kolejce

W kolejce po kulturę – historia pewnego wkurzenia

W życiu każdej „nietypowo wyglądającej osoby” nadchodzi taki dzień, w którym znajduje się ona tam, gdzie ‚normalny’ człowiek chyba jej się nie spodziewał – w kolejce. Dlatego ten człowiek postanawia ją z niej wyrzucić. Takie sytuacje za każdym razem wywołują we mnie zdenerwowanie na zmianę z rozbawieniem. Nie umiem się do tego przyzwyczaić i wcale nie zamierzam! Nie jestem człowiekiem-glonem. Zawsze reaguję na głupotę i nie przechodzę do porządku dziennego nad tego rodzaju wydarzeniami. Miałabym się potem żalić przyjaciółce, że jakiś facet w kolejce zalazł mi za skórę, a ja mu nic nie odpowiedziałam? Czułabym się jak ofiara losu. Zawsze staram się walczyć o swoje racje. Bo mogę. Bo mam prawo!

Nie będę workiem treningowym!

Nie jestem z tych, którzy pozwolą sobie pluć w twarz i udają, że to deszcz pada. Zdaję sobie sprawę, że od początku należy wyznaczać ludziom granice, na co można sobie pozwolić, a co jest absolutnie zabronione. Obserwowałam w swoim życiu przypadki, gdy zbyt duża pobłażliwość wobec idiotów skutkowała zepchnięciem danej osoby do roli ofiary. Stawała się workiem treningowym dla chamów i buców, którzy nic sobą nie reprezentowali, lecz porywali tłumy w czasie spektakli „patrzcie jak teraz pocisnę temu Iksińskiemu!”. Już w wieku 12-stu lat, gdy zaczęły się pierwsze ataki słowne w stosunku do mojej osoby, postanowiłam sobie, że nigdy nie będę czyimś workiem treningowym!

Od czasu do czasu ktoś jednak się próbuje ze mną zmierzyć, zbyt powierzchownie mnie oceniając. Mała niepozorna kobietka w okularkach, czyż nie ma łatwiejszego celu do zaatakowania? Przecież prędzej się popłacze niż coś odpyskuje, nie będzie się bronić, w ciszy będzie znosić kolejne docinki i szyderstwa, będąc doskonałą pożywką dla chamskich śmieszków. Nic bardziej mylnego. W dżungli najbardziej śmiercionośnym zwierzątkiem jest maluteńka kolorowa żabka. Coś w tym musi być. Czasami jestem tą żabką. 

Brak mi cierpliwości do chamstwa w kolejce!

Jestem notorycznie wypychana z kolejek w sklepach, przychodniach i urzędach. To chyba kwestia mojego wyglądu, bo na pierwszy rzut oka wyglądam na młodszą. Chyba wiele osób myśli, że skoro ma do czynienia z dzieckiem to skoro oni są więksi i silniejsi to to dziecko można źle traktować. Bo przecież dziecko nie zaprotestuje. Nie poskarży się. Co najwyżej się popłacze. Jeżeli znajdzie się osoba, która pomyśli, że to wyłącznie moja wina, bo nie zadbałam o odpowiednio dorosły look, niechaj spłonie w piekle dla idiotów. Potępiam takie zachowania! Nie masz prawa wypychać z kolejek młodszych, starszych, czy chorych! Wpychanie się w sklepach przed dzieci nie może być społecznie akceptowalne! Sprzedawcy oraz pozostali ludzie czekający w kolejce, powinni reagować na takie sytuacje. 

Z życia wzięte
Scenka 1.

Stoję sobie grzecznie w kolejce do okienka na poczcie. Nie jestem zwolenniczką sapania komuś w plecy, ale też 3 metry od poprzedzającej mnie osoby nie stoję. Wchodzi sobie Lejdi do urzędu i jakby nigdy nic wciska się miedzy mnie, a kolesia, który stał przede mną. Na urzędzie cisza, nikt nie reaguje, bo to nie ich sprawa. A mi momentalnie ciśnienie skacze.
– Przepraszam, ale ja stoję w kolejce za tym panem.
– Tak? nie widziałam…
I stoi dalej jakby nigdy nic. Coraz bardziej czerwona na twarzy ledwo powstrzymuje chęć powiedzenia jej paru „ciepłych” słów.
– To, że ma pani problemy ze wzrokiem nie oznacza chyba, że nie zamierza teraz pani stanąć na końcu kolejki jak kulturalny człowiek? 
– Przecież ty możesz poczekać, masz mało rzeczy do zrobienia – (skąd ty to babo możesz wiedzieć?!)
– Proszę się nie ośmieszać tylko stanąć na końcu kolejki.
– Ale ty możesz mnie przepuścić.
– Pani wybaczy, nie mogę.

