mam dość

Mam dość – czyli o dziecku, które zmieniło zdanie

Gdzie leży granica pomiędzy prawem do zmiany zdania, a ponoszeniem konsekwencji swoich wyborów? Czy Twoje dziecko ma prawo powiedzieć „mam dość”? A Ty? Pozwalasz sobie na to?

„Mam dość”

Kilka lat temu byłam świadkiem scenki w supermarkecie, mała dziewczynka bardzo chciała wejść na popularnego „bujaka”. Samochodzik kusił wszystkie dzieci kolorowymi światełkami i wesołą melodyjką. Po krótkich namowach rodzice zgodzili się wrzucić pieniążka do maszyny. Dziewczynka cała rozradowana usiadła za kierownicę i ochoczo „kierowała” pojazdem. Dziecko, jak to dziecko, zdążyło się znudzić, zanim maszyna przestała działać. Mała chciała z niej zejść, ale rodzice stanowczo się temu sprzeciwili. „Chciałaś to teraz siedź i nie marudź”. 

Nie oceniam!

Ta historia to tylko wstęp do mojego artykułu. Nie zamierzam oceniać tych rodziców. Mogli to zrobić, mogli też postąpić inaczej. Daleka jestem od wieszania na nich psów, a tym bardziej na dziecku, które czegoś bardzo chciało, a potem już nie. Normalna sprawa. Tysiące rodzin każdego dnia staje w obliczu podobnych sytuacji. W domu, na placu zabaw, na spacerze, w gościach. Wszędzie. Lecz ta scenka wciąż pojawiała mi się przed oczami, gdy widziałam dyskusje na temat wyciągania konsekwencji, świadomych wyborów i prawa do zmiany zdania. Czy i kiedy mamy prawo powiedzieć głośno „mam dość”?

Czy wymagamy od siebie tego samego, co od naszych dzieci?

Zastanów się, ile razy zmieniłeś zdanie? Pewnie wiele razy. Rzeczą ludzką jest się mylić, a co najważniejsze – uczyć się na bazie swoich obserwacji, przeżyć i doświadczeń. To właśnie za ich pomocą wyrabiamy swoje opinie. Czego nauczy się dziecko, któremu nie pozwalasz zmienić zdania, uparcie domagając się, by ponosiło konsekwencje swoich wyborów? Czy ono nie ma prawa powiedzieć „mam dość”, gdy już zrozumie, że to jednak był zły pomysł? Przecież odebrało już cenną lekcję od życia, więc po co brnąć w to dalej? Zmuszając je do tego, pokazujesz mu, że ktoś silniejszy od niego może zmuszać je do robienia czegoś, czego nie chce.
– Chciałeś żeby ci to kupić, to teraz się tym baw!
– Ale jak to nie chcesz już grać w piłkę? Sam chciałeś się tam zapisać! Nie możesz zrezygnować.
– Nie obchodzi mnie, że ci się znudziło.
Brzmi znajomo? To wyrzuty. Ciche podpowiedzi świdrujące w głowie dziecka, że ma skupić się na tym, czego oczekują od niego inni, a nie na swoich własnych odczuciach. 

Alfa i Omega

Niektórzy rodzice wymagają od swoich dzieci nieomylności. Wyborów „raz na zawsze”, bez możliwości odwrotu. Tak hoduje się jednostki, które boją się zmieniać zdanie, żeby nie zawieść swoich bliskich. Zastanówmy się nad tym problemem. Dziś uparcie każemy robić dziecku coś, na co nie ma ochoty. A być może jutro podświadomie wpłyniemy na kobietę, by tkwiła dalej w toksycznym związku, bo „sama tego chciałaś”.

Konsekwencja jest ważna, lecz warto starać się nie przekraczać pewnych granic. Pomagajmy dzieciom uczyć się na błędach. Podpowiadajmy, jakie wnioski mogą wyciągać na podstawie przeżywanych doświadczeń. Rozmawiajmy na temat skutków naszych wyborów. Pozwalajmy powiedzieć „mam dość”. Znajdźmy złoty środek, w którym żadna ze stron nie jest pokrzywdzona. 

 


Pani Miniaturowa – niepełnosprawna mama, która opowiada, jak widzi świat.

(Wizyt 179 times, 1 wizyt dzisiaj)