O perfekcji barwionych szkiełek

Nie, to nie jest kolejny post o mojej galerii biżuterii. Nie będę Wam mówiła o nowych projektach, czy błyskotkach, które odjechały w tym tygodniu do nowych domów. Dziś będzie o ludziach i sztucznej perfekcji. O tych cudownych i wspaniałych. Podziwianych przez nas na co dzień. Tych, których posty, zdjęcia i opowieści wywołują u nas lekkie ukłucie zazdrości, a nawet podziwu w stylu „no popatrz, temu to się w życiu powodzi!”. 

Kto z nas ich nie zna? Oni, Super Wspaniali:
– świeci, nieskalani, niepodważalni, istny wzór cnót wszelakich;
– żarcie tylko bio-eko, bez GMO, MOMów, sromów i innych dupereli;
– przepisami sypią jak z rękawa, wszystkie im wychodzą idealnie, nigdy nic się nie przypaliło, wszystko się udało;
– mandatu nie dostali, prędkości nigdy nie przekroczyli, staruszkę przez drogę przeprowadzili;
– w domu mówią, że wszystko na błysk, nie pójdą spać póki wanna nie wylizana, trawnik od linijki, firanki nie chwytają kurzu;
– dzieci grzeczne, cichutkie i samodzielne jak najdzikszy pustelnik;
– same sprzątają, same dupy podcierają, wiersze po francusku wspak recytują mając tylko 13 miesięcy;
– książki czytają, ale tylko te ambitne, oczywiście wszystkie rozumieją i chętnie wytłumaczą plebsowi o co w nich chodziło;
– prace mają najlepszą, super zarabiają, szef głaszcze po głowie, a sekretarka mruga do nich zalotnie oczkami zapewniając o ich perfekcji we wszystkim co robią;
– auto wypasione, tylko nówka z salonu, koniecznie za kupę hajsów;
– piesek tylko rasowy, wpiernicza tylko wołowinę z fioletowych krów hodowanych na alpejskich łąkach, a nawet sam sprząta swoje kupy. Nigdy nie choruje, a kleszcze się go nie imają;
– zawsze fit i wszystko git, kaloryfery-bajery, ćwiczenia, przysiady, zimnymi ręcznikami okłady;
– wszystko wiedzą, wszystko znają, wszystko mają, istny cud-miód i orzeszki, czekają jedynie na Nobla z Perfekcji.

Każdy z nas poznał chociaż jedną osobę, która przed znajomymi stylizuje się na Pana Ideała. A wiecie co ja Wam powiem? Przyłapałam go. Zerwałam zasłonę ściem i nakryłam na byciu Panem Zwykłym. Siedział na kanapie, chłepcząc piwo i wsuwając bułę z pasztetem i ogórkiem. I nie zgadniecie co się wtedy stało. NIC. Bo wiedziałam, że zawsze, gdy ktoś zbyt mocno błyszczy to okazuje się być jedynie barwionym szkiełkiem.