10 największych osiągnięć w życiu – a na co mi to?!

Posted on Posted in Lifestyle

Wchodzę w szkic „10 największych osiągnięć w życiu” i zastanawiam się po kiego wafla wpisałam taki temat. Jak zwykle nie pamiętam, co kryje się w środku i snuję podejrzenia, że prawdopodobnie będzie tam tona smętnego pierdolenia. A tu niespodzianka, dość depresyjna, muszę przyznać, szkic jest pusty. Nic, tylko tytuł… zero największych osiągnięć…? Wtopiszcze! Nic tylko się w Odrze utopić. Co ja teraz zrobię bez życiowych osiągnięć?

10 największych osiągnięć w życiu…i co dalej?

Co to właściwie może znaczyć? O co mi chodziło? Co mnie zainspirowało, gdy ponad dziewięć miesięcy temu postanowiłam machnąć pusty szkic z takim tytułem? Bzdury jakieś, co mi da spisanie tych osiągnięć? A co jeśli żadnych nie mam? A może mam, ale połowa moich rówieśników prychnęłaby, że gówno nie osiągnięcia, bo oni osiągnęli więcej, inaczej, lepiej, bo oni zawsze są cali „bardziej”, „mocniej”, „lepiej”. Znajdzie się też parę osób, co pozazdrości, bo swoich największych osiągnięć nie znają, nie pamiętają, nie doceniają tego co mają. A przecież też mogą być z tych co „zawsze więcej”. Bo tego nie wiedzą. A może w życiu liczy się coś więcej? Ciekawe co niby miałoby się znaleźć na tej mojej liście? Punkt pierwszy: Skończyłam najgorsze liceum w mieście 🙂 ale tam poznałam fajnych ludzi, przyjaciół. Punkt drugi: Wybrałam zły kierunek studiów, ale otworzył, zaryglowane dotąd dla mnie drzwi, na lepszy kierunek i dał mi możliwość odbycia interesujących praktyk. Punkt trzeci, choć jako prawdziwa kobieta powinnam go była przesunąć na miejsce pierwsze, wszak dla matki zawsze najważniejsze jest dziecko. Prawda, lecz ty razem przez przypadek będzie nieco dalej, wybaczcie ten mały społeczny odchył, nie jest on celowy: Urodziłam dziecko – Wyczyn. Z resztą, „prawdziwe” madki powiedziałyby, że to były „wydobyciny”* i nie powinnam sobie schlebiać. OK, nie schlebiam sobie.  Miliony kobiet przede mną rodziły i miliony po mnie rodzić będą dzieci. Ale to otworzyło mi oczy na mnóstwo spraw, które nigdy mnie nie interesowały, ani nie dotyczyły. Sprawiły, że z małej egoistki wyrosła dojrzała kobieta, która skoczyłaby w ogień za swoim dzieckiem. Fajnie, jak ktoś zna swoją wartość. Jak zbudzony w środku nocy umie powiedzieć o sobie coś pozytywnego, wymienić swoje zalety. Każdy z nas powinien mieć świadomość tego, że jest Kimś.

I tak sobie myślę, że to chyba nie jest wporzo tworzyć jakieś listy swoich osiągnięć, bo na co to komu? Co to o nas mówi? Czy jestem kimś lepszym od innych, gdy moja lista będzie dłuższa? Najważniejsze to chyba umieć i móc powiedzieć o sobie z czystym sumieniem – jestem dobrym człowiekiem, staram się nim być. A Ty, jak sądzisz?

Skomentuj tutaj lub na fanpage mojego bloga – Pani Miniaturowa jest na Facebooku. Polub mnie i zostań ze mną na dłużej 🙂


*– wydobyciny to określenie, którym osoby o niskim poczuciu własnej wartości (i prawdopodobnie niskim IQ) nazywają poród kobiety, która musiała mieć wykonany zabieg cesarskiego cięcia. Wszak lepiej umrzeć w trakcie porodu lub narazić dziecko na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu, niż rodzić inaczej niż „naturalnie”. Czytelnicy nie śpią – czuwają nad wartością merytoryczną tekstu! Alicja podpowiada, że wydobyciny mają być alternatywą dla słowa „urodziny” 🙂 Co ja bym bez Was zrobiła? Dziękuję, że ktoś mnie w ogóle czyta i jeszcze ma ochotę mi podpowiadać co poprawić 🙂

