Styl życia

Mieszkanie dla młodych po naszemu

mieszkanie dla młodych

W historii każdego związku przychodzi moment, gdy rozsądek, niczym feniks, wstaje, otrzepuje się z popiołów i bierze górę nad romantyzmem. Nagle powierzchnia mieszkalna wielkości psiej budy zaczyna uwierać, przeszkadzać. Robi się duszno. Podobno jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. W końcu nam przeszło, teraz pora na coś nowego, większego, lepszego. Tak powstał pomysł na mieszkanie dla młodych po naszemu. 

Piękny dom mom i ci go dom – tanio

Jasne, że tanio. 300 tysięcy złotych za ruderę do rozbiórki w mało prestiżowej okolicy.  Za sąsiadów slumsy i bezdomni. Coś lepszego? Jasne, tylko rzuć 450 – 600 tysięcy za dom z piecem kaflowym, studnią i rozklekotanymi drewnianymi oknami. Soł wintydż! Myślałam, że po serii wpadek z ogłoszeniami, na podstawie których napisałam artykuł Mieszkanie do wynajęcia – lokatorka do wzięcia, nie trafię na nic gorszego. Cóż… Szukaliśmy, grzebaliśmy, jeździliśmy, kombinowaliśmy. Mnie już powoli jasny trafiał, gdy czytałam ułańskie fantazje ludzi sprzedających baraki w cenie pałacu. Wesoło, oj wesoło. Bez ogrzewania, bez kanalizacji, ogród za dopłatą – komedia! I oto jest! Dom. Domek. Domeczek. 120 tysięcy. Wiedzieliśmy, że w tej cenie należy spodziewać się rudery do remontu, w dodatku brzydkiej jak noc listopadowa. Ile to ma metrów? 40 parę?! Dziękuję, do widzenia. Nawet mi się tego remontować nie chce. Szukamy dalej. I tak sobie szperaliśmy, niuchaliśmy, nawet dziuple w blokach zaczęliśmy przeglądać. Taka desperacja. My! Z dziada pradziada domkowicze. Z domów z historią, gdzie rodzili się i umierali nasi bliscy. (Moje dziecko widziało duchy!) Nawet wzięłam się za czytanie artykułów „mieszkanie dla młodych”… aż tu nagle, olśnienie. 

Mieszkanie dla młodych…

…nie musi być w bloku. Nie załapujemy się na żadne programy, a domy w naszej okolicy albo się sypią, albo są absurdalnie drogie (i też się sypią). Przeprowadzki na wieś nie przewidujemy, bo wydawać niemalże tysiaka miesięcznie na bilety i paliwo nas nie rajcuje. Sama opcja dojeżdżania do pracy 40-60 minut i dłużej mnie mierzi. Lubimy życie na peryferiach miasta, w otoczeniu pól, lasów i jeziorek. W bezpiecznej odległości od centrum, która nie jest ani za duża, ani za mała, taka w sam raz. Jestem „wieśniarą” z miasta. Mało kto na naszym miejscu chciałby zmieniać okolicę. Tutaj osiedlili się nasi pradziadkowie, urodzili dziadkowie, wychowali nasi rodzice. Tutaj mieszkaliśmy my. Od zawsze. Wszyscy uczyliśmy się w tej samej szkole: moja babcia, mama, starsza siostra, mój chłopak, ja i mój syn. Nasze rodzeństwo, kuzynostwo, przyjaciele i miłości. Krzak róży wykopiesz, przeniesiesz, zasadzisz w nowym miejscu. A człowieka?

Człowieka też łatwo przenieść, lecz nie jego korzenie

Postanowiliśmy zostać tu gdzie mieszkamy, a dużą przeprowadzkę zastąpić małymi przenosinami. Z piętra na parter, który przez wiele, wiele lat służył za piwnicę, spiżarnię i przechowalnię przydasi. Tylko jak tu zamieszkać w betonowym bunkrze bez kanalizacji, ogrzewania, wody, prądu…bez okna, drzwi… kilku ścian. Dość przerażająca perspektywa, ale po to ktoś stworzył markety budowlane, żeby sobie wszystko ogarnąć. Tak. Mój Bob Budowniczy robi wszystko sam. Od zera, od podstaw. Podziwiam i zazdroszczę. Chciałabym poczytać kilkanaście artykułów, sprawdzić opinię na temat produktów, obejrzeć kilka filmików na YouTube i potrafić zrobić coś dobrego, jak gdybym niczym innym nie zajmowała się przez całe życie. Jest naprawdę niesamowity! Człowiek wielu talentów 🙂 Każdego weekendu po troszku. I tak, powoli, powoli do celu.  

Chciałam Was ostrzec – pojawi się tutaj kilka wpisów na ten temat. Na szczęście nie będą drętwe jak ten, choć napisać coś zabawnego o meblach, czy akcesoriach agd to naprawdę trzeba mieć dar. Obiecuję zrobić co w mojej mocy, żebyście nie popadali jak muchy w trakcie czytania 🙂 

Trzymajcie za nas kciuki!


Pani Miniaturowa <– to jest magiczne klikadełko, które przeniesie Cię na mój fanpage na Facebooku. Dołącz do grona moich stałych czytelników i kliknij „lubię to”.