Kiedy Bloger postanawia umrzeć

Kiedy Bloger postanawia umrzeć, nikt i nic nie może go powstrzymać. No może… odrobina przywiązania i poczucia odpowiedzialności? Opracowałam szczegółowy opis gatunku blogerów, polecam go Twojej uwadze.

Kiedy Bloger postanawia umrzeć?

Bloger też człowiek, lubi dostawać dowody uznania. Nie oczekuje wiadomości „jesteś bogiem, ożeń się z moją córką, plz!”, albo „zbudowałam ołtarz z twoich gum do żucia!”. Wszystko w granicach rozsądku. Wystarczy mu Twój lajk, czasem dobre słowo w komentarzu. Serio. A, no i przelew, nie zapominajmy o przelewie 😉

Jak ich nie ma, Bloger zaciska zęby i ciśnie dalej. A nuż wreszcie zasłuży? Wymyśla, kombinuje, popisuje się kreatywnością, zakłada coraz to nowsze konta w social mediach, działa aktywnie na różnych polach, zaczyna dodawać filmiki. Mało, mało, wciąż za mało. Publika nie reaguje. Bloger czuje się wypalony. Lub dopada go zwykła nuda i zniecierpliwienie. Jak każdego z nas, gdy wypala nam się ostatni fajerwerk zapału do pracy lub dotychczas lubianego hobby.

Bloger postanawia odejść

Odchodziłam dwa razy, a wszyscy moi znajomi? Niezliczoną ilość razy. Nawet nie zauważaliście i bardzo dobrze. Bo nie wyobrażam sobie skowytów na fanpage, dramatycznych trzaśnięć drzwiami i szlochów do kamery. A wracałam do Was szybciej niż myślałam. Za każdym razem odejście było pomyłką, lub zostałam wypędzona z własnych włości przez hejterów. Ale nie wyobrażam sobie życia bez blogowania. Bez pisania, tworzenia, rozmawiania z Wami. Bo kiedy lubiany Bloger postanawia umrzeć, na miejscu trzyma go coś więcej, niż tylko pasja pisania.

Jesteśmy tacy zadufani w sobie, że wydaje nam się, że bez nas blogosfera będzie gorszym miejscem. Sądzimy, że jesteśmy wartością dodaną w Waszym życiu. Za naszymi tekstami z pewnością ktoś będzie tęsknił i ich wypatrywał. O słodka naiwności. Miałam w życiu dwóch autorów, do których zaglądałam jeszcze rok po tym, jak przestali pisać. Czekałam aż wrócą. Wreszcie przestałam, bo zapomniałam. Ile czasu przeciętny czytelnik będzie pamiętał o Miniaturowej i innych blogerach, którzy znikają bez słowa? Niewielu.

W sieci

Co nas wszystkich trzyma w chwilach zwątpienia? Co każe nam wracać? To chyba Syndrom Sztokholmski 😉 Ale ten pozytywny. To świadomość ile czasu i pracy poświęciliśmy na rozwój naszych blogów. Ciężko porzucić ukochane dziecko, o które tyle czasu dbaliśmy. Dla wielu z nas byłoby to zwykłe marnotrawstwo. No i są też ludzie. Najważniejszy składnik blogowania, bez którego nic nie miałoby sensu. Relacje nie do ocenienia, silne więzi z Czytelnikami i Obserwującymi. Znajomości, które zawdzięczamy blogosferze, zostaną z nami na zawsze, inne znikną wraz z odejściem z bloga. 

Jest jeszcze jeden powód, który poznali nieliczni. Świadomość, że gdy znikniemy, nasze wpisy przestaną pomagać, tym, którzy tego bardzo potrzebują. Nie każdy bloger tego doświadczył, nie każdy też rozumie, jak dużo czasem od niego zależy. Gościłam w mych progach żony, matki, córki, kochanki, ofiary przemocy. Każda wyniosła z tego miejsca, to, czego potrzebowała. Wsparcia, dobrego słowa, pocieszenia, nauki, czy miejsca do wygadania.

Przychodzą i odchodzą, ale wiem, że na ich miejsce zawsze przyjdzie nowa. Dlatego nie odchodzę. Czekam. Zawsze gotowa, by pomóc.

A Ty? Ile razy czekałeś?


Pani Miniaturowa, 30 letnia mama z Opola, która łamie stereotypy na temat niepełnosprawności.
Subskrybuj mój kanał na YouTubie: Pani Miniaturowa
Odwiedź mnie również na Instagramie: Miniaturowa.pl

piękna

Skip to content