydziła i totalnie brak jej było pewności siebie. To bardzo pomaga mi w doborze słów, które wtedy na pewno chciałabym usłyszeć, a teraz mają okazję czytać niepełnosprawne kobietki. 

Nie jestem Twoim superhero

Nie czuje się mentorem, ani tym bardziej kołczem. Jestem zwykłą mamą, która stara się pokazywać, że niepełnosprawność to tylko papier leżący w szufladzie. A żaden papier nie jest w stanie przeszkodzić nam zdobywać doświadczenie życiowe, kształcić się, podróżować, założyć rodzinę i iść do pracy. To wszystko siedzi w naszej głowie i staram się dawać dobry przykład i wzór do naśladowania dla tych, którzy są w stanie podążyć za moją wizją życia osoby z niepełnosprawnością. Bo to, że nie dla każdego jest dostępna, wiem niestety aż za dobrze. Jeszcze kilka miesięcy temu nie potrafiłam sama wyjść z łóżka.

Wiem jak to jest żyć z pewnymi ograniczeniami, choć nigdy nie byłam tak silnie doświadczona przez choroby, jak inni niepełnosprawni, których znam. Dlatego pisanie bloga dla osób niepełnosprawnych jest takie trudne. Cały czas mam świadomość tego, jak olbrzymie szczęście miałam, bo „prawie nic” mi nie jest. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się podchodzić do tego z pokorą.

Nie chciałabym, żeby nadal panował mit, że blogi niepełnosprawnych tworzone są, żeby lansić się na chorobach lub udawać kogoś lepszego niż się jest w rzeczywistości. Jedno jest pewne – opowiadam Wam swoją historię nie dla siebie, uznania, czy nagród. Piszę go dla Was, bo widzę wśród Was siebie sprzed kilkunastu lat. Widzę dziewczynę, której trzeba wskazać drogę i powiedzieć jej, że wcale nie ma takiego złego życia jak jej się wydaje. Chcę otworzyć przed nią drzwi całkiem normalnego życia, o którym zawsze marzyła. 

Wasza Miniaturowa, która ostatnio więcej bywa na fanpage niż na blogu.

A Ty? Piszesz bloga? Dlaczego?

(Wizyt 184 times, 6 wizyt dzisiaj)