Niepełnosprawność i co dalej?

Nasz świat tak już jest poukładany, że niestety nie wszyscy mogą cieszyć się nieskazitelnym zdrowiem. Czasem niedomaga nam ono na tyle, że w grę wchodzi niepełnosprawność. Zostaje z nami na krócej, czasem na dłużej, nie raz już na zawsze.

Niepełnosprawność i jej postrzeganie

Doskonale zdaję sobie sprawę, że choroba chorobie, schorzenie schorzeniu i przypadłość przypadłości nierówna. Tak samo, jak różni są ludzie, różne są też ich reakcje na to, co ich spotyka. Inaczej zareaguje osoba posiadająca wielu przyjaciół, a inaczej samotna, optymista a pesymista, o silnym charakterze a słabsza psychicznie, krucha emocjonalnie. Mnóstwo osób traktuje niepełnosprawność, jak wyrok. Nie umniejszam problemów, z jakimi muszą borykać się inni ludzie, ale uważam, że niektórzy traktują swój stan niczym istny koniec świata. Przy czym mam głównie na myśli osoby z lekkimi przypadłościami i chorobami, z którymi życie nie jest aż tak wyjątkowo uciążliwe. Broń boże nie uważam niczyich chorób i dolegliwości za błahostkę. Po prostu z własnego doświadczenia wiem, że są schorzenia, zaburzenia, dolegliwości, czy choroby, z którymi można prowadzić w miarę normalne życie. Sama należę do takich osób i ten wpis jest apelem głównie do ludzi, których niepełnosprawność określono jako lekką. Co wcale nie oznacza, że Wam drodzy „umiarkowani” i „znaczni” daję jakąś taryfę ulgową, o nie! Was też proszę o „pełną mobilizację sił bojowych” 🙂

Niepełnosprawność – znam to się wypowiem

Chorowałam od dzieciństwa, jestem dziewczyną z wyrokiem i już do końca życia będę Panią Miniaturową. Lecz nigdy niepełnosprawność nie sterowała moim życiem bardziej niż jej na to pozwoliłam. Jestem niepełnosprawna i co dalej? Boli, bo boli, biodro się sypie sypało (endoproteza i show must go one), moja sprawność odeszła w siną dalej, w kręgosłup wszczepili mi implanty, bo byłam tam zawsze bardziej pogięta w plecach niż na umyśle 😉 Fizycznie nie jestem zdolna do wszystkiego, czego bym sobie życzyła, ale hej, grunt, że głowa cała! To właśnie daje mi satysfakcję, że choć różne choroby pozabierały mi możliwość aktywnego uczestniczenia w niektórych sferach życia, są jeszcze sprawy, w których mogę się wykazać i być dobra. Bo kto mi zabroni?!

Niepełnosprawność i co dalej?

Niepełnosprawność to taki twór, który lubi o sobie przypominać, ale wiesz co? Chciałabym Cię poprosić żebyś starał się o niej jak najczęściej zapominać, ok?Pomyśl tylko, niedomagasz z nogami, jeździsz na rehabilitację, po lekarzach, turnusach, ale jeśli ręce są ok, to czemu by nie znaleźć dla nich fajnego zajęcia? Albo na odwrót, ręce nie do końca spełniają swoją rolę, to czemu by nie skupić się na nogach? Bieganie? Rower? Cokolwiek!

Nie możemy skupiać całego swojego życia tylko i wyłącznie wokół zdrowia. Tak, nasz dzień często różni się od typowego dnia zwykłego Kowalskiego, ale czy to oznacza, że mamy z czegoś rezygnować? Nie!

Niepełnosprawność – pomysł Miniaturowej

Opowiem Ci o mojej „strategii na życie”. Może uznasz, że warto naśladować, a może nie. Nie zmuszam nikogo do niczego! Tylko opowiadam jak to wygląda u mnie. Decyzja należy do Ciebie.

