Umiejętności – które z nich pozwolisz opanować dziecku?

Gdy cofam się myślami o dziesięć, piętnaście, czy dwadzieścia lat, widzę siebie. Dziecko, które nie posiadło praktycznie żadnych sensownych umiejętności radzenia sobie w życiu. Byłam córką maharadży, leniwą bułą, nieudolną fajtłapą, ubezwłasnowolnioną pensjonariuszką domu wariatów, księżniczką na ziarnku grochu.

Umiałam…nic?

Nic nigdy nie umiałam, nic nigdy nie mogłam, nic nigdy nie chciałam próbować, zwłaszcza na rozkaz. Wstydziłam się. Bałam. Co innego po kryjomu, gdy byłam sama w domu. Dopiero wtedy miałam odwagę nabywać we własnym zakresie pewne życiowe umiejętności, bo wiedziałam, że w razie niepowodzenia nikt nie będzie się ze mnie śmiał i mi dokuczał, że co to za wstyd, że taka duża dziewczyna, a tego nie umie. Gdy teraz koleżanki mówią mi, jakie umiejętności opanowały ich dzieci otwieram szeroko oczy ze zdumienia, „bo ja w ich wieku nie umiałam/nie mogłam/nie potrafiłam”. Zawsze „byłam chora” i ode mnie nic nie wymagano. Świetna wymówka. Miałam się dobrze uczyć i zdrowieć. Jeszcze lepsza wymówka! Dopiero niedawno do mnie dotarło, że skąd miałam wiedzieć/umieć/znać/potrafić, skoro nigdy nie miałam na to parcia z zewnątrz? Niepełnosprawność i co dalej? Wykopać dół w lesie, położyć się tam i gnić? Nie dla mnie takie życie!

Nie ma nic gorszego niż pozwalanie swojemu niepełnosprawnemu dziecku na „wegetację” pod opieką innych

Przez całe przedszkole mojego syna, ciągle rozbrzmiewało mi w głowie „teraz jeszcze nie”, „jest za szybko”, „nie musi tego jeszcze wiedzieć, ma czas”, „teraz są inne, ważniejsze umiejętności, które musi opanować”, „jest za wcześnie” i inne tego typu niedorzeczności. Na szczęście dla niego, zaczęłam baczniej przyglądać się temu, co i jak robią moje koleżanki. Czego uczą dzieci. Jakie umiejętności razem opanowali. Co ćwiczyli. I wtedy księżniczka bułkówna zorientowała się „o cholera, już późno!” i zbiegła ze schodów zamku dla rodziców Jeszcze Za Wcześnie, gubiąc oba kryształowe buciki i skręcając sobie kostkę. 

Nie pozwolę, by moje dziecko miało dwie lewe ręce…jak ja w jego wieku!

Nie pozwolę by tak samo jak ja bał się wszystkiego próbować. Nie pozwolę by tak samo jak ja wzruszał ramionami i miał pretensje do proszących o cokolwiek „ale przecież ja tego nie umiem!”. Nie pozwolę, by był skazany na wieczną pomoc innych, lub nie daj boże, żeby był utrapieniem dla przyszłej żony, która wróci z pracy i jeszcze będzie mu musiała sprzed nosa brudny talerz zabrać. O, co to, to nie! Nie pozwolę, by tak jak ja przeżył szok w wieku nastoletnim, że nagle ucięto wszechobecną pomoc rodziców i odtąd nagle wszystko każą mu robić samemu. Samodzielność tak, ale uczona od najmłodszych lat. Nie prezentowana nagle komuś, kto się nią nie potrafi posługiwać, bo całe życie chodził na smyczy. Nauka nowych umiejętności tak, ale na spokojnie, a nie na już-teraz-natychmiast, gdzie jeden błąd to awantura „jak możesz tego nie potrafić?!”. Pokazywanie na czym polega odpowiedzialność tak, lecz poczynając od zadań prostych, których niedopilnowanie nie spowoduje poważniejszych konsekwencji.

Jak?

Błyskawiczna może być tylko zupka chińska. Nasze lekcje życiowego pływania będą podzielone na mnóstwo etapów, włącznie z lekcją oswajania się z wodą. Nigdy nie urządzę synowi takiego stresu, jakim jest wyrzucenie go z łodzi na środku jeziora, bez koła ratunkowego, jak czułam się ja, nagle odcięta od wszechobecnej, odwiecznej pomocy, która zawsze mnie otaczała. Bo ja wolę wychowywać, a nie po paru latach, w przeciągu kilku tygodni zmieniać swoje podejście o 180 stopni i nagle tylko wymagać. Bez prawa do błędów i pomyłek. 

Umiejętności, których nauczę moje dziecko

Będę cierpliwie powtarzała „jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz”. Podpowiem, pokażę, przypomnę, wytłumaczę jeszcze raz, ale nigdy nie wyręczę. Nie skaleczę, tak jak mnie kaleczono. Nie odrąbię mu rąk. Nie wydłubie oczu. Nie wypiorę mózgu. Z nadopiekuńczości. Troskliwości. Z miłości.

Nadrobiłam stracony w dzieciństwie czas, opanowałam pewne umiejętności. Dziś uczę ich syna. A czego Ty planujesz nauczyć dziś swoje dziecko?

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa.


Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go proszę dalej.
Nie zapomnij odwiedzić mnie na Facebooku – szukaj fanpage
 Pani Miniaturowa