Gdy wszystko jest na nie – mama ma argumenty

Wiele kobiet z wypiekami na twarzy śledzi poczynania ulubionych (i tych trochę mniej) blogerów. Wśród nich są oczywiście blogerzy parentingowi. Wśród moich ulubionych są Ci, którzy pokazują trudne sytuacje i emocje swoich dzieci, jak sobie z tym próbowali radzić i co z tego wynikło. Zwyczajnie mam dość kreacji idealnych, internetowych rodzin, gdzie zawsze wszystko gra i nie ma absolutnie żadnych problemów. Dlatego staram się, aby u mnie było normalnie. Nawet, gdy wszystko jest na nie, gdy chcę, by było na tak.

Gdy wszystko jest na nie

– To co, zbieramy się nad jezioro?
– Nie.
– Wczoraj się cieszyłeś na ten pomysł.
– Nie chcę jechać.

– Idziemy do kawiarni. Co byś chciał, może lody?
– Nie chcę.
– To może gofry?
– Nic nie chcę.

– OK, zbieramy się. Przejdziemy się jeszcze kawałek w tę stronę.
– Nie chcę.

– Pora na obiad. Pojedziemy do smażalni ryb, jest niedaleko.
– Yyyhh! Nie chcę jeść.
– W domu nie będzie obiadu, nie mamy nic naszykowane.
– Nie chcę jeść ryby!

Magia spokoju

Nie ma sensu spinać się z dzieckiem, nie wolno też zmuszać go do robienia czegoś, czego nie chce. Ale są takie dni, że mamy już wszystko zaplanowane, wycieczkę, bilety, plan zwiedzania, gdzie jemy i co? Cała rodzina ma zmieniać plany, bo dziecko ma dzień „wszystko jest na nie?”. W prawdziwym życiu ludzie nie są tacy ulegli i nie będą zawsze we wszystkim ustępować naszemu dziecku, dlatego warto rozmawiać z małym człowiekiem. Doskonale znam przyczynę „nie”. Nasz prawie-nastolatek woli siedzieć przed komputerem. Ale nie z matką te numery.

Siła argumentu

Zamiast: Jedziesz z nami i koniec dyskusji!

– Nie chcesz jechać? Tym razem nie będziemy tak dużo spacerować, będziemy się opalać i kąpać. Chciałeś ostatnio zostać na tamtej plaży, właśnie na nią jedziemy.
– Tak? Dobra, to pojadę.

Zamiast: To sobie siedź i patrz, jak my jemy!

– Nie chcesz gofra? OK, ale jakby co to zastanów się jeszcze zanim zamówimy, bo widziałam, że można zamówić z nutellą. My bierzemy kawę z lodami.
– OK, to ja chcę gofra z czekoladą.
– Nie ma sprawy.

Zamiast: Nie obchodzi mnie to, że ci się nie chce! Idziemy!

– A widziałeś co tam jest? Wielka sieć pająka do wspinania, huśtawki i siłownia na powietrzu.
– No, widzę.
– Może chciałbyś spróbować tam poćwiczyć?
– Tak, chcę!

Zamiast: To będziesz siedział głodny, mam to w nosie.

– Nikt ci nie każe jeść ryby, jak nie masz ochoty. Na pewno będą tam też inne dania. Zamówimy ci coś innego.
– Dobra.

I tak oto moje dziecko nic nie chciało, ale i tak to zrobiło 🙂 Z przyjemnością! Są takie dni, gdy wszystko jest na nie, oj są. Ostatnio trochę częściej, ale nie chcemy pozwolić na to, aby kwitł całe wakacje w domu, przyklejony do swoich gier. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Bo z prawie-nastolatkiem jeszcze można się dogadać. A jak będzie później? Przypuszczam, że trudniej, ale to się jeszcze okaże.

Byłam bardzo kłótliwą i upartą nastolatką, a Ty?


Polub fanpage Pani Miniaturowa – niepełnosprawnej, niskorosłej mamy z Opola.  Moje życie od kuchni poznasz na Instagramie – Miniaturowa.pl – dodaj mnie do obserwowanych!