autotransfuzja

A jak autotransfuzja, a komar na to b jak bzzz…

Nawet z największego skupienia w pracy potrafią wyrwać mnie wiadomości nadawane w radio. Choć ręce machinalnie klepią, co powinny, uszy skupiają się na spikerze. Akurat opowiadali o szkoleniach, które przeprowadzać będą wolontariusze/pracownicy Czerwone Noski Klown w Szpitalu. Ma to polegać m.in. na nauce personelu szpitali, jak odwracać uwagę dzieci od bólu i strachu przed igłą w trakcie pobierania krwi. Mega sprawa! Pobieranie krew było największą traumą mojego dzieciństwa. Bałam się tego okropnie, bo nie wiedziałam, że może być coś dla mnie gorszego – autotransfuzja!

A jak autotransfuzja 

Autotransfuzja to nic innego, jak pobieranie krwi od kogoś, by mogła mu posłużyć w niedalekiej przyszłości. Np. w trakcie planowanej operacji, gdzie może stracić dużo krwi. Wygląda podobnie do oddawania krwi w punkcie krwiodawstwa, tylko, że zbieramy krew dla samego siebie. Dlaczego? Bo to „swoja” krew. Ryzyko wszelkiego rodzaju powikłań, czy zakażeń spada do minimum. Nie będę zgrywać lekarza, więcej fachowych informacji na ten temat znajdziesz w internecie. 

Dlaczego?

Gdy byłam dzieckiem musiałam przejść operację wszczepienia implantów kręgosłupa. Tak powstała pierwsza blizna z mojej kolekcji. W szpitalu powiedziano moim rodzicom, że co tydzień/półtora, jeśli wyniki badań pozwolą, będę oddawała krew na swoją operację. Mój tata od razu zaproponował, że po co mnie męczyć, on dwa razy odda swoją, bo mamy tę samą grupę krwi i będzie zapas na całą operację. Lekarze nie zgodzili się, bo swoja krew to jednak jest najlepsze wyjście i trzeba skorzystać z tego, że mamy możliwość wcześniej ją zmagazynować. Mam bardzo popularną grupę krwi, w razie czego nie byłoby problemu z krwią dla mnie, ale zawsze najlepiej jest użyć własnej krwi pacjenta. 

Przedoperacyjny koszmar – autotransfuzja u dziecka

Przed operacją ponad półtora miesiąca spędziłam w szpitalu. Nie było ze mną rodziców, którzy delikatnie (i najlepiej kilkukrotnie) wytłumaczyliby mi, co tak właściwie będą mi robić. Wiedziałam tylko, że najszczęśliwsze są dziewczynki, które mają zaplanowane autotransfuzje, bo to znaczy, że niedługo operacja, a po niej to wiadomo, można wracać do domu! O niczym więcej nie marzyłyśmy w te zbliżające się święta. Gdy wreszcie trafiłam do tajemniczego gabinetu, byłam przerażona. Na kozetce leżała zapłakana koleżanka, która „pompowała” pięścią, by krew sprawniej płynęła do 250ml woreczka. Pielęgniarka pokrzykiwała na nią, aby się uspokoiła, bo straszy inne dzieci. A ja jak na rozkaz – w ryk! Przypominam, że miałyśmy wszystkie od 9 do 12 lat! Zero podejścia. Tylko krzyki, niedelikatność, zastraszanie i jeden wielki płacz. Bałam się koszmarnie tam chodzić. Za każdym razem umierałam ze stresu na twardej ławeczce przed gabinetem, a w środku płakałam ze strachu przed olbrzymią igłą, a potem z bólu. Czy myślisz, że chociaż raz mnie pocieszono, podano chusteczkę lub powiedziano dobre słowo? Ha ha ha…

Czy każdy anioł z biegiem czasu zmienia się w kostkę lodu?

Byłyśmy dziećmi, z którymi obchodzono się, jak z workami z krwią. Dlatego tak bardzo ucieszyła mnie, na pozór błaha, wiadomość w radio, że gdzieś w Polsce są ludzie, którym zależy na tym, aby dzieci nie miały traumy związanej ze szpitalami, leczeniem, pobieraniem krwi i innymi zabiegami medycznymi. Ostatni raz anioła w szpitalu spotkałam po porodzie. To była stażystka albo studentka, już nie pamiętam, ale miała doskonałe podejście do pacjenta. Naprawdę było mi lepiej przy niej. Czyż nie jest naturalnym, aby o najmłodszych pacjentów dbać z równą troską, co o własne dzieci? 

Spotkałam się z komentarzami „pielęgniarka jest od pielęgniarkowania, a nie od niańczenia”. Nie podoba mi się też, że „ja się nie mam z pacjentem cackać, tylko wykonać swoją pracę”. I tak i nie. Rozumiem natłok obowiązków, obłożenie oddziału, wymagającego ordynatora i dyrektora, stosy papierologii czekające na biurku. Stres, przemęczenie, marna płaca. Ale co w tym wszystkim zawiniły dzieci? Czy nie można oszczędzić im przykrych wspomnień ze szpitala?

To tylko jeden mały uśmiech zamiast krzyku. 

Boisz się oddawania krwi? Skomentuj tutaj lub na fanpage!


Pani Miniaturowa – jedna z najpopularniejszych niepełnosprawnych blogerek w Polsce, która na hasło „autotransfuzja” kombinuje, którędy uciekać 😉

(Wizyt 140 times, 1 wizyt dzisiaj)