matka

Matka frustratka made in Internet – O fali memów i grafik

Regularnie przeprowadzam czystki na moim prywatnym profilu i odlubiam wszystkie strony, które nie wykazują żadnej aktywności, lub ich tematyka przestała mi odpowiadać. Wśród nich uchowało się kilka blogów rodzicielskich, które piszą jeszcze na tyle ciekawie, że nie eksmitowałam ich w kosmos. Od czasu do czasu przez blogi parentingowe* przetacza się meksykańska fala memów kradzionych udostępnianych z neta lub grafik z listą nakazów, zakazów i obowiązków, z jakich powinna się wywiązywać każda matka. Leci to jakoś tak: „Tylko mamy wiedzą, że…”, „prawdziwa mama nigdy…”, „prawdziwe matki rozumieją…”, „wiesz, że jesteś matką jeżeli…”

A ja powiem tak.

Wmawiajcie dalej młodym kobietom, że PRAWDZIWA matka robi to, tamto i owamto, a za moment będziemy mieszkać w kraju pełnym zajebiście wkurwionych kobiet, które nie są z siebie zadowolone.

Kto wie, może dziewięć lat temu, gdy horror-mony buzujące w mojej głowie sprawiły, że byłam samicą wkurwicą, takie „listy przykazań” i grafiki skierowane do młodych mam, też poprawiałyby mi humor? Niestety ten jakże uroczy etap zamroczenia przeminął bezpowrotnie. Teraz po prostu scrolluję dalej…albo czuję nutkę irytacji, która sprawia, że chcę napisać artykuł, taki jak ten. 

Dlaczego tak marudzę?

Memy, grafiki, listy, to takie czasoumilacze. Mają nas bawić, wzruszać, wzbudzać emocje i przywoływać sentymenty. Ale jaki wpływ mają na to, jak postrzegają się młode matki? Kobiety? Jeżeli widzisz coś pierwszy, siódmy, dwudziesty raz, czy nie zaczynasz powoli w to wierzyć? Czy nie dopadają cię wątpliwości, że skoro „inne kobiety tak mają/robią, a ja nie, to pewnie ze mną jest coś nie tak?”. Inteligentne, mądre, pewne siebie, pozbawione kompleksów dziewczyny są nietykalne. Ich nic nie ruszy. Żaden mem i grafika. A ile jest kobiet, które wciąż czują, że nie są wystarczająco dobre w tym co robią, jak żyją, opiekują się swoimi dziećmi? To właśnie im takie listy przykazań wyrządzają największą krzywdę. Wpędzają w wyrzuty sumienia, sprawiają, że czują się źle z tym, co myślą, czują i robią. 

„Prawdziwa matka bardziej cieszy się z prezentu dla swojego dziecka, niż z prezentu dla siebie”

Oh God, please… Oczywiście, że większość mam cieszy się, że ktoś chciał sprawić przyjemność ich dziecku. Ja również jestem w takich sytuacjach zadowolona, ale… Nie utrwalajmy w kobietach przekonania, że ich potrzeby są mniej ważne. Już i tak wiele poświęcają dla dzieci, nie spychajmy ich w przepaść macierzyństwa, z której nie ma już powrotu. Młoda matka tak jest zaprogramowana, że świata poza dzieckiem nie widzi – i dobrze! Lecz pamiętajmy, że z biegiem czasu nasze dzieci potrzebują nas coraz mniej. Nasze pociechy rosną, dorastają, a wreszcie wylatują z gniazda.

Każda matka powinna odnaleźć złoty środek pomiędzy pozostaniem sobą, a macierzyństwem

Nie tresujmy kobiet od pierwszych kopnięć w brzuchu, że całe swoje życie mają podporządkować maleństwu. Dzieci są niesamowicie ważne, potrzebują naszej troski, opieki, czujnego oka, a także poświęcenia im mnóstwa czasu. Ale to wcale nie oznacza, że gdzieś tam w środku przestajemy być sobą. Że nie jesteśmy już kobietami, przyjaciółkami, siostrami, córkami, żonami, pracownicami… 

Dajmy sobie prawo do słabości, tęsknoty, do bycia człowiekiem. Tak po prostu. 

* i nie tylko parentingowe…

 

A Ty? Odnosisz czasem wrażenie, że robisz coś/zachowujesz się, zupełnie inaczej niż większość Twojej grupy społecznej? Skomentuj tutaj lub na fanpage bloga Pani Miniaturowa.

 

(Wizyt 541 times, 1 wizyt dzisiaj)