Dżentelmen, który mnie wkurwiał

Posted on Posted in Starsza Siostra Radzi

Dawno, dawno temu, gdy byłam uroczą małolatą, pozwoliłam sobie wmówić, że dżentelmen to każdy mężczyzna, który jest dobrze wykształcony. Najlepiej też, jeśli wywodził się z dobrego domu. Czym był ten mityczny twór „dobry dom”, tego do teraz się nie dowiedziałam. Tak czy siak, przez jakiś czas interesowałam się chłopakami chodzącymi do lepszych szkół niż ja. Matko, jak ja się wtedy zawiodłam! 

Słowem wstępu

Opisywane wydarzenia miały miejsce, gdy byłam w wieku około trzynastu, czternastu lat. Przed lekturą wpisu ostrzegam Cię drogi czytelniku, że bycie naiwną gąską jest wpisane w żywot nastolatki. Jak już się taka zakocha to nie ma zmiłuj. Wybaczy dużo. Bardzo dużo. Ślepo zapatrzona w swego wyśnionego amanta… Dopóki się nie zorientuje, że poznała palanta.

Dżentelmen wreszcie mój!

Mam go! Jest wreszcie mój! Zaprosił mnie na randkę, yay! Taki miły, elokwentny, inteligentny, dowcipny i czarujący. Cud chłopak, boski adonis, a na dodatek przystojny i nie nachalny. Miał 17 lat, rodzice nie czepialiby się różnicy wieku. Czego chcieć więcej? Czy było jakieś ale? Wszak przedstawiał się, jako miły i sympatyczny dżentelmen, tę cechę podkreślał na każdym kroku. Co mogło pójść nie tak? A jednak…

Zawsze coś nie tak

Mój dżentelmen był „omajgad taki miły”, „jeny, taki uśmiechnięty”, „wow taki szarmancki!”. Na spotkania przychodził z różami, otwierał drzwi, podsuwał krzesło…ale coś zgrzytało. I to nie było krzesełko w kawiarni. Oto parę przykładów, które zapamiętałam do dziś.

– Wiesz, powinnaś częściej z rozczochranymi włosami chodzić, bo ja tak lubię.
– Rozczochranymi? Przecież muszę się czesać.
– Ale ja tak lubię!
– A ja nie jestem psem…

* * *

– Umiesz gotować?
– Jeszcze nie.
– Dżentelmen ma prawo oczekiwać dobrego obiadu, bo mu się to należy od kobiety.
– Mhm. Ciekawe.

Miniaturowa kontra Dżentelmen – ostateczne starcie

– Gdy skończę najlepsze studia w Polsce, założę firmę i będę bogaty. Wtedy zacznę podróżować po świecie.
– Fajnie, też bym tak chciała.
– Kobiety powinny zajmować się dziećmi w domu. Nie są na tyle inteligentne, żeby zarabiać duże pieniądze i móc tak podróżować.
– No chyba sobie jaja robisz w tym momencie?
– Jest udowodnione, że kobiety mają mniejsze mózgi, więc są głupsze. Dlatego my – mężczyźni musimy się wami opiekować, bo bez nas nie dałybyście sobie rady…
– Wiesz co, miarka się przebrała. W nosie mam takiego dżentelmena, któremu się aż paszka pod elegancką koszulą poci, byleby tylko mi udowodnić, że jestem głupsza od niego! Nie jesteśmy cipami na nogach służącymi jedynie do rodzenia dzieci, chwalenia swoich facetów i usługiwania im!
– Elegancka kobieta nie przeklina!
– A dżentelmen nie jest chamem. Pa!

Tak oto zakończyła się ta dziwna znajomość, a ja wyciągnęłam z niej cenną naukę na przyszłość.

Pamiętaj dziewczyno, nie wszystko złoto co się świeci. Zwłaszcza, gdy wrzeszczy na lewo i prawo, że jest złotem… tfu! Dżentelmenem! Spotkałaś podobnego? Szanuj się, goń dziada!

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa!

(Visited 472 times, 1 visits today)
  • Pingback: Randka idealna - 6 grzechów głównych na randce - Pani Miniaturowa()

  • Każdy „dobry dom” ma trupa schowanego w szafie, a za każdym do perfekcji wymuskanym „dżentelmenem” …ba! co ja piszę?! Dżentelmeni nie istnieją, bo każdy „dobry dom” , ma trupa schowanego w szafie. 😉

  • Ja to w ogóle radziłabym uważać na ludzi, którzy na każdym kroku nazywają sami siebie „dżentelmenami” tudzież „damami”. Dla prawdziwego dżentelmena/damy bycie nim jest tak oczywiste, że nie musi tego na każdym kroku podkreślać. W przeciwnym razie, musi mieć kompleksy.

  • Uwielbiam Cię czytać i wiem, że za rzadko tu jestem. Cudowne to jest. Mam ośmiolatkę w domu i powiem Ci, że właśnie niedawno mówiłam jej, że „jeśli chłopiec ciągnie Cię za włosy, to nie dlatego, że mu się podobasz, ale dlatego, że jest źle wychowanym łobuzem”. Widzisz, trzy czy cztery lata temu powiedziałam jej coś innego, kiedy przyszła do mnie i powiedziała, że ją szturchał i ciągnął. Że to niby takie „końskie” zaloty są. W dupę… nie ma końskie, nie końskie. Rodzice się obruszają, że „to tylko jeszcze dzieci”. A ja pytam, kiedy to „tylko” trzeba zacząć tłumaczyć, na „już nie”? I jak nasze córki mają wiedzieć, czy ten to z miłości ciągnie, czy z chamstwa! Gonić dziada!! Ściskam

  • Jedna z moich nastoletnich miłości przebiegła podobnie. Ale oświecił mnie dopiero tekst „Wiesz, gdybyś się przefarbowała na blond, byłabyś nawet ładna”. Na szczęście nie zwariowałam na tyle, aby się przefarbować. Szczególnie, ze on blondynkę tez miał, o czym dowiedziałam się dużo później.

  • Wpis otwierający oczy! Ja tez do tej pory nie potrafię zdefiniować „dobrego domu”. A teoria z mniejszym mózgiem, jest niezła i chyba ma dość dużą sławę, bo tez ją słyszałam. nawet niektórzy moi uczniowie w nią wierzą… Niestety.

    • Ja się już nauczyłam, że „co chatka to zagadka” i nie ma dobrych domów, tylko dobrze ukrywający się ludzie i ich różnorodność charakterów 🙂

  • Idealny przykład do wyjaśnienia komuś, jak łączą się seksizm wrogi i dobrotliwy, gdyby to było potrzebne 🙂