Zgubiłam pierścionek zaręczynowy

Posted on Posted in Osobiście

Historia mojego rozstania z Ojcem Dekady pełna jest burzliwych emocji, brzydkich słów i takichże kobiet, które nieszczególnie znały pojęcie moralności, dobrego prowadzenia się, czy choćby zwykłej przyzwoitości pod tytułem „to facet mojej koleżanki/sąsiadki, więc nie ruszam”. To smutna historia. W zamian tego opowiem Wam, jak zgubiłam pierścionek zaręczynowy i co to w efekcie oznaczało.

W czasach, gdy byłam piękna i młoda, po których zostało już tylko „i”, duma jak paw obnosiłam się moim pierścionkiem zaręczynowym. Bliscy z uporem maniaka ignorowali fakt, że jestem z Ojcem Dekady zaręczona (bo nie było oficjalnego sztywniak party), lecz to nie przeszkadzało mi nazywać go narzeczonym.

Po jakiś czasie niestety narzeczony mi się zepsuł. Nie wiem po ilu miesiącach wygasa gwarancja i trzeba oddawać narzeczonych do serwisu, żeby mu przyklepali maseczkę, ale ten model spaprał się nieco za szybko, bo już po dwóch latach. Zaczęło się barwne, patologiczne życie, które wcale nie ułatwiało mi studiowania w trybie dziennym, przy jednoczesnej opiece nad półtorarocznym dzieckiem. 

Pewnego dnia na uczelni, w myśl zasady „na palarni zawsze dzieją się najciekawsze rzeczy”, poszłam dotrzymywać koleżankom towarzystwa w czasie przerwy na papieroska. Palarnia to bardzo „sprawiedliwe” miejsce, gdzie wszelkie różnice społeczne, klasowe, płciowe znikają i kopci się fajeczkę ramię w ramię z panią profesor, kiepując do tej samej popielniczki. Jak równy z równym 😉 Ja tam też byłam, stałam, gadałam i raka płuc biernie wdychałam. Bawiąc się w zamyśleniu pierścionkiem zaręczynowym, kręcąc go w okół palca…wtem.

Zgubiłam pierścionek zaręczynowy!

– Fuuuuuck! Zgubiłam pierścionek! – wysapałam, nerwowo rozglądając się po ziemi.
– Może niedługo nie będzie Ci potrzebny – zażartowała koleżanka, mając na myśli moje problemy z Ojcem Dekady.

Była jedną z kilku koleżanek, które znały nasze przygody i otwarcie kibicowała naszemu rozstaniu. Z perspektywy czasu wiem, że miała rację. Nigdy nie miałam jej tego za złe. Miałam tylko żal do siebie, że tak późno spostrzegłam to, o czym moje przyjaciółki wiedziały już od dawna. Nie bójmy się tego słowa – w tym związku było chujowo. A nawet bardzo. 

Dosłownie kilka dni później musiałam powiedzieć dziecku, że tata już nie wróci. Zrobiłam to dla jego dobra, a dla swojego spokoju i szczęścia. Zwróciłam wolność komuś, kto bardzo się jej domagał. 

W rocznicę naszego rozstania znów stałam na uczelnianej palarni z tą samą koleżanką. Zobaczyłam wybrzuszenie w spódniczce. Włożyłam rękę do kieszonki i…znalazłam mój pierścionek zaręczynowy. Schowałam go z powrotem i już nigdy więcej nie ubrałam go na rękę. Myślę, że teraz przynosiłby mi już tylko pecha.

Wierzysz w przypadki?

Spodobała Ci się moja niezwykła historia? Polub mnie na facebooku –> Pani Miniaturowa

(Visited 2 035 times, 1 visits today)
  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    W zeszłym roku w ogrodzie, przy rozarium, zgubiłam kolczyk. Znalazł się po kilku miesiącach w oczku wodnym! Jakim cudem, tego nie wiem…

  • Pingback: Znalazłam pierścionek zaręczynowy - Pani Miniaturowa()

  • Pingback: Palisz papierosy? Nie?! Szkoda... - Pani Miniaturowa()

  • Jak to mówią nic nie dzieje się przypadkiem

  • Ja osobiście wierzę w przeznaczenie… być może nie schował się tam przez przypadek, a właśnie po to byś mogła szybciej zapomnieć o Ojcu Dekady! Ale myślę, że skoro go znalazłaś na nowo, to też nie tak po „nic”… a może właśnie czas go sprzedać? 😀 !

    Mam nadzieję, że teraz jesteś szczęśliwa 🙂 niezależnie od tego „pierścionka na palcu”!

