Wredna suka dojrzewa. Bądź miły.

Wszystkie urocze księżniczki mamusi i tatusia kiedyś dorastają. Niestety część z nich wyrasta na coś, co podpisuje się „wredna suka” i jeszcze jest z tego faktu dumna.

Nastolatki się buntują. Wymykają się z tajniaka na imprezy, chleją, próbują używek, robią sobie foty, których nie pokazałyby u cioci na imieninach… ku*wią się, wagarują. No generalnie sprawiają rodzicom masę problemów. Jest to normalny etap rozwoju młodego człowieka, któremu gdzieś w okolicach 12-14 lat, pieprzy się pod sufitem na tyle mocno, że jest święcie przekonany o swojej niebywałej mądrości i dojrzałości.

Pamiętam swoje wybryki (choć nie odstawiałam takiego pato, jak w przykładach powyżej). Rozumiem więc nastolatki. Jakoś to akceptuję. Nie ogarniam tylko jednej domeny nastolatek. Mody na bycie wredną. Albo przyzwolenia na to. Jakkolwiek to określimy – nie podoba mi się to!

Wredna suka dojrzewa. Bądź miły!

Żyje sobie na tym świecie, spora grupa dziewcząt, które myślą, że okres usprawiedliwia je ze wszystkiego. Są one święcie przekonane, że fakt krwawienia, bólu w podbrzuszu, skurczy, ewentualnie opuchniętych nóg, obolałych piersi i dyskomfortu związanego z menstruacją, daje im przyzwolenie na przegryzanie ludziom gardeł. A zwłaszcza swoim facetom.

Jak gdyby próbowały w ten sposób wykrzyczeć:

„Heeeeloł, tutaj dojrzewa wredna suka, bądź miły OK? Przecież JA-MAM-O-KRES! Mam prawo być wredną suką, bo wiesz. Krew. ból, skurcze, te sprawy. Ty tego nie zrozumiesz, bo jesteś TYLKO mężczyzną. Pyłem marnym. Tym idiotą, który się do mnie uśmiechnął w złym momencie, bo akurat teraz nie miałam ochoty patrzeć na twój krzywy ryj! Trochę zrozumienia głupi *noju, ja tu kur*a cierpię!”

Myślisz, że przesadzam? To skąd te wszystkie opowieści moich kolegów i znajomych narzekających na swoje dziewczyny?

Czasem myślę sobie, że naoglądały się jedna z drugą jakiegoś komercyjnego gówna i doszły do wniosku, że taki wzór zachowania jest ok. Są niczym…niczym złe czirliderki z amerykańskiego filmu, które prawie zabijają koleżankę z zazdrości, a wszyscy w szkole się ich boją. To jest chore.

Dziewczyny, nie doprowadzajcie swoich chłopaków do stanu, w którym zastanawiają się, czy by was nie rzucić. Te wszystkie płacze, histerie, traktowanie go jak śmiecia, wrzaski o byle co, rzucanie talerzami i wyzwiskami, by na koniec uśmiechnąć się i powiedzieć „sorry, mam okres” – nie tędy droga! Jeżeli myślicie, że to świetna wymówka to jesteście w błędzie.

Weźmy scenkę z życia wziętą. Kilka lat temu kolega opowiadał mi, że ma dość swojej dziewczyny. Potrafiła nie odzywać się przez dwa dni, nie odbierać jego telefonów, by później zadzwonić i wrzeszczeć do słuchawki, że on ją ma w dupie. Ogarniacie? Gdy przyjeżdżał do niej, potrafiła nagle wybuchnąć, wyrzucić go z domu, by za chwilę zmienić zdanie i dzwonić po niego, żeby jednak wrócił. On potulnie wracał, bo chciał być dobrym, wyrozumiałym chłopakiem. Ta zaś nie chciała go wpuścić z powrotem. Zawracał i szedł znów do domu. (no przecież nie chciała go wpuścić, nie?) A ona znów dzwoniła, że on ją ma w dupie skoro sobie idzie, że ma wrócić bo coś tam. Kolega coraz bardziej wkurwiony na dziewczynę, wracał. Wpuszczała go na chwilę do domu, by znów na niego nawrzeszczeć i znów wyrzucić za drzwi…paranoja.

Według mnie tylko niezrównoważona wariatka tak się zachowuje, bo okres, hormony, huśtawki nastrojów idzie jeszcze jakoś ogarnąć. Ale nigdy nie ogarnę laski, która bije swojego faceta, wyzywa go od najgorszych, robi awantury bez powodu, zachowuje się jak potwór w ludzkiej skórze, a następnie usprawiedliwia to okresem. Ty nie dojrzewasz – ty ewoluujesz. Rośnie w tobie wredna suka, a nie kobieta. Dlatego z łaski swojej nie zwalaj wszystkiego na miesiączkę.

Doskonale wiem, że to czasem boli. Kiedyś z bólu nie byłam w stanie zleźć z łóżka i dopełznąć do toalety. Leżałam cały dzień zwijając się z bólu. Wiem, że niektóre z dziewczyn mają bardzo obfite krwawienia, mocne wahania nastrojów, obrzmienia, skurcze i wiele innych przykrych dolegliwości. Rozumiem, że nie macie wtedy nastroju na nic. Macie prawo mieć zły humor. Macie prawo płakać. Nie mieć siły na nic. Ja też bywam marudna z tego powodu. Ale nie wyobrażam sobie wyżywać się na moim mężczyźnie za karę, że ja mam okres, a on nie! Gdy masz okres cierp, może nie w milczeniu, ale z godnością księżniczki. Nie zachowuj się jak rozwrzeszczana małpa rzucająca gównem. 

Jeżeli nie radzisz sobie z bólem, emocjami związanymi z huśtawką hormonalną, obfitym krwawieniem, poszukaj pomocy. Poszperaj za domowymi metodami radzenia sobie z twoimi dolegliwościami. Okłady, masaże, herbatki z ziół. A przede wszystkim, udaj się do ginekologa. Porozmawia z tobą, zbada cię i przepisze leki, które powinny poprawić sytuację. Niezbędna może być też wizyta u endokrynologa. To taki magik od hormonów, w których być może narozrabiała twoja tarczyca. Nie ma się czego bać, bo przecież chcesz, żeby wszystkie twoje problemy się skończyły, prawda? Nie każdy lekarz to konował. Serio prędzej, czy później trafisz na tego, który będzie umiał ci pomóc. A jeżeli dalej wychodzi z ciebie wredna suka, a byłaś już u ginekologa i endokrynologa, to może czas na psychiatrę…

Nie chcę się wymądrzać, jaki to ze mnie kozak, że moja miesiączka nie powoduje wybuchu III Wojny Światowej. Chcę ci tylko pomóc. Tobie i twojemu chłopakowi. Pomyśl, czy chciałabyś żeby on raz w miesiącu był dla ciebie taki wredny? Pozwoliłabyś sobie na takie traktowanie? Ogarnij się. Postaraj się być troszkę milsza w „te” dni. Zrób to dla niego, bo na to zasłużył. A jeżeli uważasz, że nie zasługuje na lepsze traktowanie, to proszę cię, rzuć go natychmiast. Nie męcz go dłużej swoją osobą. 

 


Spodobało Ci się u mnie na blogu? Polub fanpage Pani Miniaturowa, aby być na bieżąco z nowościami pojawiającymi się na stronie.