Niezbędnik dziecka w dzikim terenie

Piszę ten post gniotąc dupkę na drewnianej ławce, którą własnoręcznie zbudował któryś z Panów rodziny. Z zachodu nadciągają ciemne chmury. Siorbiąc nosem, któregóż to przeziębienie sprawił mi chłodny przypływ cywilizacji, wprost z biurowej klimatyzacji, chliptając malinowy napój boginek, jednym okiem zerkając na Omena, który usilnie próbuje utopić się w stawie, a starania te rozpoczął od molestacji rzeczko-wodospadu, który zbudował Gajowy, dochodzę do wniosku, że od tej pory (czyli odkąd odkryłam, że wifirifi działa również w altanie), nasze życie będzie się kręcić głównie wokół terenów zielonych. A zwłaszcza w ciepłe miesiące, których w Polsce jest zawrotna ilość – bo aż całe dwa i pół! Naszych zielonych podbojów nie ograniczamy jedynie do przydomowego ogródka. Spotkać nas można też na spacerze nad rzeką lub jeziorem, w lesie lub na rybach. Niedoświadczona w temacie wyprowadzania dziecka na zieloną trawkę, postanowiłam skorzystać z doświadczenia Gajowego i jego Mamy i stworzyć specjalnie dla Was – z okazji zbliżającego się długiego weekendu – niezbędnik dziecka w dzikim terenie. Oczywiście to jest mocno mój niezbędnik, więc bez zbędnej spiny proszę.

Zdaję sobie sprawę, że większość Mamów i Tatów doskonale wie, co należy zabierać na spacery lub wycieczki z dzieckiem, ale mimo wszystko znajdzie się ktoś kto „nie ogarnął” swój niezbędnik i o czymś zapomniał. Widziałam dziecko, które pojechało na cały dzień na wycieczkę w góry, a jego „przezorna” mama zapomniała spakować mu jedzenie i picie. Szczęściem panie opiekunki szybko zorganizowały akcję „podziel się posiłkiem”, także dzieciak nie padł głodem na szlaku. Widziałam ludzi wnoszących po stromym podejściu (tylko dla zaawansowanych górołazów!) wózek z dzieciątkiem. Widziałam mamunię w szpilkach centymetrów 12 próbującą wleźć po śliskich kamieniach na szczyt. Widziałam dziewuszkę  płaczącą niemożebnie, bo rozbiła sobie paznokieć u stópki do krwi, bo rodzice choć dla siebie mieli pseudo-turystyczne obuwie, to o dziecku chyba zapomnieli i puścili małą w teren w sandałkach w motylki. Urocze były. Dopóki nie zbrukały się jej krwią. Widziałam cuconego chłopca, bo prawdopodobnie dostał udaru słonecznego. Ja naprawdę rzadko gdzieś jeździłam z rodzicami, a mimo wszystko zdążyłam zaobserwować tyle niefajnych sytuacji. To ile ich się musi dziać na co dzień?! Dlatego musicie mi wybaczyć ten kolejny banalny post o niczym, o tych oczywistych dla Was oczywistościach, które przecież wszyscy znacie. Bo zawsze gdzieś jest na świecie ktoś, kto tego nie wie.

Niezbędnik dziecka w dzikim terenie

Zanim zacznę wymieniać wszystkie punkty, które wydają mi się być istotnymi, wiedz, że za dziki teren nie uważam placu zabaw, centrum handlowego, ani nawet piaskownicy przed blokiem. Załóżmy, że wyjeżdżacie pod namioty, kemping lub na cały dzień „w jakieś chaszcze”.

Jedzenie i picie – jeśli nie posiadasz lodówki turystycznej, postaraj się spakować takie jedzenie i picie, które nie zepsuje się po kilku godzinach na słońcu. Najlepiej zaopatrzyć się w wodę, ewentualnie w…wodę. Soki owocowe lubią zmieniać się w wino, lecz tym razem nie macza w tym palców żadna boska istota, lecz wysoka temperatura. Szklane butelki z sokami podobno lubią wybuchać, ale nie umiem znaleźć w internetach żadnego sensownego przykładu, także ten… Po prostu spróbuj nie otruć rodziny w czasie wyprawy w nieznane. Aaa… jeżeli nie uśmiecha ci się mycie dzieci w kałuży lub strumyku, zorganizuj jedzenie, które nie brudzi aż tak bardzo. Dzieci będą zmuszone poszukać innych sposobów, żeby utytłać się jak hipcie.

