Kończ waść, wstydu (sobie) oszczędź! – Randka Gimbazjalisty

Gdy jesteś kobietą, o niczym tak fajnie się nie plotkuje, jak o mężczyznach. A już zwłaszcza o „przyszłych niedoszłych”. Dlaczego niedoszłych? A bo wszystkie historie miłosne zaczęły i zakończyły się wraz z pierwszą randką. Ile ich było? Troszkę się uzbierało. Ale nie martwcie się, ludzie z gatunku „tl;dr – hy hy hy„, specjalnie dla Was wyselekcjonowałam trzy główne randko-wtopy z każdego mojego etapu „dojrzewania”. Dziś – Randka gimbazjalisty.

Law story 1.
Gimbaza tak głęboka, że na samą myśl o niej jeży mi się sierść na cyckach.

Amant na spotkanie przyszedł prawie punktualnie. Wyglądu nie skomentuję, bo są gusta i guściki, i byłoby to nie wporzo z mojej strony, bo w gimbazie wyglądałam jak…załóżmy, że nie wyglądałam!
Na dzień dobry zażądał buziaczka. Prośbę skwitowałam spojrzeniem firmowym nr 13. (are you fkn kidding me?!) Gdy zobaczył, że nic nie wskóra, dał mi wymiętoszoną różę, którą trzymał za plecami. +2 pkt do szans na…bóg wie co. Powiedział, że napisał dla mnie wiersz! Zajarana jak dzik w agreście, rozkokosiłam się wygodniej na ławce, co by z pełną godnością wysłuchać wiersza (Like a Lady!) i… Chłopaczek wyciągnął mega brudną, wymiętoszoną karteczkę z kieszeni i przystąpił do czytania. Mina zrzedła mi na ten widok.

Wydukał z kartki jakieś…siakieś, takieś…yy…wierszyszcze. Prawdziwego Frankensteina wśród wierszy, skleconego z paru innych, znalezionych w podręczniku do j.polskiego. Nie zawsze się rymowało, nie zawsze fragmenty z moim imieniem miały sens, lecz dobrodusznie się uśmiechnęłam i pochwaliłam. Przecież się postarał nie? Pamiętajmy, że mieliśmy wtedy ok. 14 lat? Koleś zachęcony tym niewiarygodnym sukcesem ponownie zapytał o możliwość dostania buziaczka. Jako, że nie zdążyliśmy jeszcze sensownie porozmawiać, to podanie o buziaczka ponownie zostało rozpatrzone negatywnie. Posiedzieliśmy razem jeszcze z kwadrans, aż w końcu chłopaczek uznał, że szkoda na mnie zachodu i sobie poszedł.

The End randki gimbazjalisty…

Urocze początki nieprawdaż? Szybko wyszło na jaw, że z moimi koleżankami też się umówił. Każda dostała kwiatka, żądanie buziaczka i został jej odczytany wiersz… Przynajmniej wyjaśniła się tajemnica wymiętolonej karteczki i czemu moje imię się nie rymowało. Ot, Strateg. Później często widywałam go „na mieście”, lecz zawsze miło wspominam naszą pierwszą „randkę”.

Myślicie: „łe to nie było nic strasznego, troszkę śmieszna, typowa randka gimbazjalisty”. Może i macie rację. Ale prawdziwy obciach miał dopiero nastąpić! Przekonałam się o tym z całą mocą, parę lat później. Co takiego mi się wydarzyło na randce z Licbazą? To już jest temat na kolejną notkę.

Lecz pamiętajcie dziewczyny. Jeżeli myślicie, że Wasza randka była beznadziejna, bądźcie ostrzeżone! Wkrótce życie pokaże Wam JAK BARDZO żenująca może być kolejna!

Pozdrawiam, Pani Miniaturowa