Finansowy Ninja – dlaczego czytam?

Czytam właśnie książkę „Finansowy Ninja” autorstwa Michała Szafrańskiego. Jestem dopiero na trzecim rozdziale, ale już zdążyłam wpaść w irytację. Wszystko ładnie, pięknie, opisane prostym językiem, przyjemnie się czyta, łatwo wchodzi do głowy  – ideał! Tylko te reakcje ludzi…Aaa!

Kto napisał co?

Michał Szafrański jest jednym z najlepszych blogerów piszących na temat finansów, jakiego widziałam. Na swoim blogu Jak Oszczędzać Pieniądze w sposób prosty i przejrzysty tłumaczy, jak radzić sobie z pieniędzmi. Jeżeli zastanawiasz się, czy warto oszczędzać, nie wiesz jak to robić, chciałbyś móc więcej zarabiać, nie wiesz gdzie ulokować pieniądze, przymierzasz się do kupna mieszkania, nie wiesz jak zadbać o swoją finansową przyszłość lub najnormalniej w świecie masz długi, z którymi nie potrafisz się uporać, koniecznie zajrzyj na tę stronę, bo to prawdziwa skarbnica wiedzy. 

Byłam bardzo podekscytowana, gdy dowiedziałam się, że Michał planuje umieścić całą swoją finansową wiedzę plus zawartość bloga w jednym miejscu, w książce o wymownym tytule „Finansowy Ninja”. Wiedziałam, że to mój tegoroczny „must have”. Zwłaszcza po tym, jak na Blog Conference Poznań 2016 miałam okazję zamienić z autorem kilka słów na żywo. Dziękuję Moniko, że bezceremonialnie popchnęłaś mnie z całej siły w stronę Michała, bo ja bym się nie odważyła podejść! Dobrze, że nie wywinęłam orła, bo byłabym większą gwiazdą wieczoru niżbym chciała : ) Mimo mojego zabiegania i notorycznego zapominalstwa udało mi się kupić książkę rzutem na taśmę. Nie wiem, czy w przedsprzedaży, ale z pewnością swego rodzaju edycję limitowaną, bo podpisaną przez autora. Bo mogę. Bo sprawia mi to radość. To też jest jakiś powód.

I oto jest!

Gdy książka do mnie dotarła – oszalałam, co widać na tym filmiku. Która szanująca się blogerka nagrywa coś bez makijażu i kalecząc z wrażenia język polski? Miniaturowa 🙂 Jeszcze tylko brakowało żebym tam zaczęła bełkotać. Czytelnicy wiedzą, że na drugie mam Dystans, a na trzecie Poczucie Humoru. Polecam wszystkim! Paczka otwarta, pogrążyłam się w lekturze. Zaczęłam gdzieniegdzie o tym przebąkiwać. I wtedy posypały się reakcje ludzi.

 

„I co, myślisz, że jak ją przeczytasz to będziesz bogata? Co to w ogóle jest za tytuł Finansowy Ninja.”

„Jak zarobisz pieniądze dzięki tej książce, to mi pożyczysz. Pieniądze.”

„Wydałaś pieniądze, żeby kupić książkę o oszczędzaniu? To dopiero głupota!”

„Przecież to jakiś oszust musi być!”

„On się bogaci na głupocie takich ludzi jak ty.”

Czysta ignorancja, gdy słyszę takie teksty, to na przemian unosi mi się kącik ust, brew lub ciśnienie…niestety to ostatnie zdecydowanie częściej. To, że czegoś nie znasz, nie rozumiesz, nie miałeś z tym nigdy styczności, nie jest powodem by z góry to krytykować. Wejdź, przeczytaj, przetestuj, przekonaj się sam. Potem mów co chcesz. Nigdy na odwrót. 

Finansowy Ninja – Dlaczego czytam?

Gdy byłam jeszcze młodziuteńką zahukaną mamusią, miałam nic. Byłam w pełni zależna finansowo, a co za tym idzie – decyzyjnie, od mojego ówczesnego partnera, któremu daleko było do lwa finansów. Byliśmy biedni. Gdyby nie pomoc bliskich byłoby bardzo źle. W związku miałam tyle do gadania, że jak po urodzeniu dziecka powiedziałam, że idę na studia, zostałam zwyzywana od najgorszych matek i dowiedziałam się, że chcę studiować, a następnie iść do pracy, by „porzucić jego i dziecko”. Och, jaka ja głupia wtedy byłam i jak ślepo zakochana. Zabraniał mi wszystkiego, kontaktować się z koleżankami również „bo te … namawiają cię do głupich pomysłów”. Teraz po prostu wzięłabym dziecko i trzasnęłabym drzwiami. Bo moje życie to moje decyzje. Teraz to wiem. Wtedy niestety nie miałam odwagi tak zrobić. Byłam młoda, głupia, zakochana. Na szczęście też uparta, bo na studia poszłam zanim synek skończył rok. 

