Cześć, Drezno! – Miniaturowa matka na gigancie

Gdy kłopoty piętrzą się na głowie, niczym nowojorski wieżowiec, lubię sobie powtarzać, że dorosłość jest przereklamowana. Ciągle tylko obowiązki, problemy, odpowiedzialność, zmartwienia, ogarnianie nieogarnialnego i tak w kółko, jak ten chomik w kołowrotku. Lecz tym razem przyszło mi wszystko odszczekać. Gdybym nie była dorosła, nie mogłabym wyskoczyć z Opola do Wrocławia…by kilka godzin później powiedzieć „Cześć, Drezno!”. Dorosłość jednak ma swoje przywileje. Jeśli tylko masz odwagę po nie sięgnąć… i masz czas… i pieniądze… i… aaa!!!

Jedźmy już!

Drezno słynie z pięknego jarmarku bożonarodzeniowego, a także samo w sobie jest malowniczym miastem wartym odwiedzenia. Co jak co, ale sama na pewno bym się nie wybrała, bo lubię podróżować w fajnym towarzystwie, no i heloł… Miniaturowa nie porusza się po autostradach jako kierowca! Znaleźlibyście mnie w rowie zaraz za Opolem… W matkowym gigancie wsparła mnie niezastąpiona Animalistka, która porwała mnie i wywio… znaczy się ten, pojechałyśmy razem do Drezna 🙂 Z Wrocławia droga jest jak marzenie. Praktycznie cały czas jedzie się autostradą, dlatego polecam ten kierunek na krótsze i dłuższe wypady.

Po bardziej fachowe szczegóły zapraszam na blogi podróżnicze, oczywiście te z Opola! Bezbarierowi – Orgia u Świętego Mikołaja oraz Szeroką Drogą – Florencja Północy.

Drezno welcome to

Jeżeli wybierasz się z rodziną na jarmark w Dreźnie przygotuj się, że na ten pomysł wpadło również mnóstwo innych ludzi. W weekend były poważne problemy z wolnymi miejscami parkingowymi, ale ostatecznie udało nam się zaparkować gdzieś pomiędzy blokami mieszkalnymi. Nawet rodowity mieszkaniec nie był w stanie odpowiedzieć, czy na 100% stoimy tam legalnie, ale według wszelkich znaków na niebie i na ziemi… i tych na słupkach, to chyba nawet można było 🙂 Pilnuj się! Mandat to nic, wyobraź sobie, że Twój samochód zostaje odholowany, a Ty ni w ząb nie rozumiesz języka niemieckiego O_O Nas ominęła ta przygoda.

Pierwszy mini szok kulturowy

Zorganizuj sobie monety eurocenty jeszcze przed wyjazdem. Ela będzie się ze mnie śmiała, że piszę o tym na samym początku, ale serio? Płatne toalety w galerii handlowej, do której są kolejki po 50 osób? Może to była wina wyprzedażowego black weekendu? O_O Na szczęście szybko okazało się, że kolejka sprawnie porusza się do przodu, a za monetkę kupujemy czystość i to taką na bieżąco, bo obsługa zaglądała po każdym do kabiny i doprowadzała ją do porządku w miarę potrzeby. 10/10.

Jedźmy do Drezna, pomyśleli… wszyscy!

Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. Cieszyłam się, że nie wzięłam ze sobą mojego syna Omena, bo sama ledwo umiałam odnaleźć wzrokiem Elę i najchętniej trzymałabym ją za rękę lub za poły płaszcza, żeby się nie zgubić, a weź tu człowieku w tym naporze sunących ciał upilnuj dzieciaka. Byłoby stresująco, zwłaszcza na głównym jarmarku, gdzie momentami trzeba było iść w tym samym kierunku, co wszyscy, bo parcie pod prąd, czy próby przejścia rzeki ludzi w poprzek nie miały absolutnie żadnego sensu. Sama jestem niewielkich rozmiarów, więc dodatkowo trudniej jest mi się odnaleźć w tłumie, bo nie za bardzo widzę gdzie jestem. Ale „Elaaaa będę do Ciebie gadać, jak przestaniesz mnie słyszeć, to się zgubiłam!” działało 🙂 Pilnujcie dobrze swoich Miniaturowych albo dzieci, bo naprawdę w tym tłumie sekunda i bum! Ni ma!

Drezno przyjazne dla wszystkich

Z tłumu dobiegały nas głosy Polaków, Czechów, było widać też mnóstwo Azjatów, a z każdym sprzedawcą szło się dogadać po angielsku, co ratowało moją i tak zakręconą rozczochraną, bo z uporem maniaka zapominałam się i dzieńdobrowałam i dziękujudowidzeniowałam wszystkim sprzedawcom. Myślę, że to przez fakt, że w Dreźnie czułam się swojsko, jak w Polsce, ponieważ to miasto przypomina mi nieco Wrocław. W ogóle nie czułam, że jestem za granicą naszego kraju, to chyba dobrze? Najważniejsze, to czuć się mile widzianym gościem, a Drezno jest przyjazne dla wszystkich.

Nie będę Wam szczegółowo opowiadała, co robiłyśmy, co zwiedzałyśmy (nie zdążyłyśmy na karuzelę, bu!), mogę tylko zdradzić, że zaliczyłyśmy sklep dla nerdów, gdzie kupiłam Omenowi prezent pod choinkę 🙂 Nasz wypad był krótki, bo tylko kilkugodzinny, lecz w przyszłości planujemy tam wrócić na kilka dni. Wtedy porobię więcej zdjęć i kto wie, może wrażeniami z wyprawy również podzielę się na blogu.

Czy było warto? Jak najbardziej tak! Jarmark w Dreźnie jest bajkowy 🙂 No i te ruszające się ozdoby na stoiskach, wow! Ale ciii… nie zdradzę już nic więcej.

Pozdrawiam,
Wasza Pani Miniaturowa

Skip to content