Nastolatki wychodzące – Twoje przyzwolenie – Nasze zagrożenie

Niektórzy chyba za bardzo wczuli się w powtórkę z zeszłorocznego strajku nauczycieli, bo wydaje im się, że można wypuścić dzieci i nastolatki z domu, „bo przecież mają wolne”. Nie, nasze dzieci nie mają wolne od szkoły. Mają wolne od chodzenia do budynku szkoły, gdzie zbiera się 16, 60, 600 i więcej uczniów. Obecnie w naszym kraju panuje wyjątkowa sytuacja, w której zaleca się unikania większych zbiorowisk ludzi. Dlaczego? Zrobiono to, by nas chronić. Ale jak zwykle musiały uaktywnić się osoby, które wiedzą wszystko lepiej i jeżeli będzie ich więcej, to oni nas wykończą… i siebie przy okazji.

Carpe diem weszło za mocno

Ludzie uzbrojeni w ‚Apokalipsa Starter Pack’, czyli solidną dawkę bezmyślności, ignorancji i totalnego wdupizmu jeżeli chodzi o zasady bezpieczeństwa i zachowanie jakiejkolwiek profilaktyki względem panoszącego się wirusa, radośnie wyszli dziś na spacerek. Place zabaw pełne roześmianych dzieci, mateczki siedzą sobie na ławeczkach i radośnie plotkują, a dzieciątka ładnie się razem bawią. Sielanka. W galeriach handlowych oglądać możemy mateczki lub babcie i dziadków, prowadzących za rączki wnuki. Kupienie nowej bluzeczki i bucików jest teraz absolutnym must have, gdy władze państwa błagają swoich obywateli, by ci zostali w domu i nie wychodzili bez większej potrzeby. Poza tym, czy ktokolwiek w tym kraju jeszcze pamięta, że do sklepu lub apteki wychodzi najzdrowszy i najsilniejszy, a reszta ma siedzieć w domu, żeby się niepotrzebnie nie narażać? Są oczywiście wyjątki, np. samotni rodzice, którzy chcąc nie chcąc muszą zabrać do sklepu swoje młodsze dzieci. Rozumiem ich, bo często faktycznie nie mają wyjścia. Tymczasem w sklepach wycieczki rodzinne i bynajmniej nie mówię tu o sklepach spożywczych. W galeriach lub na ulicach można spotkać wałęsające się grupki młodzieży. Rano, w południe, wieczorem. Na rolkach, na rowerze, w końcu sport to zdrowie! Wirus ich nie dogoni. Czy ich rodzice wiedzą, że nastolatki mają w poważaniu nakaz siedzenia w domu? A może sami im pozwolili wyjść „bo przecież nie będziesz w domu siedział, jak taka ładna pogoda, nic ci nie będzie!”? Lecz do brzegu, bo ktoś musi to napisać.

nastolatki 2

„Ale u nas się nic nie dzieje”

Oczywiście, że u nas jeszcze nic się nie dzieje. We Włoszech też jakiś czas nic się nie działo. A potem jak się zadziało, to cały świat o nich usłyszał. W skrajnych przypadkach ludzie byli uwięzieni w domach ze zwłokami swoich bliskich. Oni też się spotykali w knajpach mimo ostrzeżeń, oni też sobie spacerowali po galeriach handlowych, tam też nastolatki robiły co chciały, gdy mama nie widziała, albo za jej pozwoleniem. „Bo przecież będziemy uważać”, „Umyjemy ręce!”,”Od jednej imprezy jeszcze nikt nie umarł”, „Ludzie niepotrzebnie panikują!”. Żyjemy w kraju, gdzie profilaktyka mylona jest z przesadnym panikarstwem i wkrótce zaczniemy zbierać tego żniwo.

Nie wiem, co ja tak właściwie mam czuć, gdy to wszystko widzę. Powinnam mieć w nosie, bo to nie moja sprawa, ale przecież jest coś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa. Dzisiejsi galeryjni spacerowicze i wyluzowani rodzice, to są te same osoby, które za dwa tygodnie będą płakać. Bo babcia z dziadkiem zachorowali, bo dziecko zostało zamknięte na oddziale zakaźnym i nie wolno go odwiedzać, bo ciocia po odwiedzinach dziwnie na zdrowiu podupadła i chyba trafi do szpitala. Oczywiście choroba nie dotknie tych wszystkich spacerowiczów, imprezowiczów i starszych ludzi oraz nastolatków zwiedzających galerie handlowe. Nie twierdzę, że teraz wszyscy umrzemy i nadejdzie koniec świata. Nie. To będzie jakiś tam odsetek, ale jednak… to nadal są i będą ludzie, którzy zagrażają sobie, swoim bliskim, swoim sąsiadom. Nam wszystkim. Bo mieli taki kaprys. Bo słoneczko ładnie świeciło. Bo promka na buty była. Bo coś tam… powodów mają wiele, lecz rozsądku za grosz.

 

Trzymajcie się zdrowo.

Rzekłam,
Pani Miniaturowa