(Visited 200 times, 1 visits today)
  • Temat Zawsze żywy prawie jak Lenin :). Nie bronię tutaj matek rodzących naturalnie, ale nieco rozumiem. Jest to jakaś metoda dowartościowania się. Smutne to, że trzeba uciekać się do poniżania innych w celu dowartościowania siebie, takie sposoby są mi dalekie. Jeżeli ktoś się boi i ten strach go paraliżuje to chyba lepiej, żeby zamówił sobie zabieg – cesarkę i w ten sposób urodził. Poród to z reguły ogromny ból i naprawdę może paraliżować.
    Zauważyłam też, że kobiety lubią rozmawiać o przebiegu i nawet traumie porodu, ciągle wyrzucać to z siebie, przeżywać na nowo. Po jakimś czasie męczy to otoczenie, siostry, koleżanki, matki, sąsiadki etc.
    Ja jestem zdania, że szukam innych sfer życia w których szukam dowartościowania i na pewno to nie jest rodzenie, robienie najlepszej zupy etc.

  • Jesteśmy matkami wyklętymi, tymi z których dzieci się wydobywa 😀 A tak serio, serio – dobrze jest cieszyć się tym co zwykłe, może i małe,ale dla ciebie najważniejsze w galaktyce. Ja tak robię i cholernie mi z tym dobrze 🙂

  • Obniżanie wartości kobiet, które urodziły poprzez cesarskie cięcie świadczy nie tylko o braku kultury, ale też wykształcenia. Dzięki temu, że nie został naturalnie urodzony, Makduf mógł pokonać Makbeta i dobro zwyciężyło nad złem. Szekspir nie kłamie 🙂

  • Uważam, ze fajnie jest od czasu do czasu uświadomić sobie, co udało się „osiągnąć” w życiu. Zwłaszcza, kiedy ktoś potrzebuje utwierdzenia w przekonaniu, że nie jest zwykłą szarą myszką – kiedy ktoś skutecznie dołuje chwaląc się swoimi korpo-osiągnięciami i matki „siedzące” w domach określa mianem leniwych.
    Natomiast licytowanie się „jestem lepsza, bo…” moim zdaniem jest szczytem głupoty. Przepraszam za takie określenie, ale przyglądam się tym wszystkim wpisom typu „urodziłam, jestem lepsza”, „miałaś CC, nie możesz określać się mianem matki, nie wiesz co to ból”. Zastanawia mnie jak kobieta, drugiej kobiecie może tak powiedzieć. Zastanawia mnie, jak bardzo takie osoby mają nudne życie, że „bawią” się w takie rzeczy, albo jak bardzo są niedowartościowane, że potrzebują w ten sposób czerpać satysfakcję ze swoich „wyczynów”.
    Mam dwie córki, które urodziłam przez CC i chwała za to, że lekarze zdecydowali się na CC, bo dzięki temu mam dwie zdrowe córki.
    Straciłam także jedną ciążę i wiem czym jest ból porodowy. Do dziś pamiętam ten ból rozrywający każdy kawałek mojego ciała. Efekt tego porodu ma smutne zakończenie, a na sali porodowej zazwyczaj tym zakończeniem jest głośny płacz dziecka i łzy szczęścia.

    Córki karmiłam piersią i nie wyobrażam sobie, żebym mogła określać mamy karmiące MM jako matki gorszego sortu.
    Nie wyobrażam sobie tego! Ale może dlatego, że jestem dobrym człowiekiem, staram się takim być.

  • Angelika Stefanowska

    W ciągu całego swojego życia mamy własne osiągnięcia. Czasem duże, długo oczekiwane, a innym razem małe. Warto każde osiągnięcie doceniać.

  • Marta Korotko

    Nie wiem, czego wspaniałego jeszcze mnie przyszłość i inne „madki” nauczą, te „wydobyciny” to dla mnie istny hit 😀 A osiągnięcia to dla mnie sprawa indywidualna. Ktoś może mieć listę, krótką i być szczęśliwym, spełnionym, pełnym optymizmu człowiekiem. Podczas, gdy inny z listą o długości słynnego niekończącego się papieru toaletowego będzie wiecznie niezadowolonym z życia pesymistą. Grunt, to żyć w zgodzie ze sobą 🙂

  • Właściwie wydobyciny miały być substytutem urodzin, których nie mogły obchodzić dzieci z cesarskiego cięcia – wydobyte, nie urodzone 😀

    • och shit 😀 widzisz nie jestem w stanie pojąć poyebanego toku rozumowania tych kobiet na tyle, że takie byki wale w tekście 😀