Kończ waść wstydu (sobie) oszczędź! – Randka Licbazy

Po Randce Gimbazjalisty przyszła pora na drugi etap mojego randkowego dojrzewania – Randka Licbazy.
Gdy myślisz sobie „noo gorzej już chyba być nie może”, rzucasz swojemu życiu wyzwanie.
Cooo?! Ja nie potrafię?! Ja?! Potrzymaj mi colę…

Law story 2.
Licbazjalista Dżony Mitoman.

Są dziewczyny, które wyrywają chłopaków tylko z ławki rezerwowych, typowych sebów lub rudych. A szkoda. Nie ma się co ograniczać. Każdego faceta można zdobyć. Nawet tego NAJ, który na prywatnej liście męskich trofeów kobiety tkwiłby na pierwszym miejscu.
(Nie mylić ze skakaniem z kwiatka na kwiatek! Puszczalstwo jest be. Miłość jest cacy.)
Dlaczego tak uważam? Bo skoro mi się udało to uda się każdej. Odkąd się zorientowałam, że to możliwe, moje licealne miłostki dotyczyły tylko mega przystojniaków. Dżony zdecydowanie był przystojniakiem. Wysoki, opalony blondyn o niebieskich oczach i śnieżnobiałych ząbkach rodem z reklamy.

– Heeeeej Meduzko (posłał mi swój uwodzicielski uśmieszek) Bo wiesz, już niedługo wylatuję do Afryki, na wolontariat. Będę leczyć chore dzieci na AIDS (wspominałam już, że Dżony miał problemy z mitomaństwem?) Dasz się zaprosić na naszą ostatnią pożegnalną pizzę?
– Oj wiesz, chętnie, ale nie mam pieniążków w tym momencie. Może jak wrócisz ze swojej „Afryki”.
– Nie szkodzi! Ja cię zapraszam, nie daj się namawiać!
– Skoro tak, to ok. (feministki spalą mnie na stosie razem ze swoimi cyckonoszami)
. . .
Spotkanie łamane przez randka, łamane przez pożegnanie.

– To co Meduzko, jaką pizzę chcesz?
– Spoko, ty zapraszasz, ty wybierasz… byleby połowa nie miała cebuli, bo puszcze pawia! (romantyczna gadka zawsze była moją mocną stroną)
– OK to weźmiemy taką dużą na spółkę, idę zamówić.
. . .
Nie wracał dobre 10min, zbyt zajęty flirtowaniem z panią kasjerką. No ale ok, miał wyjechać na rok „leczyć dzieci” (tiaaa). Wreszcie wrócił, rozradowany jakby mu właśnie cała drużyna czirliderek obiecała oddać swoje dziewictwo.
– Słuchaj jest taka akcja, że Ania (kto ?!) dała mi jedną pizzę gratis za mój olśniewający uśmiech (seeeerio?!), więc skoro ja sobie załatwiłem pizzę gratis, to ty za swoją jednak musisz zapłacić, bo tak będzie sprawiedliwie.
– COOOOOOOOOOOO?!!! ALE…przecież mówiłam ci, że nie mam pieniążków na pizzę to powiedziałeś, że nie ma sprawy, bo ty mnie zapraszasz…
– JESTEŚ PO PROSTU BEZCZELNA. BO WY KOBIETY TO SOBIE  MYŚLICIE, ŻE FACECI ZAWSZE ZA WAS MAJĄ PŁACIĆ. NAJWYŻSZA PORA DOROSNĄĆ!
– Wiedziałeś, że nie mam kasy, a mimo wszystko mnie zaprosiłeś na pizzę, żeby co? Żeby mnie upokorzyć? Żeby zobaczyć jak myję naczynia w knajpie płacąc za swoją wiarę w to, że zachowasz się jak facet z klasą?
– Ty mnie nie ucz klasy, to ty się domagasz żebym za ciebie zapłacił!
– Tak się składa, że się nie domagam tylko przypominam, że to ty mnie zaprosiłeś i nalegałeś. Na szczęście mam ostatnie 20zł w portfelu, ale pizzy w twoim towarzystwie jeść już nie będę!
Po tej żarliwej przemowie sfochana Meduza poprosiła o spakowanie pizzy na wynos i pojechała do domu.

Żenada? Pewnie tak, ale skłaniałabym się bardziej ku temu, że w tym przypadku to facet dał dupy. Zawsze mam przy sobie awaryjną kasę, ale i tak poczułam się niezręcznie. A to chyba ostatnia rzecz, na którą powinien sobie pozwolić młody dżentelmen, w czasie spotkania z kobietą?
Spotkałam Dżonego dokładnie rok później. Jakby nigdy nic podszedł i zagadał. Oczywiście zaczął się przechwalać gdzie to on nie był, czego to on nie robił. Wspomniał oczywiście o swojej „Afryce” i leczeniu dzieci z AIDS. Obrzuciłam go spojrzeniem od góry do dołu, z dołu do góry i prychnęłam – jak na kogoś kto spędził ostatni rok w Afryce jesteś blady jak dupa!
Wgramoliłam się do autobusu i odjechałam w siną dal.

Nigdy nie wierzcie ładnej, uśmiechniętej wydmuszce. To tylko pusta skorupa, która pęknie przy pierwszym zgrzycie. Nie dajcie się oczarować przystojniakowi lansującemu się na dżentelmena i przyszłego władcę wszechświata. On zawsze mówi co chce, robi co chce i generalnie ma wszystko – oprócz klasy. Tak właśnie wyglądała randka licbazy.

Cierpnie Wam skóra na myśl o trzeciej notce? Mi też. To była zdecydowanie najgorsza randka ostatniej dekady! Gdy opowiadałam o niej koleżance to się popłakała ze śmiechu mimo, że mi bliżej było do wycia z rozpaczy nad beznadzieją jaka mi się wydarzyła. A facet? Jak to facet, był totalnie niezrażony tym co odwalił. Ciekawi? Zapraszam na Randkę Studenciaka

(Wizyt 206 times, 1 wizyt dzisiaj)