Ona za mną posprząta

Wchodzisz do budynku urzędu, szpitala, banku. Kroczysz po czystych kafelkach, schludnym linoleum, lśniących marmurowych posadzkach. Za tobą idzie on – twój ślad. Dowody wyraźnie wskazujące na tego, kto zapomniał wytrzeć buty w wycieraczkę. Zresztą, po co? Urząd, szpital, bank, mają zatrudnioną sprzątaczkę. Ona za mną posprząta. To przecież jej praca.

Tak łatwo wyłączyć na chwilę empatię. Przecież się spieszę. Jestem spóźniony. Nie mam głowy do tego. Zostawię to tutaj. Nie wytrę. Nie podniosę. Nie wyrzucę. Ona to za mnie zrobi. Przecież to jej praca.

Tak to jej praca. Pani sprzątająca to ogarnie. Będzie pamiętać za ciebie. Ona tego nie zostawi. Nie zapomni wytrzeć. Nie zapomni podnieść. Wyrzuci za ciebie. Ale o ile lżejsza byłaby jej, i tak bardzo ciężka praca, gdybyś mimo wszystko zrobił, pamiętał. 

W szpitalach poznałam wiele takich pań. Jedna była lekko świrnięta i gadała do siebie, ale pracowała sprawnie. Druga była bardzo gadatliwa i chętnie nawiązywała rozmowę z pacjentami, lecz sala po jej wyjściu lśniła, trącąc lekko chemią. Znałam i trzecią, drobniutką, lecz energiczną, która znała swoje obowiązki i wykonywała je sumiennie i dokładnie. Lecz były też momenty, w których nawet Ona opadała z sił. Gdy z bezsilności opadały jej ręce, a do głowy przychodziły różne myśli: „Dlaczego oni mi to robią?”zadawała sobie to pytanie wielokrotnie. 

Myślisz sobie, że pewnie jesteś dziś jedyną osobą, która zapomniała ogarnąć dookoła siebie, usprawiedliwiając się przed samym sobą „ona to za mnie zrobi, przecież to jej praca”. Ale nie wiesz co musiała zrobić przed tym. Zwłaszcza w pewnym szpitalu, gdzie takie sytuacje zdarzają się od czasu do czasu. Niby rzadko, lecz na tyle często, że przykro uczepiły się pamięci i już nie chcą jej opuścić.

To chyba tylko kobieta kobiecie potrafił zgotować tak ohydny numer, za zwykłą prośbę, pytanie zadanie w nieodpowiednim momencie, delikatne upomnienie, aby stosować się regulaminu szpitala, oddziału, na którym tak bardzo liczy się zdrowie tych najmniejszych, najmłodszych.

To nie są normalne sytuacje i człowiek, który się tak zachowuje, ma w sobie coś ze zwierzęcia, chociaż nie. Cofam to. Tylko człowiek potrafi zachowywać się tak perfidnie.

Zwierzę nie narobiłoby DO plastikowego taborecika służącego innym pacjentkom za siedzisko pod prysznicem, gdy z bólu po operacji nie są w stanie ustać na nogach. Ono skorzystałoby z toalety, która jest tuż obok. Ewentualnie, gdyby już coś takiego się przydarzyło, próbowałoby po sobie posprzątać.

Zwierzę nie wymazałoby całej toalety, muszli klozetowej wewnątrz, zewnątrz, a także deski i klapy! To z pewnością nie był „wypadek przy pracy”, to było celowe, wyjątkowo obleśne działanie. Zwierzę choć trochę by po sobie powycierało, gdyby zdarzyło się coś podobnego.

Zwierzę za drugim, trzecim, czwartym razem zrozumiałoby, że plastikowe butelki prosi się o zostawianie obok kosza na śmieci lub na korytarzu, w specjalnym koszu na plastiki. Nie w malutkim koszu na śmieci na sali.

Zwierzę nie wymazałoby swoją krwią i śluzami całego kaloryfera na sali. CAŁEGO! Zwierzę nie wpadłoby na tak paskudny numer.

Zwierzę nie przyklejałoby zużytych wkładek poporodowych do ścian, spodu łóżka, szafek, ani szyb okiennych. Zwierzę, by je wyrzuciło do kosza.

Zwierzę nie wrzucałoby brudnych, niezwiniętych pieluch do szafeczki, gdzie trzyma się szpitalne ubranka dla noworodków. Zwierzę wiedziałoby, że należy je wrzucić do kosza, który stoi metr dalej.

Zwierzę nie warczałoby do osoby, która jest dla niego uprzejma mimo wszystko. Zwierzę nie komentowałoby w chamski i złośliwy sposób cudzej pracy, a zwłaszcza przy tej osobie.

Tylko człowiek potrafi się tak perfidnie zachować. Kobieta. Rozumiem, że jest coś takiego jak szok poporodowy, huśtawka hormonów, jakieś głęboko skrywane urazy na psychice, ale moim zdaniem tak się nie powinna zachowywać osoba, która na oddziele próbowała uchodzić za wielką damę. Ponoć wykształcona, z tak zwanego „miasta”, w markowym szlafroczku, psiknięta dobrymi perfumami, która na oddział zajechała w perfekcyjnym makijażu i nienaganną fryzurą. Ładna z wierzchu, zgniła od środka.

Szkoda tylko, że żadne pieniądze świata, nie zapewnią jej choćby grama kultury osobistej. Bo kupiłabym jej ze dwa kilo…

 Polub fanpage Pani Miniaturowa na facebooku!