Chusteczki nawilżane – są niczym MacGyver każdej damskiej torebki, uniwersalne i wszechstronne, jak dzieci w talent show. Słowa: niezbędnik i chusteczki nawilżane powinny być synonimami! 🙂  Zaraz za wodą z butelki i mydełkiem odkażaczem są najlepszym środkiem czyszczącym, do użytku w terenie. Poinformowanie dzieci o fakcie, że palce (i jedzenie) po wytarciu ich chusteczkami nawilżanymi będą miały paskudny smak, jest nieobowiązkowe 😉

Środki przeciw owadom – bez nich twój niezbędnik będzie niepełny! Las tylko czeka, żeby cię zeżreć, a twoje dzieci będą na przystawkę. Kleszcze, komary, muszki, komary, pająki, komary, meszki (cholernie gryzą!), komary, pszczoły, komary, osy, czy wspomniałam o komarach? Jeśli nie zadbasz o odpowiednią ochronę skutecznie uprzykrzą wam wyjazd na łono natury. Muszę cię rozczarować, tanie środki, maści, magiczne tabletki i spreje, są o kant stołu…równie dobrze możesz się obłożyć trawą cytrynową lub lawendą. Efekt będzie podobny. Warto spędzić chwilę na dokształceniu się w temacie. Gajowy kilka lat temu wynalazł jakieś cudo, które było używane przez armię, silne i skuteczne, tylko pamiętajcie! Nie każdym specyfikiem przeciwko komarom lub kleszczom można pryskać małe dzieci! Przeczytaj dokładnie informację na opakowaniu zanim użyjesz czegokolwiek na swojej lub dziecka skórze!

Uwaga anegdotka:
Razu pewnego znajomi znajomego znajomego od Gajowego, czy kogoś z rodziny, skarżyli się bardzo na komary. Nie dało się w spokoju łowić ryb, bo cięły niemiłosiernie (komary, nie ryby!). Psikali się jakimiś cudakami, lecz to niewiele pomagało. Wreszcie ktoś pożyczył im super hiper mega sprej, który działa nie tylko na komary, ale i parzy kawę, goli nogi i woskuje samochód! Wynalazek na miarę XXI wieku! Panowie ochoczo wzięli sprej, pojechali znów na ryby i spryskali się obficie magicznym specyfikiem. Jakie było ich zdziwienie, gdy z minuty na minutę komarów zamiast mniej, było coraz więcej! Zleciało się kilkanaście, kilkadziesiąt, by po chwili mogło roić się nad nimi parę setek komarów. Uciekali w popłochu, prawie łamiąc wędki i kurwiąc siarczyście na właściciela cudownego spreju, przez którego nieomal nie zostali pożarci żywcem przez komary. Następnego dnia, gdy pojechali „reklamować” cudowny specyfik, dowiedzieli się, że należało spryskać jakiś krzak oddalony o 20m, bo sprej działał na komary, owszem, ale zwabiał je w jedno miejsce, żeby dały spokój ludziom!
Mam nadzieję, że nie poprzekręcałam zbytnio tej historii, bo pamięć mam dobrą, ale krótką. Najwyżej po publikacji znów wybuchnie afera. 

Wracając do środków przeciw owadom: na rynku dostępne są szczepionki przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. Kleszcze nie zaczną was od tego unikać, lecz ryzyko zachorowania na tę paskudną chorobę zmaleje. Szczepionka oczywiście jest płatna. No i jest szczepionką…a nikt za nimi nie przepada.

Odpowiednie obuwie i okrycie – jeżeli twój wycieczkowy niezbędnik nie ma ciuchów na zmianę, to nie wiem, w jakim ty świecie żyjesz rozmarzona mamo, ale wiedz jedno – dzieci ufafrają jedyne buty i jedyną bluzę w najgorszym momencie. I to tak, że nie będą się nadawały do dalszego noszenia – true story. Dziki teren, dzika pogoda. Zawsze przydadzą się druga para butów i skarpetek oraz wodoodporna kurtka. Przed wyprawą warto sprawdzić pogodę dla danego regionu, najlepiej godzinową. Choć i to nie jest zbyt wiarygodne, lepiej więc przygotować się na wszystko, a jednocześnie odprawić jakieś czary, by nie być objuczoną jak wielbłąd. Wybieraj mądrze! PS: pamiętaj o czapce z daszkiem dla dziecka! Po kilku godzinach w pełnym słońcu nawet tobie ugotowałyby się szare komórki.

Zabawki – dzieci to wciąż tylko dzieci. Gdy już skończą robić zupę z muchomorów w kałuży, przestaną dziubać patykiem w mrowisku, głaskać martwą wiewiórkę znalezioną pod krzakiem i próbować smaku czarnych jagód, zaczną się nudzić. Lepiej mieć zabawki, które nie zgubią się tak łatwo i nie robią hałasu, bo zwierzęta i ptaki lubią swoje własne radosne kwilenie, a nie misiaczki-śpiewaczki. My wybraliśmy grę planszową na magnes, dzięki czemu pionki nawet gdyby chciały uciec z zasięgu brudnych rączek, to i tak nie mają żadnych szans. Są na nas skazane 🙂

Niezbędnik dziecka to także niezbędnik matki, także przyda się długa, rozwijana smycz ze stoperem, wielki krowi dzwonek na szyję, gwizdek, kamizelka odblaskowa, raca i megafon. Dzięki temu jest cień szansy, że żadne z dzieci się nie zgubi 🙂

To co, gotowa na wyprawę? O czym znów zapomniałam napisać?


Polub fanpage Pani Miniaturowa na Facebooku!

Skip to content