Ogłoszenia, które powalą cię na łopatki

Buszuję w internecie od przeszło piętnastu lat. Jest on jedną z największych skarbnic wiedzy, a jednocześnie największym siedliskiem głupoty. Już na samym początku, gdy byłam zaledwie 12letnią dziewczynką, napotykałam bardzo interesujących ludzi. Niektórych chyba nawet zbyt interesujących… Ludzi głupszych niż ustawa przewiduje, typowych trolli, frustratów, a także masę zboków. Oczywiście spore grono miłych, kulturalnych i inteligentnych ludzi także spotkałam. Za ludźmi idzie potrzeba. A potrzeba matką wynalazku. Każdy szuka tego, czego mu najbardziej brakuje, lecz niektóre ogłoszenia dosłownie powaliły mnie na łopatki. I to nie tylko ze śmiechu 😉 Jesteście ciekawi?

Najbardziej odjechane ogłoszenia jakie widziałam w internecie

1. Kupię używane majtki – są faceci (a nawet kobiety!), których kręci noszenie (?) cudzej, używanej bielizny. Razu pewnego, na popularnym komunikatorze mojego pokolenia, napisał do mnie chłopaczek, który spytał, czy mógłby kupić dla mnie białe koronkowe stringi. Mówię, że nie chcę, bo to dziwne żeby mi obcy facet takie rzeczy kupował. Okazało się, że chciał, abym chodziła w nich tydzień, a następnie mu je odesłała. Nieco zszokowała go wieść, że kobiety zmieniają bieliznę codziennie i nie wyobrażam sobie nosić cudzych majtów przez tyle czasu, a następnie je komuś wysyłać. Był zrozpaczony. Ja rozbawiona.

2. Kupię używane damskie kapcie – kolejny fetysz, widziałam ogłoszenia, gdzie panowie prosili o „dyskretną transakcję”. Pieniążki za zmechacone do granic możliwości papucie, najlepiej żeby jeszcze „mocno woniały”.  Panowie tworzący te ogłoszenia traktowali je arcypoważnie, a kobiety wykorzystywały to, aby w nietypowy sposób dorobić sobie do domowego budżetu. Intrygujące, no ale hej, są gusta i guściki. Moje kapcie zostały na moich nogach.

3. Pani, która zwyzywa, da plaskacza w twarz i kopnie w cojones – regularnie zagadywał do mnie i wszystkich moich koleżanek (w różnym wieku!!!) facet, który w grzeczny, kulturalny i możliwie nienachalny sposób prosił o tę „drobną przysługę”. Kobieta miała uderzyć go w twarz parę razy, zwyzywać od najgorszych i kopnąć w przyrodzenie. Delikwent oferował za to kwotę, które zadowoliłaby wybredną galeriankę 😉 Z oferty nigdy nie skorzystałam. Wiem, że jedna koleżanka umówiła się z nim „na klapsy”, lecz przed samym spotkaniem uciekła ze strachu. Moim zdaniem bardzo dobrze postąpiła!

4. Pani, która zdepcze w szpilkach – to chyba ten sam koleś od bicia i wyzywania, ale nie jestem pewna. Prosił, aby kobieta przez minutę chodziła po nim w szpilkach. Innym razem widziałam prośbę o kopanie ciężkimi lub spiczastymi butami. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie hardcore!

5. Sprzedam czajnik – kto nie widział tego prześmiesznego ogłoszenia na popularnym serwisie aukcyjnym, ten nie zna internetów 🙂 Ktoś sprzedawał czajniczek. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że w czajniczku pokazanym na zdjęciu odbijała się postać pana fotografa…który był całkowicie nagusieńki i zwisał mu…ekhem dzióbek. Pierwsze wrażenie oszałamiające. Myślę, że nie tylko ja popłakałam się ze śmiechu widząc tę zabawną wpadkę (lub celową zagrywkę, by zwiększyć popularność aukcji). Tak czy siak gościu został geniuszem sprzedaży.

6. Ogłoszenia pseudohodowców – to już nie jest śmieszne, bo kupując jakiekolwiek zwierze „rasowe”, które nie ma rodowodu, to tak naprawdę nim nie jest, choć może przypominać „rasowca”. Najgorzej jest z psami i kotami z pseudohodowli, ponieważ ich właściciele nie podlegają absolutnie żadnej kontroli. Suki i kocice są eksploatowane niczym kopalnia węgla w Chinach, zmuszane są do rodzenia „do upadłego”, bez możliwości dojścia do siebie między jedną, a drugą ciążą. Umierają przedwcześnie, po dwóch, trzech, czterech latach życia. Są jak fabryki dawców organów, a ich właściciele czerpią zyski na cierpieniu tych zwierząt. Wycieńczone suczki, wymaltretowane kotki, to właśnie mamusie twojego „prawie” rasowego pimpusia, którego kupiłeś bez rodowodu.

Oczywiście nie każdy szczeniak, czy kocię bez rodowodu to owoc przestępczego procederu, jednak ryzyko jest. Tu nie chodzi o przekomarzanie się, które zwierze można nazywać rasowym, a które nie. Tu chodzi o fakt, że kupując zwierzę z prawdziwej, zarejestrowanej, legalnej hodowli masz pewność, że zwierzak jest pod stałą opieką weterynaryjną, jest zadbany, wolny od chorób i wad genetycznych. Chodzi o dobro zwierząt. Wiesz co to jest chów wsobny? To coś jak kazirodztwo u ludzi. W pseudohodowlach często zdarzają się takie sytuacje. Niosą one za sobą wiele negatywnych skutków.

Najlepiej brać zwierzątko ze schroniska, fundacji opiekujących się porzuconymi zwierzętami, a jak zależy Ci na konkretnej rasie, przed kupnem zorientuj się, czy właściciel Twojego przyszłego zwierzaczka ma zarejestrowaną hodowlę. Tylko tyle i aż tyle. Wiem, ta końcówka nie była ani trochę zabawna. Być może była niemiłym szokiem, niczym chluśnięcie lodowatą wodą z wiadra, ale musiałam to napisać.

Więcej grzechów nie pamiętam, ale może ty spotkałeś jakieś zakręcone ogłoszenia, które powalają swoją treścią na łopatki? Np. kretyńskie oferty pracy 🙂 Polacy są w nich prawdziwymi mistrzami! Pochwal się w komentarzu!


Spodobało Ci się u mnie? Polub fanpage Pani Miniaturowa na facebooku!