Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni?

Kap. Kap. Mała plamka, na starym, rozklekotanym parkiecie, powiększa się. Kap. Włosy okalają mi twarz, czuję, że robi się coraz bardziej obrzmiała. Ciało pręży się pod pasami, którymi jestem skrępowana. Nie potrafi się rozluźnić, bo każda próba zrelaksowania, każde odetchnięcie, kończy się silnym bólem całego kręgosłupa. Odwracam delikatnie głowę, do której przywiązano mi ciężarek na uprzęży. Patrzę na koleżankę. Krew z całego ciała napłynęła jej do twarzy. Jest cała czerwona, ale ona nie płacze. Wpatruję się znów na drewniany parkiet pode mną. Kolejna łza bólu i strachu pełznie z kącika oka do wybrzuszenia brwi. Sprawnie ją omija, wytyczoną przez wcześniejsze łzy, ścieżką. Dopływa do czoła. Kap. Dlaczego to tak boli? Robię ostrożny wdech. Wszystko boli. Wytarta uprząż śmierdzi starą skórą. Czuję w ustach metaliczny posmak. Robi mi się niedobrze. Ze strachu, od zapachu, od atmosfery, która panuje na sali. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.

Pękam

Wybucham płaczem i błagam rehabilitantkę, żeby mnie ściągnęła. Jestem młodsza niż mój syn teraz. Mam dziewięć, może dziesięć lat. Kręgosłup strasznie boli. Tak wygląda rozciąganie przed operacją leczącą skrzywienie kręgosłupa. Wisimy do góry nogami, uwiązane do drabinek, a na naszych szyjach uczepione są kołnierze z ciężarkami. To nie sala ćwiczeń, to sala tortur.

– Przestań się mazać, wytrzymałaś tylko pięć minut!
– Mam dość, nie wytrzymam tego dłużej!
– Za chwilę cię ściągniemy. Wytrzymaj jeszcze!
– Ja chcę już zejść!
– Powisisz jeszcze 5 minut!

Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni?

Nie lubię, gdy ktoś mówi, że powinnam być wdzięczna losowi za to co mnie spotkało. Niby ci ludzie mają rację, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ale nigdy nie opuściło mnie przeświadczenie, że przeżyłam w życiu zbyt dużo, by nie odcisnęło to piętna w mojej głowie. Wiele razy ćwiczyłam ponad siły. Musztrowano nas krzykiem, mobilizowano karami, a kto protestował, lub nie potrafił się dostosować, był zastraszany. Wszyscy byliśmy dziećmi.

– Jak nie zaczniesz lepiej ćwiczyć, to pani ordynator wyrzuci cię z sanatorium i wystawi wilczy bilet! Żaden szpital i sanatorium nie będą chciały cię leczyć!

– Nie wykonałaś wszystkich serii. Za karę pięć kółek na bosaka po sali, ze skłonami naprzemiennymi.
– Wykonałam, liczyłam wszystkie, pani na mnie nie patrzyła!
– Jutro za karę zgłoś się o 7:00 na dodatkowe ćwiczenia.
– Nie dam rady o 7:00, na stołówce jest śniadanie, a o 7:15 mam okłady, które trwają godzinę. Pani kucharka nie da mi później jeść!
– Tylko spróbuj nie przyjść!

Nie mam komu dziękować

Wdzięczność? Radość? Spojrzenie na to wszystko z jasnej strony? Złe doświadczenia szlifują nasz charakter. Byłam dziewczyną na wózku. Racjonalnie dostrzegam zalety wypracowania silnego charakteru, stanowczości, wytrwałości w dążeniu do celu, umiejętności wynajdywania rozwiązań w patowych sytuacjach. Lecz bardzo daleka jestem od gloryfikowania ludzi i wydarzeń, które doprowadziły mnie do miejsca, gdzie po skończonych ćwiczeniach płakałam z bólu i ledwo potrafiłam dojść do pokoju. Nigdy nie byłam szpitalnym leniem, ani leserem, a i tak byłam poddawana różnym środkom przymusu. Krzyczano na nas, straszono i karano w szpitalach na różne sposoby, a rehabilitacja dzieci nie powinna przebiegać w ten sposób.

Bo co nas nie zabije, to nas zniszczy, tam w środku.


Polub fanpage Pani Miniaturowa – niepełnosprawnej, niskorosłej mamy z Opola.  Moje życie od kuchni poznasz na Instagramie – Miniaturowa.pl – dodaj mnie do obserwowanych!