Sprzątasz po nim?

Sprzątasz po nim? A tu się puknij.


Słyszę rytmiczne walenie nogami w twardy-pro-elo-kręgosłupiczny-materac i dziecięce gdakanie. Miał spać od godziny. Wpadam do pokoju, ciemnego niczym cela i rzucam w przestrzeń:

-Proszę na-ten-tychmiast wypuścić zakładnika!

Chwila ciszy przedłuża się, jak w tanim horrorze klasy B. Już zerkam w szparę pod roletami, czy nie zbliża się ściana ognia pchnięta przez wybuch bomby termojądrowej. Nic jednak nie następuje. Nawet petardą w okno nikt nie rzucił. Brakuje jedynie brzęczenia muchy, próbującej zbiec z miejsca zdarzenia.

– Ale, ale tu nie ma kota! – Odważył się wyartykułować blond szkielecior, zawstydzony przyłapaniem na niespaniu o barbarzyńskiej godzinie dziewiątej, minut dziesięć.

– A co tu się dzieje? – Spytałam unosząc brwi wyżej, niż bym mogła tylko sięgnąć marzeniami, jako miniaturowa.
– Niiiiiiiii-ic – Odparło me nieskalane grzechem żadnym, niewiniątko, którego rogi i widły zostały na chwilę odwieszone do szafy.
– A co się nic dzieje na podłodze? – Spytałam ponownie naprowadzając myśli niewiniątka na pandemonium, dance macabre, czeluście, w których strach nogę postawić, w obawie, by nic nogi nie odgryzło przy samej dupie.
– . . .
– Psze pana, ja się tu pytam, co jest na podłodze? – Naprowadzam dalej, uaktywniając już palec wskazujący, mapę, kompas i GPS mówiący uwodzicielskim głosem Czesia z Włatcuf Móch.
– Nie wiem – Geniusz! Nawet ja się nigdy nie zdobyłam na taką wymijankę wobec rodziców. Może ma nadzieję, że przyznam mu rację i wyjdę? Po moim tłustym trupie!
– Wiesz co to jest? – Zapytałam chcąc wzbudzić ciekawość, godną małego odkrywcy, w młodym pokoleniu.
– Nie wiem – Młody idzie w zaparte!
– To ci powiem – Spod kołdry dobiegło mnie niecierpliwe sapnięcie, zdradzające zbliżającą się ulgę, że matka poględzi i sobie pójdzie. Oj nic z tych rzeczy…

To jest obraz nędzy i rozpaczy!

– Spójrz, tu leży nędza! – wskazałam odnóżem dolnym zwichrowaną nadmiernym życiem osobistym, przetartą skarpetę – A tu rozpacz! – skierowałam uwagę pierworodnego, w stronę bliżej nieokreślonych papierków i rozsypanych klocków.
– Pan mi tu ładnie posprząta! – Wypowiedziane tonem Miniaturowa nie-znosi-sprzeciwu, chyba, że ktoś zaprzecza, że to ona źle wygląda. Przez grzeczność nie zaprzeczę.
– Ale ja śpiący jestem, łaaaa (Teatralne ziewanie, Oscara ma jak w banku!) umieram ze zmęczeniaaaa…
– Nie możesz teraz umierać, brudne ciuchy nie zaniosły się do prania – Zademonstrowałam lepszą grę aktorską – niewzruszoność. 

Liczba rozdanych Oscarów 1:1. Mamy remis.

– Ok, za chwilę wrócę, jak potknę się o jakąś rzecz, albo zobaczę coś brudnego… – nie zdążyłam sformułować myśli.
– Już sprzątam! – Zerwał się na równe nogi, mój umierający ze zmęczenia młodzieniec i jednak posprzątał. Nie tylko wyniósł te nieszczęsne ciuchy, ale i papierki pozbierał, talerz do zmywarki zaniósł, kołdrę sobie poprawił.

Matko, masz podstawówczaka, sprzątasz po nim? Przestań! Im szybciej tym lepiej.
Żono, masz dorosłego mężczyznę, sprzątasz po nim? Przestań! Niech ogarnia przy sobie niezbędne minimum. 


Dziewczyno, nie obiecuję Ci, że Cię polubię, ale nie oddam Ci pod opiekę nieporadnej łajzy, która nie trafia w pralkę, której zmywarka odgryza palce, a kuchnia jawi się niczym czeluście piekieł. Dostaniesz ode mnie w prezencie mężczyznę. Ani waż się mu usługiwać. Bo Ci łapy przy samej d. utnę, za psucie tego, co będę budowała jeszcze kilka lat. Nie zmarnuj mojego wysiłku.

Pozdrawiam, Twoja przyszła teściowa Miniaturowa.

Skip to content