Tatuaże noszę, czy nie(z)noszę? Będziesz zaskoczony.

Tatuaże to fajny sposób na wyrażenie siebie, odkrycie swojej kreatywności, lub symboliczne pokazanie światu wartości, jakie wyznajemy. Czasem to tylko ładny obrazek na ciele, a czasem szpetna plama, której najchętniej byśmy się pozbyli. Jedne w swym znaczeniu oczywiste, inne nie, dlatego są świetnym pretekstem do zagajenia dłuższej rozmowy. Jesteś ciekaw, czy Miniaturowa nosi jakieś tatuaże? Będziesz zaskoczony, czytaj dalej.

 

Tatuaże noszę, czy nie(z)noszę?

Trąci banałem, gdy wspomnę o ludziach, którzy uważają, że tylko kryminaliści robią sobie tatuaże? Zawsze mnie bawili jako gatunek. Widziałam różnych osiedlowych kozaków z mniej lub bardziej zadziornymi tatuażami. Niektóre były naprawdę świetne i robiły wrażenie. Natomiast niektóre, cóż… ktoś tu chyba podjął bardzo złą decyzję. Są też prawdziwe arcydzieła, które ogląda się z przyjemnością i podziwem. Ale ja, gdy myślę tatuaż, widzę starszego pana w autobusie. Wsiadł powoli, wyraźnie zmęczony życiem. Złapał się poręczy, by nie upaść, gdy autobus ruszał. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Wiedziałam aż za dobrze, co oznaczają sine numery wytatuowane na jego ramieniu. Tak, są tatuaże, które robią piorunujące wrażenie. Piorunująco przykre.

Chciałabym kiedyś mieć swój tatuaż. Rodzice nie są zacofanymi ludźmi, ale z pewnością nie byliby zachwyceni żadną formą uszkadzania sobie ciała 🙂 Jaki mam pomysł na siebie? Gdy byłam małą dziewczynką podobały mi się tribale. Wybaczcie ten pustostan, miałam wtedy dziesięć lat! Później jako nastolatka chciałam mieć tatuaże z gotyckimi motywami, ale mi przeszło. Gdy zostałam mamą często myślałam o prostym symbolu. Malutkiej stópce wytatuowanej na łopatce i dacie urodzin mojego dziecka.

 

Zawsze jest jakieś ale…

Ale z szacunku dla własnego ciała postanowiłam nie narażać go więcej na ból. Tyle się już wycierpiało, a ja jestem wygodną hedonistką. Bolesne masaże, godziny ćwiczeń i rehabilitacji niechaj pozostają tylko wspomnieniem. Zostało mi kilka pamiątek, bym nigdy nie zapomniała, jak długą drogę musiałam przebyć, aby dojść do zdrowia. Zrosty na żyłach od licznych wkłuć, przez co wyglądam, jak była narkomanka. Blizna na lewym ramieniu po biopsji mięśnia, która wygląda jak tłusty robaczek z nóżkami. Te nóżki to ślady po zbyt grubych szwach, które mi założono. Miałam tylko dwanaście lat, a pan chirurg zamierzał chyba marliny łowić na tej żyłce. Blizna po cesarce, która sprawia, że obwisły brzuszek szczerzy się w uśmiechu, wskazując miejsce, którędy mój syn wyszedł na świat. I moja największa blizna, najbardziej rzucająca się w oczy. Biegnąca wzdłuż kręgosłupa, od pośladków po sam kark. Pamiątka po zabiegu wszczepiania implantów, jestem robocopem! Gdy delikatnie się pochylę z pewnością zobaczysz ją zza kołnierzyka mojej bluzki. To są moje tatuaże. Będą ze mną już na zawsze. Sam musisz sobie odpowiedzieć, czy uważam, że mnie szpecą.

 

Masz jakieś tatuaże?
Możesz pochwalić się nimi w komentarzu na fanpage -> Pani Miniaturowa.
Udostępnij dalej ten wpis jeśli Ci się spodobał. Będzie mi bardzo miło.

 

(Wizyt 1 234 times, 1 wizyt dzisiaj)