    Ściskam,

    Panna Joanna

  • Cholera, mąż zgubił obrączkę 😛 A serio, to czasem potrzebny jest taki znak, żeby dotarło do nas coś, co wszyscy już wiedzą.

  • To popatrz, po roku nie doszły ojciec o pierścionek się nie upomni, po za tym myśli że go zgubiłaś, to możesz teraz pierścień ten zaręczynowy sprzedać, a kasę wydać na dziwki i alkohol 😀 no chyba że pierścionek był z odpustu 🙂 Żarty, żartami ale wygląda na to że dobrze że „zgubiłaś” ten pierścionek, taki przypadek wspomagający dobrą decyzje. Ja miałam inaczej, mój pierścionek zaręczynowy skradziono, ciekawe jak to wróży mojemu małżeństwu? Na razie bez komplikacji i oby tak zostało 😉

  • Ciężko stwierdzić czy są przypadki czy ich nie ma, ale moja historia zgubionego pierścionka jest podobna.
    Pierścionek był i TEN JEDYNY był. Zdarzyła się nam poważna kłótnia i tego dnia pierścionek zdjęłam. Zgubiłam gdzieś. Nigdy się nie znalazł. TEN JEDYNY poszedł a tango z koleżanką z pracy, zresztą zdradzał mnie od dłuższego czasu i to kłamiąc w żywe oczy. Ale przynajmniej klapki z oczu opadły. A potem jeszcze drugi raz, gdy TEN CIENIAS zaproponował mi stosunkowo wiadomy układ, w którym to zdradzałby tamtą wspomnianą już koleżankę.
    Nigdy więcej żadnego zaręczynowego pierścionka an palec nie włożyłam. Ale lubię pierścionki 🙂

  • Aleksandra Janowska

    nic nie dzieje się przypadkowo. Ja chyba też trafiłam nieprzypadkowo na Twój post 😉 Pozdrawiam!

  • Niby w przesądy nie wierzę, ale za to w efekt placebo już tak. Czasem taki bodziec może nas zmusić do działania. Nawet podświadomie 🙂

  • Nic nie dzieje się przypadkiem 🙂 Prawie miesiąc temu zerwałam zaręczyny. Zakończyłam związek, który sprawial, że czułam się nieszczęśliwa. Dziś minęło by 8 lat jak byli byśmy razem, a to akurat dziś trafiłam na Twój blog i na ten tekst. Przypadek? Być może :)) Ważne żeby myśleć o swoim szczęściu i podejmować w życiu słuszne decyzję. A czasem po prostu potrzebujemy bodźca czy znaku 🙂 Zniknięcie pierścionka chyba też takim było :))

  • Wszystko dzieje się „po coś” 🙂 Widocznie zgubienie pierścionka jeszcze bardziej uświadomiło Ci, że nie warto marnować sobie życia 😉

  • ja generalnie przesądna nie jestem, ale wierzę w zasadę, że nic nie dzieję się bez przyczyny 🙂

  • Nie wierzę w przypadki, ale w przeznaczenie – prędzej 🙂 Dobrze, że podjęłaś odważną decyzję 🙂

  • A tak z ciekawosci czy przez ten rom mialas ta spodnice na sobie? Bo faktycznie brzmi to niesamowicie

  • Wierzę w przypadki, ale ten pierścionek się zgubił tylko na chwilę, on się raczej zawieruszył:) Najważniejsze, że podjęłaś decyzję, bez względu na „powrót” pierścionka;)

    • Czy ja wiem, czy to była taka chwilka 🙂 Znalazł się dopiero po roku, w dodatku w rocznicę naszego rozstania. Dość niezwykła sprawa!

  • Nic nie dzieje się bez przyczyny 😉

  • Milicyja

    Ja wychodzę z założenia, że nic nie dzieje się przypadkowo i czasem los, nie płata nam figla, a właśnie zsyła taki „prezent”, który w danej chwili wydaje się złym omenem ;), a potem jesteśmy mu wdzięczni, że wszystko pobiegło takim torem. Też miałam sytuacje z takimi „zgubami”, różnego kalibru i czasem się cieszę, że przedmioty na chwilę magicznie znikały, bo dzięki temu, poznawałam nowych ludzi, musiałam się do czegoś przełamać, zmusić się do zrobienia czegoś lepiej niż pierwowzór albo zweryfikować to czy owo w swoim otoczeniu. Więc „złośliwość rzeczy martwych”, w takim akurat wymiarze jest zawsze na plus i czasem warto dać szansę intuicji i magii przedmiotów :>