Żyliśmy od pierwszego do pierwszego… tylko szkoda, że pensja przychodziła dopiero dziesiątego. Zawsze na coś brakowało, zawsze było za mało. Kombinowałam jak mogłam. Za to lew finansów zawsze miał na piwo i papierosy. „Ja zarobiłem te pieniądze, więc mogę wydawać je na co chcę”. Za to ja robiłam z siebie idiotkę w sklepie pytając czemu mleko dla dzieci jest takie drogie. Moje kochane dziewczęta, czy wiecie, że sytuacja, gdy partner nie daje wam pieniędzy na wasze podstawowe potrzeby np. na higienę, to jest to przemoc ekonomiczna? Gdy mąż zabrania ci pójść do pracy też! Poczytajcie więcej na temat tego smutnego zjawiska – klik

Płacz głupia, płacz

Gdy lew finansów stracił pracę, straciliśmy grunt pod nogami. Brzmi banalnie? Dla nas to była katastrofa. Rodzina nam pomagała. Kto jak nie oni? Umierałam ze wstydu. Do dziś mi wstyd, gdy o tym pomyślę. A gdybyśmy nie mieli tylu wspaniałych ludzi w okół nas, kto by nam pomógł? Ja nie chciałam być ciągle zależna. Pozbierałam różne graty, ciuchy, koraliki, materiały do robienia biżuterii i zwlekłam lwa z wyra o piątej rano w niedzielę, by jechać na giełdę. Rozstawiliśmy stół, zapłaciliśmy haracz właścicielowi terenu, potem zapłaciliśmy za stoisko, potem za parking, by na koniec zapłacić urzędniczce z miasta. Wyprzedawaliśmy co się dało. Robiłam biżuterię na miejscu, zmniejszałam bransoletki, naprawiałam zapięcia naszyjników. Pierwszego dnia zarobiliśmy ponad sto złotych. Byłam taka szczęśliwa i zadowolona z siebie. Nakupowałam jedzenia na tydzień i pieluchy dla dziecka. Później było gorzej. Zaczęłam jeździć sama, bo lew „musi się wyspać, bo nie siedział w domu cały czas jak ja”. No tak. „Żono siedzisz w domu, nic nie robisz cały dzień!” Jestem robocopem. Nie czuję zmęczenia. Przestałam jeździć na giełdę, gdy facet, który sprzedawał kilka stoisk obok, wjechał mi samochodem w ubrania, które usiłowałam sprzedać. Zniszczył wszystko. Byłam przerażona, bo prawie przejechał mi po nogach. Wiem, że zrobił to celowo. Byłam nowa. Byłam konkurencją. Byłam kobietą. Mniejszą, słabszą, bez opieki. Łykając łzy i trzęsąc się jak osika otrzepywałam ciuchy z pyłu, kurzu i żwiru, które wbił oponami w materiał. Wszyscy na mnie patrzyli, jak czerwona od powstrzymywanego płaczu zbieram resztki dobytku. Tego dnia już nikt do mnie nie podszedł. Tylko ten facet od samochodu. Trzy godziny później przyszedł popatrzeć na swoje dzieło, zaśmiał się i przeprosił „bo to był tylko wypadek”. 

Otrzep się z kurzu i walcz dalej!

Tego dnia została przelana kolejna czara goryczy. A było ich jeszcze wiele. Na szczęście uczyłam się na studiach równie szybko, co na własnych błędach. Pozbyłam się ze swojego życia toksycznego partnera, wywalczyłam w imieniu dziecka to co mu się należy. Skończyłam studia. Dwa tygodnie po obronie pracy magisterskiej dostałam pracę. Wreszcie jestem niezależna finansowo i nigdy więcej nie zamierzam oddawać władzy w cudze ręce.

Myślę, że książka „Finansowy Ninja” zawiera w sobie wskazówki, jak nigdy więcej do tego nie dopuścić, zwłaszcza pod względem finansowym. Dlatego zanurzyłam się w lekturze. By nauczyć się dobrze władać swoimi pieniędzmi i umieć nimi pokierować. By móc zabezpieczyć finansową przyszłość swoją i dziecka. Bo choć moje zdrowie już się skończyło, moje możliwości wciąż nie są na wyczerpaniu. Nigdy więcej nie zamierzam żyć na cudzej łasce i niełasce.

 

Może i jestem Pani Miniaturowa, ale w mojej małej garści postanowiłam utrzymać całą swoją przyszłość. Tak postanowiłam. I tak będzie.