Coś tam jeszcze bulgotała, ale gdy facet przed nią został obsłużony, wyrosłam przed jej nosem. Głośno i wyraźnie zaczęłam rozmawiać z panią z okienka. Jestem uparta. Nie będę kogoś wpuszczała do kolejki przed sobą „bo tak”. Wystarczyło magiczne „przepraszam”, „proszę”, „dziękuję” zamiast bucowatego „mam ważniejsze sprawy od ciebie gówniaro”. Nie upieram się przy swoim, gdy ktoś grzecznie mnie przeprosi i spyta, czy może być obsłużony przede mną. Wtedy prawie zawsze się zgadzam. Ta pani nie raczyła nawet zapytać. Pomijam już fakt, że zwracała się do mnie jak do dziecka, ale do tego chyba muszę się przyzwyczaić… 

Scenka nr 2.

Tutaj wielki foch do sprzedawczyni, ponieważ nie zareagowała.
Podchodzę do kasy, podaję babeczce swoje rzeczy, wyciągam portfel, a wtem…Wbija do sklepu jakaś staruszka i strzeliła mnie ‚z biodra’ wypychając sprzed kasy. Noooosz ku….wszelkie szczyty zostały osiągnięte. Ja wielkie oczy i pytam:
– Co pani robi? Przecież właśnie byłam obsługiwana!
Odpowiedziała mi głucha cisza i cykanie świerszczy. Uśmiechnęła się tylko szeroko. 
Mówię drugi raz, głośno i wyraźnie, że ja teraz byłam obsługiwana, a moje rzeczy wciąż leżą na ladzie! (sklep pusty do cholery! Zapłaciłabym za swoją głupią bułkę i wyszła! Starsza pani nie czekałaby dłużej niż 30 sekund!
Znów cisza.
Sprzedawczyni bez słowa skasowała babę, tamta wyszła i pada tekst do mnie:
– Mogła ją pani przepuścić, a nie się aferować – LOL what?! Właśnie wypchnięto mnie FIZYCZNIE sprzed kasy poprzez strzelenie z dupska, prawie się przewróciłam, a ja mam zamknąć dziób i biernie się temu przyglądać? Śmierć frajerom. Są jakieś granice. Stoję tak samo w kolejce jak inni. W czym jestem gorsza?
Więcej tam nie wróciłam. 

Żyję chyba w innym świecie. Niby dlaczego miałam przerwać zakupy w połowie, gdy ktoś starszy wchodzi do sklepu? Zakupy na ladzie, heloł! Już wygrzebywałam monety z portfela…i mam się odsuwać, bo oto wszedł ktoś do sklepu? No nie ogarniam, po prostu! 

Scenka 3.

Kolejny raz ktoś wtrynił mi się do kolejki i głośno upomniałam się o swoje. Padło pytanie „miszcz”.
– A co ty tu robisz?
– A wie pan, postawili mnie tutaj w zastępstwie dla doniczki z kwiatkami, abym podnosiła walory estetyczne tegoż oto lokalu…
Kolesiowi szczena opadła, ale przeprosił i grzecznie stanął gdzie jego miejsce. Podziękowałam. Brawa dla pana.

Było więcej…ale dość już tego

Takich scenek mogłabym opisać tutaj kilkadziesiąt. Wszystkie wydarzyły się naprawdę i to co gorsza, gdy miałam 16-26 lat. Wtedy już słabo przypominałam dziewuszkę przed komunią. Pytanie brzmi: Dlaczego ludzie tak robią? Czemu potrafią z głupia frant zadać pytanie „a czemu Ty tu stoisz”? Tego chyba nigdy się nie dowiem. Ale wiem co robię upominając się o swoje. Nie pozwalam umieścić się w szufladzie ofiar losu. Trzeba umieć walczyć o swoje, nie ustępować chamstwo lub bezmyślności, lecz kulturalnie domagać się uszanowania swojej osoby.

Jestem człowiekiem takim jak każdy inny, mam swoje prawa i emocje, które odczuwam i nie pozwolę, aby pierwszy lepszy gbur mnie deptał.

– A co Ty tu robisz?!
– Dobre wrażenie, proszę pana.

Polub Pani Miniaturowa na Facebooku!