obszmacanie

Wstydowyłudzacze, czyli zarabianie przez obszmacanie

„Dzień dobry. Fuj, ale ma pan brzydką żonę, może skorzystałby pan z usług naszego salonu medycyny estetycznej? Tu naciągniemy, tu poprawimy, tam wstrzykniemy i będzie git.” Brzmi nierealnie? To może inaczej: „Cześć z ciekawości wszedłem na Twojego bloga i widzę, że to jedna wielka kaszana. Wszystko do poprawki. Wszystko źle. (tutaj kilkuminutowe obszmacanie twojej pracy) Do dupy to wygląda. Ale zrobię dla ciebie przyjacielską przysługę i naprawię ci to coś, co nazywasz stroną, za jedyne tysiąc złotych. Bo patrzeć się na tego twojego blogaska nie da, tyle niedoróbek! Tylko pod jednym warunkiem. Prowadzę z kolegą taką firmę hostingową, jesteśmy najlepsi na rynku, jak się do nas przeniesiesz to spuścimy ci z ceny.”. Tak, to oni. Wstydowyłudzacze. Żerują na faktycznych, ale i tych zmyślonych, lub bardzo wyolbrzymionych wadach twojej strony. 

Nieznajomemu nie zależy na twoim sukcesie

Nie znam się na marketingu, ani na technikach sprzedaży, ale jedno wiem na pewno – zarabianie przez obszmacanie jest jednym z bardziej wkurzających mnie zjawisk w blogosferze. Nie łudź się, że to jest życzliwość. Nie daj sobie wmówić, że ktoś obcy chce twojego dobra, żeby twoja strona była super, logo wyczepiste, bajerki na blogu strzelały petardami, a ty żebyś odniósł spektakularny sukces. I to wszystko za jedyne 3000 złotych netto! Wow, ale okazja! Gówno prawda. Wstydowyłudzacze mają ciebie i twojego bloga głęboko w dupie. Oni chcą zarobić i będą tak długo odskuteczniać obszmacanie, aż uwierzysz im we wszystko co ci napiszą. Żerują na twoim wstydzie i technologicznym nieogarnięciu.

Kiedyś miałam sytuację, że gdy skończyło się zwyczajowe obszmacanie (na które tego dnia byłam wybitnie odporna), zaczęły się pochwały i propozycja „zrobię ci sklep za tysiaka”. Zaczęłam dopytywać i sprawdzać to, co pisał „życzliwy”. Szybko zrozumiałam, że miałam zapłacić tysiaka za postawienie mi w 2 minuty sklepu na darmowej platformie, która prowadzi użytkownika krok po kroczku, za rączkę. Za „promocyjną ofertę” podziękowałam. 

Najłatwiej zarobić na kimś, komu zależy

Znasz to uczucie, gdy prowadzisz bloga już jakiś czas, a wszystko stoi w miejscu? Czytelników nie przybywa, ciekawe propozycje nie spływają, a ty nie wiesz, co dalej. I wtedy z nieba zlatuje anioł dobroci. Istota cudowna, która mówi, że blog w sumie spoko, ale ten wygląd… i ta toporna czcionka. Podsyła ci spreparowanego screena, jakoby to twoja strona się wykrzaczała na jego kompie. Nic nie działa jak trzeba, wszystko masz zepsute, beznadziejne, słabej jakości i tylko on – Twój anioł wybawiciel jest w stanie ci pomóc. Z czystej sympatii i głębokiego wzruszenia twym losem. Ehe jasne…

Wstydowyłudzacze nie mają oporów, aby najpierw jakiś czas wkupywać się w twoje łaski. Zdobywają twoje zaufanie, by ostatecznie krok po kroczku zmanipulować cię i wycyckać ze wszystkich pieniędzy. Dla twojego dobra oczywiście. „Bo to nie są tanie rzeczy, a jak chcesz żeby strona WRESZCIE jakoś wyglądała, to musisz zapłacić”. Oczywiście „zniżka dla przyjaciół” i legendarne „Bo kumpel prowadzi taką firemkę…”. Zarzucają haczyk: „wiesz, mamy masę zleceń, nie wiem jak cię wciśniemy, musisz się szybko zdecydować”. „Nie pomagam ludziom, którzy mają hosting tam gdzie ty, musisz się przenieść, najlepiej do firmy X”. Gdy w dalszym ciągu stawiałam opór przesłano mi mi listę sławnych i popularnych blogerów (because pieprzyć RODO), którzy mają hosting w tej firemce. Gdy napisałam do tych autorów z pytaniem, czy to prawda, że korzystają z usług firmy X… domyśl się odpowiedzi 🙂

Przyjmuj krytykę na chłodno

Jeżeli jesteś na etapie, gdy wstydowyłudzacze trafiają się coraz częściej – nie panikuj! Nie rzucaj wszystkiego, by poprawiać na gwałt wszystko co wskaże „życzliwy za drobną opłatą”. O to właśnie mu chodzi, żebyś czuł się źle z tym, jak wygląda twoja strona/twój blog. Weryfikuj ze znajomymi i osobami z branży, czy błędy, mankamenty, wykrzaczenia i errory widzi tylko „twój nowy przyjaciel”, czy faktycznie jest problem. Sprawdzaj każde jego słowo. A teraz uwaga: lwią część tych rzeczy będziesz umiał naprawić/zrobić/poprawić/ulepszyć sam, na dodatek za darmo! Jest mnóstwo for technicznych, grup oraz darmowych instrukcji w Google oraz na YouTubie, jak samodzielnie ogarnąć swojego bloga. Bardzo nie lubię robić takich rzeczy sama, bo jestem cyber-przymułem. Ale powoli, powoli do przodu. Czasem korzystam też z pomocy, lecz nic nigdy nie kosztowało mnie tyle, ile oferowali „w promocji” wstydowyłudzacze. 

To tylko zarabianie przez obszmacanie

Nie bądź naiwnym barankiem, który sam pcha się w paszczę wilka. Zawsze dziękuj za wiadomość, porady i wskazówki. Staraj się poprawiać wygląd oraz działanie twojej strony, bo prawdopodobnie wstydowyłudzacz wśród zmyślonych błędów, wskaże ci również faktyczne mankamenty. Lecz to wcale nie oznacza, że musisz korzystać właśnie z jego oferty. 

Dasz sobie radę!

PS: Padłeś kiedyś ofiarą wstydowyłudzacza?
PS2: Jeżeli myślisz, że ten tekst jest o odwodzeniu cię od korzystania z usług specjalistów, przeczytaj go jeszcze raz.


Pani Miniaturowa z nieidealną stroną, która ma najlepszych czytelników na świecie!

(Wizyt 298 times, 1 wizyt dzisiaj)