Byłam wychowywana tak, że w sumie nie zwracałam uwagi na moje dolegliwości, choroby, schorzenia, czy jakkolwiek zechcesz to nazywać. Gdyby zsumować wszystkie pobyty w szpitalach i sanatoriach to chyba uzbierałoby się kilka lat. Godziny ćwiczeń, badań, dziabanie mnie igiełkami, prądami, rozciąganie, autotransfuzje, wreszcie operacja (jedna, druga, trzecia). I wiesz co? Nie miałam taryfy ulgowej w związku z tym. Choć byłam rozpieszczanym „chorym dzieckiem”, miałam dwie lewe ręce i nie potrafiłam sobie nawet głupiej herbaty zrobić, miałam ciśnienie na jedno – na naukę! Choroby fizyczne, upośledzające moją sprawność nie oznaczały jednocześnie, że moja sprawność umysłowa miała mieć urlop. O nie. Szkoła to była świętość. Miałam się zawsze bardzo dobrze uczyć, dobrze zdać maturę, a następnie iść na studia (a to nie było spa!) i ani mowy nie było, żebym próbowała kombinować i na te studia nie iść.

Równowaga!

Znajdź równowagę, miej zrobioną symboliczną herbatę i dobre wyniki w tym co robisz 🙂 W dorosłym życiu starałam się nie dawać po sobie poznać, że jestem osobą z niepełnosprawnością. Bo po co? Żeby mnie inaczej traktowali? O nie, ja chciałam być traktowana tak jak inni. Uczyłam się, starałam, uśmiechałam, szalałam. Bo to, że mam orzeczenie to nie znaczy, że mam przestać się starać. Żadnych taryf ulgowych! Nie lubię pobłażania osobom niepełnosprawnym, zwłaszcza tym leniwym i roszczeniowym, które nawet grzecznie poprosić o nic nie potrafią, tylko wszystkiego żądają jak rozkapryszone książęta. O nie, takich niepełnosprawnych nie lubię! To, że np. mam problemy fizyczne, nie znaczy, że mam się obijać umysłowo! Zawsze starałam się być sumienną, dobrą studentką. Owszem byłam pyskata, ale uważam to za dobrą cechę. Lepsza żywa osoba, z którą można podyskutować na każdy temat, niż glon bez własnego zdania.
Smutne jest życie „na odpier*ol”. Wybaczcie słownictwo, ale ja po prostu nie lubię, gdy ktoś marnuje możliwości, jakimi dysponuje. Gdy drzemie w nim potencjał, ale on go zakopuje coraz głębiej. Prawie każdy z nas może znaleźć w sobie mocne strony, które należy pielęgnować. Co więcej, uważam, że spora część niepełnosprawnych może prowadzić w miarę normalne (na tyle na ile pozwala zdrowie) życie i o tym orzeczeniu zwyczajnie zapominać. Biegaczką nie zostanę, ale mogę pisać, rozumiesz już w czym rzecz? To taki przykład. 

Masz na imię „niepełnosprawność”, czy może jednak inaczej?!

Znajdź proszę swoje mocne strony, lub coś co u Ciebie działa w miarę sprawnie. Bo czemu by tego nie wykorzystać? Bo masz orzeczenie? A kichał pies na niego, to tylko papier. Chyba nie pozwolisz, żeby kawałek dokumenciku decydował o tym, jaką rolę w życiu wybierzesz? Niepełnosprawność w żadnym wypadku mnie nie definiuje. Jestem pracowniczką, byłam studentką, jestem dziewczyną, jestem mamą, jestem koleżanką, jestem kobietą…gdzieś tam hen daleko „jestem niepełnosprawną”. I chciałabym bardzo żebyś Ty też starał się postrzegać swoje życie właśnie w ten sposób. Nie poprzez pryzmat niepełnosprawności. Bo to nie ona decyduje jakim jesteś człowiekiem, tylko dyktuje Ci pewne warunki, na jakich zasadach możesz funkcjonować. Niech decyzja lekarzy orzeczników nie staje się Twoim życiowym sterem. Nie pozwalam na to! Bierz życie w swoje ręce.

Bądź kowalem własnego losu, a orzeczenie…chrzanić to. Możesz bardzo dużo! Musisz tylko chcieć!

Chcesz?

 

Spodobał Ci się ten wpis? Udostępnij go proszę dalej lub wejdź na fanpage Pani Miniaturowa i polub mnie na Facebooku. Dziękuję.