dziecko nie je

Dlaczego to dziecko nie je warzyw do jasnej cholery?!

Ludzie uwielbiają wszystko sobie tłumaczyć na sto tysięcy pokrętnych sposobów. Na wszystko znajdą jakieś uzasadnienie, choć niekoniecznie będzie ono szło w parze z logiką. Boli głowa? Ach, to zgubny wpływ Jowisza na śledzie atlantyckie, które rozproszone energią z kosmosu, zapomniały, jak się lata. Tak. Tak było. To potwierdzone info. Każdy rodzic przynajmniej raz w życiu wysłuchał podobnej opowieści, mającej wytłumaczyć, dlaczego jego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej. A jak się zachowuje? No oczywiście, że źle. Jeżeli jakimś cudem to nie jest Twoja wina, to jest to wina emitowanych przez medytujących mnichów, fal dźwiękowych, niosących się z chmurami wprost z Nepalu. Z dostawą do domu. Full service. A dlaczego Twoje dziecko nie je warzyw? Bo Ty też nie jesz warzyw? Bzzzz… wrong answer. Please go zjeść kanapka.

Dzieci są odbiciem rodziców

Nie oglądałam w życiu bardziej przerażającego mnie horroru, niż dorastanie mojego dziecka. Byłam naprawdę wredną, pyskatą nastolatką i na samą myśl, że moje dziecko (może) będzie takie samo, przechodzi mnie dreszcz. O tak, rodzicielstwo jest autobiografią z wątkiem katastroficznym. Hodujemy sobie małego ludzia na nasze podobieństwo. Poniekąd bawimy się w stwórcę pomagając kształtować od zera czyjś charakter, usposobienie, a nawet jego upodobania, w tym te kulinarne. A tymczasem wychodzi nam mały Frankenstein. Cudowna mieszanka wybuchowa wpływów kulturowo-społecznych, rodzinnych zwyczajów, środowiska, a także odbicie wielu naszych zachowań. Brrr… Dzieci są cudowne. 

Je bo lubi, nie je, bo nie lubi?

Nie jem pomidorów, cebuli, czosnku, szczypiorku, papryki, porów, wątróbki, mega tłustych skór, a czasami rezygnuję nawet z mięsa, gdy tylko wyczuję w nim jakiś dziwny posmak. Wiesz jacy ludzie są tolerancyjni? Gdy się o tym dowiadują to dostają piany. „Jak to?! Nie jesz?! Boże, jak można nie jeść pomidorków, cebulki, pipulki i srulki ojojojojojojoj” (tutaj półgodzinny lament ile to cudowności w życiu tracę). Nikt jakoś nie przyjmie tego do wiadomości, jako coś normalnego. Nie je – nie lubi. Koniec. Kropka. I niestety często gęsto tak samo jest z dziećmi. Całe moje dzieciństwo spędziłam na powtarzaniu „nie chcę, nie lubię”. Rodzice z pełnym zaangażowaniem próbowali mnie na siłę uszczęśliwiać produktami, których szczerze nie cierpiałam, jeszcze bardziej wzbudzając moją niechęć. 

Później było jeszcze weselej

Od kiedy urodziłam Omena (Klik –> blogerka oszalała, Omen dziecku na imię dała), każda okazja była dobra, by wypomnieć mi, że dziecko padnie na awitaminozę, anemię i inne a, bo daję mu zły przykład nie jedząc warzyw! Miniaturowa – Ty szatanie ty! I tak mnie straszono, karcono, tłumaczono, szantażowano, wymuszano i znów straszono. Powoływano się na moje matczyne sumienie (lol, co?), przywoływano siły wyższe, wszystko to na nic. Bo Miniaturowa pewnych warzyw nie je i już.

A dlaczego Twoje dziecko nie je warzyw? Z pełnią odpowiedzialności mogę Ci odpowiedzieć: BO NIE LUBI? Albo woli prostokąciki, a nie kwadraciki. Bolą go dziąsła lub ząbki? A może woli pokrojone w cząstki, albo w plasterki. A co jeśli to brzuszek? Albo nie ma czasu na jedzenie. A może gotowane lub na surowo? A może nie je, bo mu się źle kojarzy? 4 letni Omen po chorobie patrzeć nie mógł na marchewkę, bo ubzdurał sobie, że to ona temu winna. Dwa miesiące tłumaczyłam, że od marchewki nie ląduje się pod kroplówką w szpitalu, tylko dzięki paniom mamusiom, które przyprowadzają jego rzygających i srających kolegów do przedszkola. Obiecuję, że synowi wytłumaczyłam to bardziej dyplomatycznie.

Powodów jest tyle, ile dzieci na świecie.

To nie musi być Twoja wina. Nie jem pomidorów, cebuli, czosnku, szczypiorku, papryki, porów i mogłabym tak wymieniać jeszcze godzinę. Ale mojemu synowi od najmłodszych lat podtykałam różne warzywa i owoce, by oswajał się z czymś więcej niż kotletem za przytulankę, a pałką kurczaka za grzechotkę. Nie jem, ale kupuję. I daję dziecku. A młody to ciamka. A jak nie zje to trudno, nie cisnę na siłę, bo sama pamiętam, jak to jest być dzieckiem zmuszanym do jedzenia czegoś, co rośnie mu w buzi.

Uwielbia pomidory, od których mi zbiera się na mdłości. Skubie cebulę, chrupie paprykę, a ja co? Chwalę, sto lat temu biłam brawo, a teraz tylko podtykam kolejne porcje i uśmiecham się pod nosem. Bo nie mieli racji. Nie stworzyłam potwora na swoje podobieństwo. Dałam małemu człowiekowi wolność wyboru. I z niego korzysta.

Czy podejrzewasz, że dziecko nie je pewnych produktów przez naśladowanie Ciebie lub Twojego partnera?
Czego nie zjadłabyś za żadne skarby?


Pani Miniaturowa – Niepełnosprawna niskorosła kobietka o ciętym języku i mocnych tekstach. Nie zapomnij polubić mnie na Facebooku!

(Wizyt 648 times, 2 wizyt dzisiaj)